Artur Rojek: Nie idę na żywioł

fot. Jacek Poremba

Ma nowe melodie, brakuje jeszcze tekstów, zaraz wraca do studia nagraniowego. A po drodze wydaje koncertową płytę, podsumowanie dotychczasowej solowej działalności. Poza tym po prostu żyje. Tak jak chciał. Jak mu jest na swoim?

reklama

Pamiętam, jak przed laty po wywiadzie z tobą spacerowałam ulicami Mysłowic. Środek lata, ludzie na podwórkach i w ogródkach działkowych, podkręcone radyjka. Miasto, w którym się wychowałeś i w którym nadal mieszkasz, wyglądało na niesamowicie spokojne. Napisałam coś takiego – że emanujesz tym samym spokojem. Tak mi się wtedy wydawało.

Zawsze tak samo mnie zaskakuje, kiedy słyszę, że sprawiam wrażenie człowieka spokojnego czy opanowanego. Bo ja się tak kompletnie nie czuję. We mnie cały czas wrze. Jeżeli już, to raczej wiecznie szukam spokoju.

Gdzie szukasz?

Staram się być cały czas świadomy. Ćwiczę opanowanie, to taki mój trening.

Skuteczny?

Przynajmniej pozwala mi poznać własne ograniczenia. Ale to też rodzaj pułapki. Czasami chciałbym się choć trochę pozbyć wiecznej samokontroli. Moi koledzy zawsze mi mówili, że wyglądam tak, jakbym cały czas coś planował. I coś w tym jest. Może nie jestem typem, który spisuje sobie na kartce cele, do których dąży, a potem konsekwentnie je odhacza, ale nigdy nie mówię sobie: „Będzie, co będzie”. Nie idę na żywioł, wolę mieć plan B.

(…)

Więcej w grudniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 12/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.