Poszukiwanie Straconego Smaku

Mocno nieprzyjazne warunki pogodowe sprzyjają tym rozważaniom. Przypominam sobie powoli, jaki smak sprawiał, że jako dziecko czułam się zaopiekowana. Odtwarzam go w bardziej lub mniej udolny sposób – bo grzanka nie ta, bo to nie ten ser, nie ten keczup – i czuję, jakbym nakryła się wielkim ciepłym kocem. To moja definicja „magdalenki inaczej” – comfort food.|Mocno nieprzyjazne warunki pogodowe sprzyjają tym rozważaniom. Przypominam sobie powoli, jaki smak sprawiał, że jako dziecko czułam się zaopiekowana. Odtwarzam go w bardziej lub mniej udolny sposób – bo grzanka nie ta, bo to nie ten ser, nie ten keczup – i czuję, jakbym nakryła się wielkim ciepłym kocem. To moja definicja „magdalenki inaczej” – comfort food.
Nieżyjący już historyk Tony Judt – dorastający w Anglii, mieszkający w Nowym Jorku, syn wychowanej w cockney Londynie matki żydówki (z rodziców z Litwy i Polski) i ojca Belga – pisze w „Pensjonacie pamięci” w pięknym rozdziale poświęconym jedzeniu : Gdybym miał się naprawdę udać na Poszukiwanie Straconego Smaku, zacząłbym od duszonej wołowiny i pieczonej rzepy, po czy przyszłaby kolej na kurczaka tikka masala i korniszony w chałce, piwo Kingfisher i słodką herbatę cytrynową. A co byłoby magdalenką wywołującą wspomnienia? Chleb naan maczany w zupie z kulkami z macy, podany przez mówiącego w jidysz kelnera z Madrasu. Jesteśmy tym, co jedliśmy. A ja jestem bardzo angielski. Zrobiona przeze mnie sonda na facebooku – która pobiła chyba rekordy popularności, bo każdy lubi przypomnieć sobie, co sprawia, że mu dobrze i ciepło – pokazała parę rzeczy. Po pierwsze, że nie do końca wszyscy mamy to samo odczucie tego, czym jest comfort food. Dla niektórych to jedzenie, które budzi nostalgiczne uczucia – taka magdalenka: dobrze czujemy się, kiedy zjemy to, co jedliśmy w dzieciństwie, kiedy nie było jeszcze iPadów, słowo stres oznaczało nacisk i jego miejsce było w słowniku angielskiego, a w sklepie można było dostać jeden gatunek sera żółtego: dobry. Dla innych comfort food, to takie jedzenie, po które sięga się gdy nam nieswojo, które poprawia humor – tak tak, pamiętacie, jak Nigella oblizując łyżkę mówi it’s soooo comforting –  ale nie ma już nostalgicznych skojarzeń, lub bardziej współczesne: w tej grupie prowadziły bomby węglowodanowe, zazwyczaj podkręcone jeszcze odpowiednią porcją masełka, śmietany, sera… Amerykanie mają swój makaron z serem – łączący tak naprawdę obie grupy. My? My mamy grzanki. Grzanki, zapiekanki, zapieksy – ciepły chleb bije rekordy poprawiającej humor popularności. Jeśli jeszcze do tego towarzyszy mu ser żółty lub biały, lub miód – jesteśmy szczęśliwi. Do tego kakałko, kawa inka, mocna kawa… Do tego keczup*.  Ale też : chleb w cieście naleśnikowym, po prostu buła, bułka z bananem, bułka z masłem i serem żółtym, rogalik z masłem… Do tego dochodzą omlety. Zazwyczaj na słodko, w wersjach przedpotopowych i nieśmiertelnych, jak i tych pankejkowych i nowych. Z dżemem, a jak! I z syropem klonowym… To jeden z memów, który podkradłam chyba świadomości zbiorowej Amerykanów – faktycznie, za każdym razem, gdy jem placuszki z bekonem i syropem klonowym, ogarnia mnie empatyczne odczucie dzieciństwa innych osób… Zupy mleczne? Comfort food to w końcu powrót do dzieciństwa, czyli mlecznej krainy… Czasem zdarza się więc, że tęsknimy do tego, co  wtedy uważaliśmy za obrzydliwe. Kaszki manny, leguminy, owsianki pojawiają się na liście – często we współczesnych interpretacjach np. z miodem i gruboziarnista solą… W końcu frytki (te z Vegetą + szklanka mleka w wykonaniu słynnej polskiej wokalistki) i kojąca wołowina w hamburgerze. I włoszczyzna: kremowe i słone carbonary, aglio i olio… Nie wymienię tu wszystkiego, zapomnę pewnie o kopytkach i leniwych, mielonych, pomidorowych z ryżem i naleśnikach z cukrem… Głownie dlatego, że cześć z tych smaków mi się w głowie już nie mieści. To jednak, co koniecznie chciałam wam napisać, to to, że najbardziej rozmarzone odpowiedzi dostałam od tych, którzy mieszkają zagranicą. I chyba rozumiem to najlepiej. Tony Judt swoją listę Straconych Smaków Anglii podyktował w Nowym Jorku. * ja nie mogę opędzić się od wspomnienia smaku keczupów sprzed lat. Sosy Billy – np. taki ze śliwką – zapadły mi tak głęboko w pamięć ślinianek i nie chcą wyjść. Tęsknotę za nimi czasem koi Krzepki Radek

reklama