Wydziarani

fot. Getty Images/ Gallo Images

George Clooney, zapytany kiedyś, dlaczego nie ma tatuaży, odpowiedział „a czy jest sens oklejać ferrari?”. Dziś byłby w mniejszości. Dziennikarka Agnieszka Passendorfer docieka, dlaczego tatuowanie stało się takie modne.

fot. Getty Images/ Gallo Images

reklama

Motyle, ważki, jaszczurki… Motywy z „Alicji w Krainie Czarów”, „Kucyków Pony” i „Muminków”… Złote myśli, mantry i mandale… Gdy latem rozglądam się po metrze albo w dowolnej porze roku po studiu jogi, w którym pracuję, widzę je wszędzie. Osoby, które jeszcze nic permanentnego nie narysowały sobie na skórze, to w moim środowisku mniejszość. Ciekawe dlaczego… Na pewno ma to coś wspólnego z dostępnością tatuaży, z potrzebą dekorowania ciała, ale chyba też z pragnieniem ekspresji.

– Tatuaż nie jest już wyrazem buntu, jak to było kiedyś – zauważa psycholog Marta Dziekanowska. – Ogromna większość młodych ludzi, która się tatuuje, mówi: „tatuaż wyraża mnie i to, co dla mnie ważne”. Na swoich ciałach niczym na płótnie ludzie upamiętniają szczególne chwile z życia i ważnych ludzi – przodków, mentorów, autorytety. Wyrażają miłość – do dzieci, rodziców, partnera. Manifestują swoje przekonania, wiarę, życiowe motta.

Może więc sobie jednak coś upamiętnię? Tylko co? I w jaki sposób?

Wiecej w Sensie 08/2017, dostępnym także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »