Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Dymińska je lody na patyku


Przyszła zima i nikt już nie je lodów. Czy Lody na patyku zdały egzamin z przetrwania w obliczu kończącego się sezonu? Nie bardzo.

Kiedy na zewnątrz panował upał każdy szanujący się hipster wpadał na Lipową postać w kolejce po sztuczne, kiepskie lody w polewach czekoladopodobnych. Ta odmiana powiślańskiego folkloru miała swój letni urok. Ale go straciła. Może nie bezpowrotnie, choć jakie to ma teraz znaczenie. Obrazek Obrazek Miały być lunche, jakaś jesienna oferta, cokolwiek. Nie ma niczego. Poza nudnymi kanapkami na suchych bułkach, nudnymi do bólu zupami z dyni, sałatkami typu arbuz z fetą i balsamico czy inne caprese i brzydkimi ciastami. Jest pusto. I nawet prosecco za 5 pln nie pomoże. Wolałabym też nigdy więcej nie myśleć o kaszy z suszonymi pomidorami i brokułami, którą kiedyś nieopatrznie zamówiłam. Kiedy jej spróbowałam przypomniały mi się czasy, gdy miałam pięć lat i gotowałam rodzicom wrzucając do miski różne resztki, które mama udostępniała mi do zabawy w “kucharkę”. Czy w ogóle warto tam czegoś próbować? Cóż. Granola z jogurtem była ok. Choć bez szału. Obrazek   Ze wszystkiego, co na Lipowej powstało, Lody na patyku są najsmutniejsze i najgorsze. R.I.P Lody na patyku Lipowa 7a https://www.facebook.com/cukiernialodynapatyku?fref=ts


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI