Gra o tron: już 17 lipca polska premiera kolejnego sezonu!

fot. materiały prasowe HBO Polska

Nie dajcie się zmylić rycerzom, smokom i średniowiecznym realiom. „Gra o tron”, choć wygląda jak baśń, celniej ukazuje otaczającą nas rzeczywistość niż niejeden reportaż. Fanów serialu nie trzeba przekonywać, że to nie tylko rozrywka na najwyższym poziomie, ale też filozoficzna przypowieść o życiu, a nawet terapia na ekranie. Komu sześć sezonów przeleciało koło nosa, ma jeszcze czas nadrobić zaległości, przed premierą kolejnego w lipcu. Dlaczego warto w ogóle zawracać sobie tym głowę?

fot. materiały prasowe HBO Polska

Premiera nowego sezonu ulubionego serialu to jak powrót do domu z długiej podróży. W tym wypadku dom wprawdzie jest zacny, ale w ruinie. Do tego jego prawowity właściciel zmarł, a właściwie został zamordowany. Rodzina kłóci się o schedę, nie przebierając w środkach. Połowa krewnych wyeliminowała się wzajemnie, pozostałym nie warto ufać – a jednak ciągnie cię do nich jak do swoich.

„Gra o tron” opowiada o swoich. Ludziach takich jak my, choć odzianych w długie suknie oraz zbroje. Mimo talentów i dobrego urodzenia nie radzą sobie w nieprzewidywalnym świecie. Opowiada też o rodzinie, a właściwie rodzinach – z pogmatwanymi relacjami, sympatiami i animozjami. Pełno tu konfliktów między jej członkami, ale też konfliktów wewnętrznych, gdyż bohaterowie często są stawiani przed trudnymi wyborami. Możemy im współczuć, możemy ich podziwiać, możemy cieszyć się z ich niepowodzeń lub odnaleźć siebie w ich losie czy postawie.

Fikcyjnej krainie Westeros jest całkiem blisko do podzielonej Unii Europejskiej, obawiającej się najazdu uchodźców w podobnym stopniu co serialowi bohaterowie obawiają się hord Dzikich Ludzi zza Wielkiego Muru, ale przede wszystkim inwazji Innych – skutych lodem, niezniszczalnych żywych trupów. Widmo zniszczenia Westeros przez tę nieludzką armię to odbicie apokaliptycznych lęków współczesnego człowieka. Ale to nie wszystko, co „Gra o tron” ma do zaoferowania.

– Zawsze uważałam, że ten serial jest o wszystkim: o władzy, życiu, śmierci, miłości, przyjaźni, odwadze, namiętności, zbrodni, wierze… Łączy też w sobie wiele gatunków – jest kryminałem, filmem fantasy, horrorem, dramatem, a czasem też komedią – wyjaśnia Lidia Rudzińska-Sierakowska, kulturoznawczyni i filmoznawczyni, która na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia o serialach nowej generacji.

„Grę o tron” możemy oglądać jako sagę kilku rodów, opowieść o walce o władzę albo pełen przygód serial fantasy, w którym są rycerze i smoki. Może nas przyciągać jej realizm i brutalność czy zachwyt nad możliwościami kinematografii. Ale możemy też dostrzec w niej skomplikowane studium charakterów, wykładnię światowej polityki, lustro naszych problemów, traum i lęków.

– Moim zdaniem głównym rdzeniem tego serialu jest śmierć – mówi Lidia Rudzińska-Sierakowska. – Gdyby nie niewyjaśniona śmierć Namiestnika, od której zaczyna się akcja, nie zawiązałaby się cała intryga i wojna. Śmierć przewija się przez wszystkie najważniejsze wątki serialu – każdy rozwija się i kończy śmiercią – i jest bardzo demokratyczna: giną zarówno źli, jak i dobrzy, drugoplanowe postaci, jak i główni bohaterowie, co wywołuje szok oraz niedowierzanie u przywiązanego do nich widza.

Bezkompromisowość twórców, którzy w ukazywaniu prawdy o naturze ludzkiej nie cofną się przed żadną świętością i nie chowają za żadnym tabu, przyciąga przed ekrany miliony i sprawia, że „Gra o tron” wymyka się wszelkiej klasyfikacji.

Doskonała rozrywka

– Mamy tu wszystko, co przywiązuje widza: seks, przemoc, intrygę i bardzo dobrze skonstruowane postaci – mówi Martyna Harland, psycholożka i autorka projektu
Filmoterapia.pl. Jej zdaniem to właśnie bohaterowie powodują tak duże zaangażowanie widza. – Każdy z nas może utożsamić się mniej lub bardziej z wybraną postacią. Do tego, jak w każdym serialu, częstsze i dłuższe obcowanie z bohaterami przywiązuje nas do nich emocjonalnie.

Istotną częścią „Gry o tron” jest też suspens. Ma utrzymać widza w napięciu albo zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji. Wystarczy wspomnieć jeden z odcinków drugiego sezonu pt. „Krwawe gody”, który w kilkanaście godzin od emisji obejrzało ponad milion internautów i który u widzów nieznających treści literackiego pierwowzoru wywołał tak wielki szok i niedowierzanie, że jego odbiór w mediach społecznościowych przeszedł już do historii. – Suspens działa jeszcze lepiej w serialu niż w filmie, bo mamy chwilę na refleksję między jednym odcinkiem a drugim – tłumaczy Martyna Harland. – Poza tym wszyscy czujemy potrzebę domknięcia poznawczego, chcemy uzyskać jak najszybszą odpowiedź na interesujący nas temat. Dlatego jesteśmy tak ciekawi kolejnego odcinka.

Lidia Rudzińska-Sierakowska potwierdza, że „Gra o tron” to rozrywka najwyższej jakości. – To nie tylko serial, który ma wszystko, ale też serial, który jest o wszystkim i dlatego jest dla każdego – mówi. – Może być to jego wadą, bo jeżeli coś jest dla każdego, to znaczy, że nie trzeba żadnych kompetencji, by to przyswoić. Ale może być też zaletą – każdy, kto go obejrzy, będzie się dobrze bawił, bo każdy znajdzie w nim coś dla siebie. To od nas zależy, na jaki wątek zwrócimy uwagę, jakie tropy w nim znajdziemy.

Poza tym „Gra o tron” jednoczy. – Już dawno nie było serialu, o którym każdy mógłby porozmawiać praktycznie w każdym towarzystwie i w każdym miejscu na świecie – zauważa Lidia Rudzińska-Sierakowska.