Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Starecka za granicą: Berlin, eat the fucker!


Tu liczy się konkret, jak currywurst, czyli zatopiona w ketchupie grillowana kiełbasa przysypana mieszanką curry. Berlińczycy kochają wieprzowinę. W mieście, w którym rządzi świnia, nie ma miejsca na finezję w kuchni, musi być prawdziwie i dosadnie.

Tak się jada w przerobionym na potrzeby niemieckiej gastronomii szalecie, czyli w Burgermeister (Oberbaumstrasse 8, metro: Schlesisches Tor) na Kreuzbergu. Czekając na najlepszą kanapkę z wołowiną w mieście, wsłuchajcie się w stukot kolejki przejeżdżającej nad głowami. Jedzie historyczną trasą U1, łączącą Berlin Wschodni z Zachodnim. White Trash Fast Food (Schoenhauser Allee 6/7, metro: Rosa-Luxemburg-Platz) to gromna przestrzeń po działającej tu kiedyś chińskiej knajpie, pełna mrocznych i niepokojących elementów wystroju rodem z filmu „Dzieci kukurydzy” zrealizowanego na podstawie opowiadania S. Kinga (1984 r.). Po odstaniu w kolejce złożonej z niegrzecznych chłopców, z których większość przekroczyła już czterdziestkę, zamówcie specjalność zakładu – burgera z ośmiornicy i krążki cebulowe. Nie pijcie zbyt dużo, w piwnicy działa studio tatuażu, możecie więc pamiętać to miejsce dłużej, niż planowaliście. White Trash reklamuje się hasłem: Fucking great food on every damn day W sąsiedztwie White Trash działa pizzeria I Due Forni (Schoenhauser Allee 12, metro: Senefelderplatz), gdzie na ścianach wpisały się chyba już wszystkie zespoły grające ska i punk. Właściciel jest wielkim fanem tej muzyki i ma wielu przyjaciół w środowisku. Wypiercingowani, niezwykle przystojni i szczupli Włosi w biegu podadzą wam pizzę, być może najlepszą, jaką w życiu jedliście. Starajcie się nie poddać szalonemu pędowi miejsca i przez moment skupcie uwagę na niezwykle wysokiej jakości składnikach oraz cieniutkim wspaniałym cieście pizzy. Jeśli traficie na koncert, trudno będzie wysiedzieć na miejscu. parmezan + bresaola + orzechy włoskie salsiccia + szpinak Jeśli jesteście już na Prenzlauer Berg, który ustabilizowani berlińscy hipstersi obrali za miejsce zakładania rodzin 2+1+labrador, przejdźcie się ulicą Kastanienallee. Utrzymana w stylu niepodobnym do innych rejonów Berlina, pręży w łuk swój grzbiet tak, że można mieć wrażenie, że to nie Berlin, a San Francisco. Po dwóch stronach bulwaru znajdziecie mnóstwo modnych butików, pubów, klubów i cukierni, a pod numerem 49 miejsce, w którym po prostu trzeba zjeść lunch. Der W-Imbiss łatwo poznać po logo – charakterystycznym „M” firmującym największy na świecie koncern fast food, tyle że odwróconym… do góry nogami. Mięciutkie i aromatyczne placki naan wypieka tu Hindus, a przyprawia Kanadyjczyk, swobodnie korzystając z dobrodziejstw kuchni świata. zielona: rukola + guacamole + wędzona papryka chipotle, czerwona: aromatyczna pasta z pieczonego bakłażana + kolendra + pomidory + radicchio Berlin to multikulti na talerzu. Najlepiej czuć to na Kreuzbergu, gdzie obowiązkowo należy zjeść kebaba, a potem zapić go leczniczą dawką miętowej herbaty, czyli zalanego wrzątkiem pęczka zielska. Jeśli i ona nie ugasi pragnienia, na Oranienstrasse 34 jest Luzia (w tym roku obchodzi piąte urodziny) z absolutnie fantastycznym, klimatycznym wnętrzem i ogromną, przeszkloną witryną, zza której, przepłukując gardło piwem, można oglądać kolorowych mieszkańców dzielnicy. Winko w Berlinie to porcja po brzeżek   Jeśli wysiądziecie na stacji metra Kottbusser Tor i pójdziecie wzdłuż ulicy Kottbusser Damm, pod numerem 6 traficie na prawdziwą hinduską piekarnię Tandur Lasan. Spróbujcie placka z ziarnami sezamu i owczym serem. Niedaleko jest targ turecki na Maybachufer (otwarty we wtorki i piątki), gdzie można dokupić smakołyki, a potem z tym łupem rzucić się na miękką zieleń nad malowniczym kanałem Landwehrkanal. Monsieur Vuong (Alte Schoenhauser Strasse 46, metro: Weinmeisterstrasse) ma manię wielkości. W małej restauracyjce, do której mimo deszczu ustawia się długa kolejka, oprócz prostych i świeżych potraw wietnamskich kupicie półprodukty, a nawet koszulki i kubki z logo lokalu. zupa pho z kurczakiem, sałata z pieczoną kaczką, makaronem ryżowym i sosem na bazie mleka kokosowego, curry i anyżu

Spragnionym obcowania z prawdziwą niemiecką kuchnią polecam wybrać się do Schwarzwaldstuben (Tucholskystrasse 48, metro: Oranienburger Strasse). Klasyki takie jak szynkę czy szpecle zjecie tu w nowoczesnej aranżacji, ale za to z jeleniami na rykowisku w tle. Podobnie myśliwski i alpejski klimat panuje w Edelweiss w parku Görlitzer, gdzie niemal za każdym drzewem, zamiast na Hajdi, wpada się na grupki przyjaciół z Afryki dilujących zioło.

gotowana wędzona szynka z sałatką ziemniaczaną wurst z soczewicą i smażonymi szpeclami Berlińczycy uwielbiają dobre delikatesy, w których można zjeść na miejscu. W Rogackim (Wilmers Strasse 145/146, metro: Bismarckstrasse) możecie się nie dopchać do kuchennej wyspy, skąd słychać skwierczenie smażonych kiełbasek i innych niemieckich fetyszy kulinarnych. Wystarczy tu przystanąć przy którymś ze stolików i na stojąco zjeść przyrządzane na miejscu ciepłe danie lub to, co właśnie kupiliście na którymś z działów. A jest ich tu mnóstwo, nic więc dziwnego, że Anthony Bourdain podczas kręcenia serii No Reservations nie mógł się od nich odkleić. Jeśli macie ochotę na odrobinę luksusu, wycieczka do KaDeWe zaspokoi wasze najbardziej wyrafinowane gusta. Tu w podobnej formule przy każdym z działów wyspecjalizowanych w serach, rybach, terrinach czy słodyczach działa bar. Ten ostrygowy kusi najbardziej. I na koniec unikat na skalę światową. Kochhaus (Akazienstrasse 1, metro: Julius-Leber-Brücke) to restauracja, delikatesy i szkoła gotowania w jednym. Znajdziecie tu 20 stolików – każdy jest przeznaczony do jedzenia innej potrawy, od przystawek do deserów, ze wszystkimi składnikami potrzebnymi do ich zrobienia. To idealny lokal, by wstąpić do niego po pracy, kiedy pusto w głowie i brzuchu. Należy tylko wybrać danie, zakupić gotowy pakiet składników i iść do domu gotować. Tym, którzy w kuchni czują się mniej pewnie, Kochhaus oferuje warsztaty kulinarne z szefami kuchni. Czy ktoś jest chętny do otworzenia franczyzy w Polsce? Będę stałą klientką! Fot. Basia Starecka, mat. promocyjne White Trash i Kochhaus


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI