Inteligencjo duchowa, prowadź!

fotochannels.com

reklama

W kulturach tradycyjnych świętością było niemal wszystko: praca, jedzenie, seks. Dzisiaj desakralizacji ulegają nawet święta. Ale z drugiej strony rozpaczliwie poszukujemy sensu życia, harmonii, czegoś trwałego i niezmiennego. Czy naszym ratunkiem jest rozwijanie duchowej inteligencji?

Piotr, lat 47, był jednym z pierwszych biznesmenów rozkręcających w Polsce rynek informatyczny. Zaczynał pod koniec lat 80. Od małego fiata, którym jeździł instalować komputery znajomym. Dość szybko przesiadł się do zachodniego samochodu, klientów indywidualnych zamienił na wielkie korporacje, w zawrotnym tempie rozwinął swoją firmę, dorobił się. W wieku 35 lat miał wszystko. Wygodny dom pod Warszawą, malowniczo położone działki na Mazurach i w Bieszczadach, luksusowy samochód, pokaźne konto w banku. Korzystał z życia – bawił się, zmieniał kobiety, jeździł po świecie. Ale nic nie sprawiało mu prawdziwej radości. Wciąż był nienasycony: próbował nurkowania, wspinaczki wysokogórskiej, nawet skoków ze spadochronem. Gdy brakowało adrenaliny, sięgał po alkohol.

– No i stało się to, co się stać musiało – wspomina. – Któregoś dnia miałem wypadek, tylko cudem z niego wyszedłem. Leżałem w szpitalu, cierpiałem, ale miałem też czas, żeby przemyśleć całe swoje życie. To były bardzo bolesne chwile, przede wszystkim dlatego, że musiałem skonfrontować się sam ze sobą, tak naprawdę po raz pierwszy zajrzeć do swojej duszy. Zobaczyłem w niej rozdzierającą pustkę. Zacząłem prowadzić długie rozmowy ze sobą, z Bogiem i po raz pierwszy ja, wychowany w wierze katolickiej, sięgnąłem do Biblii.

Dzisiaj Piotr, choć ma ugruntowaną pozycję w biznesie, żonę, troje dzieci, choć mógłby sobie pozwolić na wiele, żyje skromnie, nie pomnaża już majątku. Cały wolny czas poświęca rodzinie i pracy charytatywnej.

Podobną drogę przechodzi dziś wielu ludzi. Osiągają szczyty, ale nie czują się szczęśliwi. Szukają czegoś więcej, czasami kompletnie przewartościowują swoje życie.

Widzimy kolory, lecz nie dostrzegamy znaczenia

Jak podkreślają zgodnie filozofowie i antropologowie, życie pozbawione kontekstu sacrum doprowadziło człowieka do największego kryzysu naszych czasów, czyli do kryzysu duchowego.

Danah Zohar i Ian Marshall w „Inteligencji duchowej” piszą: „Rozum oddalił nas od przyrody, bliźnich i religii. Dokonując postępu w technologii, odrzuciliśmy tradycyjną kulturę i osadzone w niej wartości. Inteligencja racjonalna sprawiła, że mniej pracujemy, jesteśmy zdrowsi i dłużej żyjemy. Dzięki niej stworzyliśmy mnóstwo gadżetów, z których wiele zagraża naszemu środowisku i nam samym. Wciąż jednak nie wiemy, jak nadać temu wszystkiemu sens. Duchowe otępienie uwidacznia się nie tylko na Zachodzie, ale coraz częściej również w tych państwach azjatyckich, które przejęły zachodnie wzorce”.

Naukowa diagnoza naszego stanu ducha na progu nowego tysiąclecia jest bezlitosna: Dostrzegamy i przeżywamy tylko to, co bezpośrednie, widoczne i praktyczne. Jesteśmy ślepi na głębsze poziomy symboliki i znaczenia, które tworzą egzystencjalny kontekst dla otaczających nas obiektów, wykonywanych czynności i nas samych. Widzimy kolory, lecz nie dostrzegamy sensu. Optymistyczne jest tylko jedno – że coraz częściej pytamy samych siebie: O co chodzi w moim życiu? Po co mi to wszystko? Dlaczego biorę udział w tym wyścigu? Czego tak naprawdę pragnę?

Dawniej w ogóle nie zadawano by sobie takich pytań. Rytm życia narzucany przez naturę i kulturę był uporządkowany i przewidywalny. Tradycja, społeczność, w jakiej się żyło, religia – wszystko to wyznaczało niezmienne granice zachowania człowieka. Funkcjonowały jasne kodeksy moralne, a cele życia były z góry ustalone.

 

Mircea Eliade, religioznawca, filozof kultury, eseista, w książce „Próba labiryntu: rozmowy z Claude Henri Rocquetem” pisze: „Na najbardziej pierwotnym i archaicznym poziomie kultury życie ludzkie było samo w sobie aktem religijnym – odżywianie, życie płciowe, praca miały wartość sakramentu. […] W skrócie można by rzec, że świat archaiczny nie znał czynności »świeckich«: każda czynność, która miała określony sens, uczestniczyła w pewien sposób w sacrum. Świeckie były tylko czynności niemające znaczenia mitycznego, czyli niemające wzorcowych modeli. Można więc rzec, że każda odpowiedzialna i zmierzająca do precyzyjnie określonego celu czynność była dla świata archaicznego rytuałem”.

Pragniemy sacrum, gonimy za profanum

Idąc tropem myślenia Eliadego, można powiedzieć, że człowieka współczesnego odróżnia od jego dalekiego przodka doświadczenie sacrum rozumiane – za „Słownikiem etnologicznym” – jako kategoria rzeczy i działa , które są uznawane przez określoną społeczność za święte i z tej racji podlegają religijnej czci, w przeciwieństwie do tego, co codzienne, czyli profanum. Niemiecki teolog  i historyk religii Rudolf Otto, aby objaśnić, w jaki sposób człowiek wierzący przeżywa świętość, Boga, wprowadził do religioznawstwa termin „numinosum” (od łac. numen – bóstwo, boskość) oznaczający coś niepoznawalnego i niewyrażalnego. To tajemnica, coś, czego nasz rozum nie jest w stanie pojąć, coś przeczuwane, ale nie rozumiane. Według Otto sacrum z jednej strony przepełnia człowieka trwogą, budzi respekt, a jednocześnie fascynuje i rodzi nieodparte pragnienie.

Dziś desakralizacji ulegają nawet święta. Wielkanoc, Boże Narodzenie traktowane są w kategoriach wydarzeń rodzinnych, świeckich, a msza, która kiedyś była rytuałem w ścisłym tego słowa znaczeniu, postrzegana jest jako coniedzielny ceremoniał bądź też uciążliwy obowiązek. Jednak, jak podkreśla Mircea Eliade, potrzeba przeżywania sacrum jest głębokim pragnieniem człowieka. Dlaczego człowiek miałby pragnąć sacrum?

Dlatego że posiada wrodzoną inteligencję duchową  – odpowiadają Danah Zohar i Ian Marshall. Według nich oprócz siedmiu rodzajów inteligencji opisanych przez Howarda Gardnera w książce „Inteligencje wielorakie” istnieje jeszcze jedna – duchowa, która jest kwintesencją człowieczeństwa. Ani bowiem inteligencja racjonalna, ani emocjonalna, ani nawet ich połączenie nie wystarczą, by w pełni opisać złożoność ludzkich zachowa  i zdolności.

Cóż to takiego owa inteligencja duchowa? To „wewnętrzna, wrodzona zdolność ludzkiego umysłu i psychiki, czerpiąca swe bogactwo z serca i wszechświata”. Tym, co przede wszystkim odróżnia inteligencję duchową od emocjonalnej, jest właśnie zdolność przemiany. O ile inteligencja emocjonalna pozwala nam rozeznać się w swoim położeniu i adekwatnie do niego zachować, o tyle inteligencja duchowa prowokuje do stawiania pytań: Czy w ogóle chcę pozostać w tej sytuacji, czy raczej zdecyduję się ją zmienić?

