Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Kozak: jak narzekać w restauracji?


25 lipca 2013 Ugryzienie Kozak Aga Kozak
Jak mogę to zrobić kelnerowi? Jak mogę to zrobić kucharzowi? Myślą setki, tysiące Polaków, którzy właśnie nie mogąc przełknąć swojego żylastego kotleta, kurczaka w wersji medium-rare, szmatowatego żuru NIE NARZEKAJĄ! Nie zwracają do kuchni, nie reklamują. Tym samym podtrzymują status quo: w polskich restauracjach traktuje się bowiem klienta tak, jak klient sam siebie: bez szacunku.

Pamiętacie o co was prosiłam w tekście o trendach?

Naprawdę po przeczytaniu tego chcieliście przełknąć te wszystkie świństwa, bo „kelnerowi mogło być przykro”? To, co w przypadku niedomagającej babci, która w danie „wkroiła całe serce” jest jeszcze zrozumiałe, niezrozumiałe staje się dla mnie w momencie, w którym zamierzacie za to – często ledwo tknięte, trochę tak demonstracyjnie, bo „może się domyślą” – zapłacić.

Lęk przed tym, ze w kuchni mogą nam napluć w talerz, że kelner nie przyjmie skargi, ze się obrazi, ze kucharz się obrazi, że – jak w pewnej reklamie pewnej karty kredytowej, ze na nasze „ta zupa jest za słona” pojawi się zastęp legionistów z nożami… jest w polskim narodzie niezwykły. Tak jakby mówiąc, ze coś nie jest tym, czym ma być obrażalibyśmy kogokolwiek.

Podoba wam się taka sytuacja? Powiem wam więcej – nie zwracając do kuchni, godząc się na 45minutowe oczekiwanie – psujecie wszystko to, co Amaro et consortes próbują zrobić z naszymi kulinariami. I nie dziwcie się, że nic się nie poprawia: skoro wszystkim podoba się tak jak jest, to przecież nie trzeba niczego zmieniać, prawda?

Tym, którzy po przeczytaniu powyższych kilku linijek nie czują się postawieni przeze mnie do pionu, napiszę – posiłkując się sciągą z Guardiana – jak narzekać na jedzenie. A raczej jak się na nie skarżyć i jak je zaskarżać, bo ja sama zwracać do kuchni nauczyłam się w Anglii – ile ja takich posiłków nosiłam, zarabiając kelnerowaniem na studia w Londynie, dopóki się nie zorientowałam, że po pierwsze nie mam prawa z kuchni wyjść z czymś co nie zadowoli klienta, bo kto za to dostanie? JA!!!

 

Dlatego nie bójcie się mówić kelnerom tego, co myślicie o swoich daniach. Oni są za nie współodpowiedzialni – dobry kelner nie wypuści z kuchni niczego, co nie powinno się znaleźć na stoliku gościa (i tak, wiem, ze dostają grosze za godzinę i są tacy biedniusi studenci lub emeryci, ale nawet taką pracę należy traktować z szacunkiem, sami się w to wkopali, a my właśnie przeżywamy Food Revolution i musimy dbać o standardy!).

 

Ale do rzeczy.

Skosztujcie.

Oceńcie co jest nie tak.

Nie jedzcie dalej (w Anglii kelner musi was złapać po paru minutach posiłku, by sprawdzić wszystko ok, jeśli zjecie tam cały posiłek a potem zaczniecie się skarżyć – muszą waszą skargę rozpatrzeć i nie zapłacicie… za coś, co zjedliście – w Polsce tak nie ma)

Wezwijcie kelnera.

Spokojnie wyłuszczcie sprawę. Nie unoście się. Nie róbcie z tego rozgrywki z kelnerem lub wami.

Fakty – przekazujcie fakty. „Ta ryba jest zimna”

To na razie uwaga. Dodajcie, co chcecie, żeby było zrobione, lub zapytajcie co można z tym zrobić. Dajcie znać, że nie akceptujecie takiej sytuacji.

Tu polscy kelnerzy wpadają zazwyczaj w panikę lub mentorski ton („Ale to śledź, musi być zimny” „Ale to śledź z grilla!”) lub lecą do kucharza lub menagera.

Pamiętajcie, nie możecie narzekać na coś, co spowodowała wasza niewiedza – jeśli macie uczulenie na strączkowe, a zamawiając chili con carne nie wiedzieliście, ze jest tam fasola – wasz błąd. Albo się edukujecie (lub odpalacie internet w komórce pod stołem googlując ceviche) albo pytacie kelnera: czy jest w tym mięso, czy są w tym skorupiaki, czy to jest ostre? Jeśli powie wam coś, co potem okaże się nie być prawdą, macie podstawę do skargi.

Nad kelnerem stoi manager lub właściciel. I tak, obie te osoby mogą się okazać równie nieprofesjonalne co kelner ale należy próbować, edukować, dochodzić swojego.

Nie zjedliście – nie płaćcie. Jest skandalicznie źle? Nie przyjmujcie przypadkiem ekwiwalentu tego dania w innym – jest szansa, ze będzie równie „udane”.

Pamiętajcie: na restaurację skarżycie się podczas pobytu i posiłku w restauracji z jednym wyjątkiem – jeśli po jedzeniu tam czujecie się źle lub chorzy. Trzeba wtedy zadzwonić i dać znać, ze ostrygi jednak były nie pierwszej świeżości… Takie sprawy zamykają Nomę, co dopiero nasze kulinarne świątynki.

 

Nie róbcie jednej rzeczy, błagam was: siedźcie cicho jak trusie w restauracji, ze skwaszonymi minami, lub na pytanie „smakowało” odpowiadając niemrawe „taa” jeśli nie smakowało, a z łazienki piszcie już na blogu, fejsie czy tweeterze, ze wam nie smakowało. To głupie. To psuje kulturę jedzenia. To zwykłe tchórzostwo.

Jeśli jednak na wasze skargi wprost – odpowiedzą nie tak, jak powinni – walcie ile wlezie: fb tweeter, oznaczanie, blog, gastronauci… Niech już nikogo nie skrzywdzą.

 


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI