Grillowanie

Zaczął się długi weekend i to całkiem piękną pogodą. Pogodą, która wyciąga nas w plener.
Sezon grillowy uważam za otwarty! Wiem, wiem – są tacy co ten sport uprawiają przez dwanaście miesięcy w roku, ale sezon to nie tylko grill. To zimne piwo, rozgrzane ciała i dziwne uczucie obudzenia się na łące w konsekwencji zachłyśnięcia się świeżym powietrzem.

reklama

Grillowanie na ziemiach ojczystych nieodłącznie kojarzone jest z kiełbasą i marynowaną w różnych „mieszankach” karkówką. A kiełbasą polską stoi zazwyczaj „mało mięsne gówno*” które nam wciskają i które jest mniej jadalne niż mięsne. Nie wiadomo co jest w środku, czasami trafi się chrząstka świadcząca o zwierzęcym pochodzeniu przynajmniej części surowca, z którego owo „gówno**” zostało wykonane. Chciałbym dorwać producentów i masarzy i zgwałcić ich, wciskając w gardła to, co stworzyli. Może nigdy owych tworów w ustach wcześniej nie mieli.

Karkówka – mięso niczego sobie – oczywiście zasypane jest czymś dumnie zwanym „mieszanką przypraw grillowych”, które bez względu na jakość i świeżość mięsa nie pozwolą poczuć żadnego smaku.

Jeżeli ktoś chce na nowo odkryć wieprza – a zapewniam was, że to genialne zwierzę – proszę, niech zacznie od soli i pieprzu – i basta.

A jeśli nie to, to co zabrać ze sobą na poza miastowy wypad grillowy?

Zawsze im wierny – odpowiem- steki wołowe. Liczmy się jednak z tym, że organizując takie spotkanie przy steku, należy przygotować pełen portfel. Poszukując nieco tańszej alternatywy na grillowanie, natrafimy na jagnięcinę. Jak zawsze bowiem warto kupić mięso, które nie będzie wymagało „wysmażenia” do końca.

Oto lista zalet grillowania jagnięciny i wołowiny w kontekście znanej wszem karkówki.

Nie musimy obawiać się, że mięso będzie surowe – nigdy zbyt surowe nie będzie. Mięso pozostanie soczyste i nie zostanie spalone. Szybciej będzie gotowe – co jest dość istotne. Im dłużej bowiem czeka się na strawę, tym większe prawdopodobieństwo przetlenienia i nieuchronnej drzemki z twarzą w nie wiadomo czym.

Grillowanie idealne?

To nie sprzęt – piec można na feldze samochodowego koła. Oczywiście nigdy nie pogardzę dobrym grillem, istota jednak tkwi w dobrej zabawie.

Kupując mięso mielone, zostawiamy sobie nieograniczone pole do popisu, jeżeli chodzi o smak i różnorodne kombinacje.

W domu posiekajmy zioła. Mięta, natka pietruszki, tymianek, estragon, szczypior, kolendra, lubczyk, bazylia, jeżeli dostaniemy werbenę cytrynową, to idealnie. Zabierzmy też cebule, pomidory, ogórki, ogórki kiszone, ogórki konserwowe, jabłka – wszystko posiekane w drobną kostkę. Posłużą nam za składowe sosów, sals, tzatzików. Przypraw dowolność jest ta sama – od zmielonego goździka, przez gorczycę, kumin, kminek, chilli, gałkę muszkatołową kończąc na pieprzu w dowolnych kolorach. Trzeba zabrać miseczki – nie mamy tylu- niech każdy zabierze swoją.

Rozkładamy to wszystko już na miejscu. Hamburgery? A może wystarczy nabić własnoręcznie wyrobione mięcho na patyk do szaszłyków. Czy to jasne? Każdy sobie, czyli mega misz-masz upapranych rąk, oblizywanych palców i wymiany doświadczeń i spostrzeżeń w stylu „mój jest lepszy bo…”.

Jedną z najwyższych wartości jedzenia jest jego wymiar społeczny. Dzielenie się z drugim człowiekiem, biesiada i rozmowa.

A co z tymi co nie jedzą mięsa? O! tu bez wątpienia jest wiele rozwiązań – jednym z nich jest…

Nie idźcie na grill.

(*,** zwroty używane w moim domu rodzinnym)