Sienna Miller – wywiad

fot.123rf

Długo miała status „dziewczyny Jude’a Lawa”. Do dziś gazety częściej rozpisują się o jej rzekomych romansach niż o osiągnięciach artystycznych. Szkoda, bo na ekranie udowadnia, że ma talent i charyzmę.

Sienna Miller na 87th Annual Academy Awards, fot. 123rf

reklama

Twoja kariera ostatnio przyspieszyła…

To chyba tylko wrażenie. Zawsze sporo pracowałam, tyle że wcześniej gazety miały lepsze tematy do analizy.

„Sienna Miller – ikona stylu”.

Gdyby artykuły o mnie skupiały się na modzie, stylizacjach i urodzie, naprawdę nie byłoby źle. Byłabym szczęśliwa.

Naprawdę? Nie jest to powierzchowne i mało satysfakcjonujące?

Tak się wydaje, ale to część zawodu aktora. To, jak wyglądasz i jak się prezentujesz, jest tematem plotek i komentarzy, nie mam z tym problemu. Drażni mnie co innego – jeśli jest czas i miejsce na traktat o sukni od Diora, to niech też będzie czas i miejsce na dyskusję o moich rolach. Przez jakiś czas w ogóle nie istniałam jako aktorka, a przecież grałam. Za to mój związek [z Jude’em Lawem – przyp. red.] był tematem numer jeden. Gdyby prześledzić wzmianki na mój temat w prasie, można by odnieść wrażenie, że zostałam aktorką dzięki temu, iż spotykałam się przez jakiś czas ze sławną osobą.

Więcej w Zwierciadle 05/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »