Uzależnieni od: władzy

Ilustr. Andrzej Wieteszka

Jeśli z tego powodu, że brudna szklanka nie trafiła do zlewu, ale nadal stoi na stole, robi aferę, to może być sygnał uzależnienia od władzy. W tym wypadku od władzy nad przedmiotami. Nie tylko dyktatorzy są nią dotknięci.

Ilustr. Andrzej Wieteszka

reklama

Są tacy, którzy z racji zalet charakteru i wrodzonej umiejętności wpływania na ludzi zwanej charyzmą są do władzy predestynowani i często wypychani. Władza nie jest podstawowym źródłem ich życiowej satysfakcji, raczej kompetencją zawodową. To ludzie tzw. dobrej roboty, którzy nie pchają się do władzy, bo nie muszą dzięki niej potwierdzać swojej wartości i znają ciężar odpowiedzialności z nią związany. Gdy ich mandat wygasa, odczuwają ulgę i z radością wracają do swoich pasji. Wyróżnia ich to, że ocenę własnej wartości mają zakorzenioną w egzystencjalnym poczuciu bycia w porządku. Takim ludziom nie grozi uzależnienie od władzy. Komu więc grozi? – dyskutują psychoterapeuta Wojciech Eichelberger, coach Iwona Firmanty i doktor psychologii Tomasz Srebnicki.

Więcej w Zwierciadle 06/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »