Wspólnota i osamotnienie

Materiały prasowe

Nowy cykl „Polski stres”, w którym zajmiemy się źródłami stresu w naszym życiu, zaczynamy od transformacji, bo to doświadczenie nieodwołalnie zmieniło naszą rzeczywistość i nas samych. Wyzwoliło aktywność i ambicje, dało poczucie szczęścia, ale też stało się źródłem rozczarowań i lęków.

reklama

Każda zmiana budzi w nas mniej lub bardziej uświadomioną frustrację, bo choć daje nadzieję na nowy początek, także przewartościowuje dotychczasowe życie. Wrzuca nas w nowe otoczenie, rodzi pytania: Czy dokonałem właściwego wyboru? Czy sobie poradzę? Jak będą mnie odbierać inni? A cóż dopiero mówić o zmianie ustroju, która była dla Polaków doświadczeniem o niebywałej skali i znaczeniu. Ostatnich 20 lat to ciągle przeobrażający się świat zewnętrzny, który wymaga dotrzymania mu kroku, zmiany mentalności i wzorców zachowań.

W przyspieszonym tempie uczyliśmy się zaradności, planowania kariery, która opierała się już nie na znajomościach i dojściach, lecz na kreatywności i kwalifikacjach. Polacy celująco zdali test na indywidualną aktywność – była ona podstawową siłą napędzającą przemiany. Od kilku lat jesteśmy coraz bardziej zadowoleni z życia, optymistycznie patrzymy w przyszłość. Kapitalizm został obłaskawiony, przestał być źródłem lęku, bo daje szanse na samorealizację. Źródłem frustracji stało się natomiast państwo i jego instytucje.

Jak pokazuje raport „Polska 2030”, stworzony przez ekonomistów, socjologów i prawników pod kierunkiem Michała Boniego, Polska ma jeden z najniższych w Europie poziom kapitału społecznego: słabą aktywność obywatelską, nieufność wobec innych i wobec państwa, niskie zainteresowanie swoją kulturą i historią. Wzrost kapitału społecznego raport uznał za jedno z największych wyzwań dla Polski. 

– Na początku lat 90. najważniejszy był wspólny cel: nowe życie i nowe państwo, nawet jeśli społeczeństwo myślało inaczej niż politycy. Teraz ta wspólnota została zatracona – mówi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog. – Chyba rzadko Polacy identyfikują się z państwem i jeszcze rzadziej chcieliby sami je poprawiać. Duch współdziałania i skłonność do współpracy są słabe. Skandal z rozkładami jazdy PKP może być dobrym symbolem naszego ładu społecznego: niby wiadomo, co i jak być powinno, a nagle okazuje się, że współdziałanie kilku instytucji dla osiągnięcia jasnego i wspólnego celu jest niemożliwe…

– Zdrowy odruch brania odpowiedzialności za swoje życie zderza się z nieżyczliwymi dla obywatela zasadami, przepisami i brakiem wizji rozwoju państwa – dodaje Olga Pilinow, psychoterapeutka, psychoanalityczka. – Autorytety, fachowcy, politycy nie potrafią tłumaczyć nam intencji ustaw, natury zachodzących procesów, a to jest źródłem frustracji.

 

Rodzina: tożsamość i oparcie

Lata adaptacji do nowych warunków nauczyły nas przewidywania i planowania, tworzenia indywidualnych strategii rozwoju, coraz lepiej umiemy sprzedawać swoją wiedzę i doświadczenie. Wiemy już, że w życiu nie ma nic pewnego, i dlatego musimy myśleć alternatywnie – przygotować się na sytuację, w której powinie nam się noga. A jednocześnie często mamy poczucie, że w naszych staraniach jesteśmy sami: państwo utrudnia nam życie głupimi przepisami, nakłada ciągle nowe daniny. Boimy się, że jeśli nasze indywidualne strategie nie wypalą, państwo nam nie pomoże. O ile na początku lat 90. byliśmy przekonani, że chroni nas i daje poczucie wspólnoty wielomilionowa organizacja – Solidarność, a także Kościół, elita, autorytety, to teraz mamy wrażenie, że związki zawodowe walczą o swoich, politycy to krętacze, a Kościół zamyka się w nietolerancji. Niepewność, czy właściwie oceniliśmy sytuację, czy wybraliśmy właściwą ścieżkę, i świadomość, że możemy liczyć tylko na siebie – stają się źródłem stresu. Poczucie zagubienia, gniew i frustracja sprawiają z kolei, że zamykamy się w kręgu rodziny, która dla około 90 procent Polaków jest najważniejszą dziś wartością.

Olga Pilinow: – Można zauważyć wzrost subiektywnego poczucia pozostawienia samemu sobie, osamotnienia. Zwłaszcza dla młodych ludzi dorosłe życie społeczne stanowi wyzwanie. Ich start zależy od kondycji rodziny. Jeżeli rodzice odnieśli sukces, dobrze się odnaleźli w czasie przemian, ich nastoletnie dzieci się nie buntują – system wartości, styl życia rodziców staje się przewodnikiem i gwarantem sukcesu dzieci. Znacznie trudniej jest nastolatkowi ruszać w dorosłe życie, jeżeli rodzice są bezradni, rozgoryczeni, nie rozumieją świata. Dziś młodemu człowiekowi trudno przewidzieć, co da mu wykształcenie czy kreatywność, trudno zrozumieć, dlaczego akurat ten zdobył majątek czy władzę, bo reguły awansu są niejasne – jeszcze bardziej niż w poprzednim systemie. W tym kontekście sukces rodziny daje oparcie i przewidywalność.

Wycofywanie się „w rodzinę”, choć jej moc uzbraja nas w walce ze światem, niekoniecznie jest dobrą drogą: może skutkować słabą aktywnością obywatelską, nieumiejętnością dialogu z otoczeniem, postawami roszczeniowymi.
– Definiuje się cały świat w kategoriach prywatnych, partykularnych interesów – mówi Ireneusz Krzemiński. – Np. pewien człowiek z poparciem swej rodziny od lat blokuje budowę jednego z odcinków autostrady. Przykładów źle pojętej indywidualności jest bardzo dużo. Można chyba mówić o nowym wzorze postępowania Polaków: nie chodzi o to, aby pokazać innym, w czym jestem najlepszy, lecz raczej o skupienie się na tym, by przeszkodzić innym w sukcesie, a samemu się nie wychylać. Kryje się za tym bardzo dużo zawiści. Choć Polak nie uważa się za zawistnego, nieuświadomiona zawiść indywidualna i grupowa jest bardzo wysoka. „Zawiść” to w Polsce bardzo złe słowo, rzadko używane, inaczej niż w innych językach. Ale to świadczy o braku świadomości i refleksji nad tymi złymi uczuciami.

Olga Pilinow: – Niepewni swojej racji bytu możemy się skłaniać, by wszystko, co uznajemy za złe, destrukcyjne, umieścić w zewnętrznym świecie, a wszystko, co dobre, pozwalające na identyfikację – wewnątrz naszej grupy. Problemy, z jakimi się zmagamy, wynikające tak naprawdę z naszego nieprzystosowania, widzimy jako wrogie działanie otoczenia, które trzeba oszukać, by grupa mogła przetrwać. Postawa przeciwna to przekonanie, że zawsze damy sobie radę, i współpraca z innymi. Wymaga ona jednak dojrzałego procesu psychicznego, wewnętrznej wolności, umiejętności dostrzegania własnej wartości, zaufania do siebie – ufam innym, bo nie czuję się zagrożony. Wymaga także umiejętności przeżywania wdzięczności, która jest przeciwieństwem zawiści. Wdzięczność to z kolei umiejętność zawierzenia innym, zobaczenia w nich czegoś dobrego, z czego i ja korzystam, i za co mogę dziękować. Niestety, Kościół nie uczy nas takich uczuć jak wdzięczność czy współczucie.

 

Tożsamość fałszywa

Za sukces przemian zapłaciliśmy wysoką cenę: wzrostem liczby ludzi wyrzuconych na margines, którzy nie potrafili lub nie mogli – ze względu na wiek, brak wykształcenia czy niepełnosprawność – przystosować się do nowego systemu, wzrostem stanów depresyjnych, osłabieniem wzajemnych więzi (praca daje nam coraz mniej czasu na życie towarzyskie i rodzinne), problemami z tożsamością. 

Olga Pilinow: – Ludzie pracują w korporacjach po 10–12 godzin dziennie, znaczną część życia oddają systemowi, który w gruncie rzeczy jest im obcy. Na początku korporacja zdaje się spełniać marzenia: daje pieniądze, kredyt, samochód, komórkę. Organizuje ci całe życie. To rodzi problemy z tożsamością – okazuje się, że to tożsamość fałszywa, przybrana. Człowiek na nic swojego nie ma czasu, bo staje się niewolnikiem kredytu. Pojawia się refleksja, na co poświęcać czas, którego mam tak mało, kim naprawdę chcę być, jakie cele i wartości realizować.

Zaczyna się negocjacja z wewnętrzną potrzebą wartości, pojawia się potrzeba rodziny. Jeśli ludzie przychodzą do mnie w ostrych stanach depresyjnych, mają kłopoty w związkach, to przyczyny sprowadzają się do zdezintegrowanego poczucia tożsamości, kłopotów z określeniem, kim jestem, czego chcę, co mogę, i potrzeby powtórnej wewnętrznej reorganizacji, niezbędnej do przystosowania, które nie będzie tylko zachłyśnięciem się zewnętrznymi wzorcami.

Coraz częściej jednak młodzi ludzie chcą widzieć w pracy coś więcej niż tylko stanowisko i pensję, wielu wybiera tzw. awans równoległy, a nie „w górę” – to mniej pieniędzy, ale więcej czasu dla bliskich. Po pracy szukają grup towarzyskich, realizują pasje, rozwijają duchowość, działają społecznie.

 

Logo z bocianem

Od kilkunastu lat bardzo źle oceniamy politykę, która jest potężnym źródłem stresu. A jednocześnie coraz silniej uświadamiamy sobie potrzebę działania w grupie poza polityką. Stąd coraz więcej organizacji pozarządowych i działań społecznych – także na prowincji, coraz lepsze wykorzystywanie funduszy unijnych na zmianę „małych ojczyzn”, choć lokalni liderzy muszą zmagać się z nieumiejętnością współpracy, rozmawiania ze sobą czy słomianym zapałem.    

– Pozapolityczne, a nawet antypolityczne społeczne formy zaangażowania są bardzo ważne – mówi Ireneusz Krzemiński. – Ale rozwijają się słabo. O tym, jak ważna jest potrzeba społecznych form dyskutowania i działania, świadczy np. fakt, ilu młodych z różnych opcji skupił ruch Krytyki Politycznej – młodzi mają ogromną potrzebę spierania się, identyfikacji z działaniami społecznymi, co pokazuje choćby antynacjonalistyczna manifestacja 11 listopada. Na prowincji powstaje mnóstwo grup młodzieży, które identyfikują się z historią, szukają własnych korzeni, chcą przywracać pamięć o dawnych sąsiadach – Żydach. 

Olga Pilinow: – To nie tylko potrzeba tworzenia grup o wspólnych celach, ale też – co jest związane z nieuświadomionym źródłem stresu – próba naprawy historii, przeszłości, odpowiedź na to, co się dzieje w świecie polityki.

Kruszewo, Podlasie: 70 gospodarstw, 300 mieszkańców. Po 1989 roku załamuje się produkcja mleka, rolnicy znaleźli się w trudnej sytuacji. Od pokoleń uprawia się tu i kisi ogórki – zachwycił się nimi podobno Napoleon, którego Wielka Armia w 1812 roku szła tędy na Moskwę. Kazimierz Zagórski, kruszewski rolnik, wpadł na pomysł, by wykorzystać ogórki jako atut i zamienić tradycję na gotówkę – założyć stowarzyszenie zrzeszające producentów ogórków: w grupie łatwiej i koszty mniejsze. Rozpoczął namawianie. Chodził po domach, agitował w sklepie. Mówił: „Ludzie, działajmy razem, wspierajmy się, bo nic nam z nieba nie spadnie”. Skrzyknął grupę, założyli Stowarzyszenie „Kruszewskie Warzywa Herbowe”, które zrzesza 25 producentów. Ze składek sfinansowano wspólne logo (bocian) i ogólnopolską promocję. Dla wielu rodzin z Kruszewa to ważne źródło dochodu.
– Transformacja dała mi ogromne możliwości, choć były lata chude i tłuste. Nie jestem optymistą, uważam, że kiedyś rządziła komuna, a dziś źli politycy i aroganccy urzędnicy. Ale to nie znaczy, że mam załamywać ręce, choć czasem czuję się wypalony. W stowarzyszeniu działa aktywnie kilkanaście osób – reszta się przygląda. Nie żałuję jednak tej harówy. Nasze ogórki zna dziś cała Polska, nawet w Londynie je sprzedają! To pokazuje, że ludziom potrzebni są liderzy – dobrzy przewodnicy stada. I czas, by się zmieniać.