Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy


Odtwórz
video

Odcinek 2

Spotkanie z Śiwą

Kańćipuram, miasto w południowych Indiach nie jest typowym celem turystów. Chętniej przybywają tu pielgrzymi, którzy czczą Śiwę w tutejszej świątyni Ekambareśwary. Na własnej skórze doświadczyliśmy tam starej, globtroterskiej prawdy - podróż nie zawsze trzeba planować. Czasem warto pozwolić jej "się wydarzać".
FotoGaleria Spotkanie z Śiwą

zobacz także

dołącz do klubu zwierciadła

Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych odcinkach serii Zakochani w świecie oraz newsletter Zwierciadła?

 

O Odcinku Spotkanie z Śiwą

Kańćipuram, miasto w południowych Indiach nie jest typowym celem turystów. Chętniej przybywają tu pielgrzymi, którzy czczą Śiwę w tutejszej świątyni Ekambareśwary. Na własnej skórze doświadczyliśmy tam starej, globtroterskiej prawdy - podróż nie zawsze trzeba planować. Czasem warto pozwolić jej "się wydarzać".
Świątynia  Ekambareśwary w Kańćipuram

W podróży czasem tak jest, że dociera się do miejsc niekoniecznie wyróżnianych w przewodniku. I tak właśnie było w przypadku nas i Kańćipuram. Miasto samo w sobie jest średnio atrakcyjne, mieliśmy problemy ze znalezieniem noclegu, a świątynia, owszem piękna, ale widzieliśmy piękniejsze. Dlatego po paru godzinach spędzonych w Kańćipuram wyraźnie nasuwało się pytanie: co my tu właściwie robimy…?.

Na odpowiedź nie czekaliśmy długo. Podczas bezcelowej włóczęgi nagle zobaczyliśmy duży i głośny orszak. -Śiwa, śiwa! – tłumaczył mi z przejęciem jeden z mężczyzn. Okazało się, że trafiliśmy na jeden z niewielu dni, kiedy bóg Śiwa opuszcza mury swojej świątyni. Niesiony w lektyce, objawia się na ulicach miasta. Kroczące dumnie słonie, głośna orkiestra i Śiwa w całej okazałości!

Warto było tu być, chociaż, przyznajemy, sprawił to przypadek. Ale tak naprawdę, to nie koniec niespodzianek, jakie czekały nas w Kańćipuram.- Mam na imię Ramia. Odwiedzicie nasz dom? – tak po prostu, z wyciągniętą reką i wspaniałym uśmiechem zaczepiła nas na ulicy młoda dziewczyna. Nie opieraliśmy się długo.

Ramia i jej rodzina otworzyli przed nami swój dom, albumy ze zdjęciami, pokój modlitwy. Spędziliśmy ze sobą całe popołudnie i wieczór (w tym pół godziny w ciemności, podczas standardowej przerwy w dostawie prądu). Nasi gospodarze byli ciekawi nas nie mniej niż my ich. Chociaż nie wszystko rozumieliśmy, nie na wszystkie pytania odpowiedzieliśmy i nie na wszystkie dostaliśmy odpowiedź, to był wspaniały czas.

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak

O nas

Asia Grzymkowska-Podolak
Jarek Podolak

Jesteśmy operatorsko- dziennikarskim małżeństwem, które po tym, jak dostało od życia tak zwanego "kopa", podjęło decyzję o zmianach. Takich, które wywracają życie do góry nogami. No, i które nierozerwalnie łączą się z podróżami. I opowiadaniem o nich.

Ale po kolei. Najpierw chcielibyśmy się przedstawić. Asia od 12 lat jest reporterką i wydawcą programów TV. Jarek od 19 lat operatorem obrazu, absolwentem PWSFTViT. Kilkanaście lat naszego życia nierozerwalnie złączonych jest z telewizją.

W telewizji się poznaliśmy. Potem pracowaliśmy razem, tysiące razy opowiadając widzom za pomocą słowa i obrazu o tym, co sami widzieliśmy. Patrzenie na świat i opowiadanie o nim wpisało się w nas na zawsze i właściwie wypełniało każdy dzień naszego życia prywatnego i zawodowego.

A dalekie podróże? Te pierwsze to zwykłe, zorganizowane wycieczki turystyczne, po których tylko płakać się chciało, że w tak ograniczony i komercyjny sposób pokazuje się i poznaje świat. Po każdym takim wyjeździe zostawało w nas przekonanie, że świat jest niesamowity, niezwykły i tak naprawdę to my go dopiero zaczniemy poznawać w przyszłości.

No i wtedy przyszedł "kop". Jarek trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej. Ku niedowierzaniu wszystkich - rodziny, lekarzy, i jego samego miał zdiagnozowany zawał! Dwa dni później decyzja. Jedziemy sami na NASZĄ wyprawę.

Kilka miesięcy po tym z warszawskiej Pragi ruszyliśmy do Maroka. W ciągu kilku tygodni objechaliśmy je dookoła. Wróciliśmy nie tylko cali, zdrowi i szczęśliwi. Wróciliśmy z przekonaniem, że o to nam właśnie chodzi!

I podjęliśmy decyzję o samodzielnej, kilkumiesięcznej wyprawie do Indii. Tym razem nie tylko z notesem, ale i kamerą. Sami, bez ogromnego zaplecza telewizyjnego, wielkiej ekipy i profesjonalnego sprzętu wyruszyliśmy w nieznany sobie kawałek świata po to, żeby go zobaczyć i pokazać innym. Nie tak jak wymyśli to producent telewizyjny. Nie tak jak zorganizuje nam to kierownik produkcji. Chcieliśmy rozmawiać z ludźmi, których wcześniej nie umówił nam researcher. Nie planowaliśmy spotkań i wydarzeń. Nie opłacaliśmy rozmówców. Ruszyliśmy po wielką przygodę i wspaniałe zdjęcia.

Po czterech miesiącach podróży dookoła Indii przywieźliśmy wspomnienia, szczegółowe notatki i materiały na książkę oraz telewizyjny cykl reportaży podróżniczych pt."Zakochani w świecie. Indie".

Zobacz nasz profil na Facebooku

Więcej

Zakochani w świecie

Indie


Sprawdź


POLECANE KSIĄŻKI