Autorzy „Inteligencji duchowej” podkreślają, że ten rodzaj inteligencji nie zawsze wiąże się z religią. Owszem, może się poprzez nią wyrażać, ale religijność wcale nie oznacza wysokiego ilorazu inteligencji duchowej. Co więcej – badania przeprowadzone prawie 50 lat temu przez psychologa Gordona Allporta wykazały, że doznania duchowe częściej  występują u osób niezwiązanych z największymi Kościołami.

Tęsknimy za jednością z kosmosem, a słuchamy ego

Inteligencją duchową obdarzeni byliśmy od zarania dziejów, ale dowodów na jej istnienie dostarczyły dopiero badania neuro-biologiczne w latach 90 ubiegłego wieku. Dowód pierwszy – odkrycie w ludzkim mózgu przez neuropsychologa Michaela Persingera tzw. punktu Boga. Gdy badane osoby słyszą rozmowy na tematy religijne lub duchowe, punkt ten na zdjęciach mózgu uzyskanych metodą pozytronową się rozświetla.

Dowód drugi – badania austriackiego neurologa Wolfa Singera, które wykazują, że w mózgu następuje zespalanie naszych doznań i nadawanie im znaczenia, a wszystko to dzięki „trzeciej sile”. Wcześniej znane były tylko dwie formy organizacji nerwowej mózgu: połączenia szeregowe stanowiące podłoże inteligencji racjonalnej i „różnokierunkowe”, które są podstawą inteligencji emocjonalnej. Singer wskazuje na istnienie trzeciego rodzaju myślenia, jednoczącego dwa poprzednie, którym zarządza inteligencja duchowa.

Dowód trzeci – badania nad ludzką mową amerykańskiego neurologa i antropologa Terrence’a Deacona. Dowodzą one, że język jako zjawisko charakterystyczne tylko dla człowieka, symboliczne w swej istocie i operujące znaczeniem ewoluował wraz z szybkim rozwojem płatów  czołowych mózgu. Ssaki wyższego rzędu nie umieją mówić, ponieważ nie posiadają odpowiednika płatów czołowych, które powiększały się u człowieka dzięki inteligencji duchowej.

 

Co nam ona daje? Jej dwie bliźniacze siostry: racjonalna i emocjonalna, mogą czasem sprowadzić człowieka na manowce. Inteligencja duchowa nie zwiedzie nas nigdy. Ułatwia dialog pomiędzy rozumem a emocjami, umysłem a ciałem. Daje punkt oparcia potrzebny do rozwoju i przemiany. Sprawia, że jesteśmy kreatywni, kontaktuje nas z naszą twórczą spontanicznością. Pomaga nam uświadomić sobie problemy egzystencjalne, rozwiązać je albo przynajmniej pogodzić się z nimi. Sprawia, że widzimy sens naszych zmaga  z życiem. Pozwala wniknąć w istotę rzeczy, ujrzeć jedność istniejącą pomimo różnic, dotrzeć do naszych możliwości i wykorzystać je. Dzięki niej możemy wieść bogatsze życie. I wreszcie – pozwala nam odróżnić dobro od zła.

Życie wielu z nas jest dziś boleśnie pokawałkowane. Tęsknimy za tym, co poeta T.S. Eliot nazwał „dalszą jednością, głębszą wspólnotą”, ale nie znajdujemy jej ani w sobie, ani w istniejących symbolach czy instytucjach naszej kultury. Naszym ratunkiem – o co apelują nie tylko duchowi przywódcy, jak Dalajlama, papież, ale co dostrzega także coraz więcej ludzi – jest rozwijanie ducha. (Według słownika Webstera duch to „ożywiająca, życiodajna siła; to, co w odróżnieniu od materialnych elementów organizmu jest źródłem życia; tchnienie życia”).

Dalajlama wyodrębnia dwa poziomy duchowości. Pierwszy związany jest z przekonaniami religijnymi. W książce „Sztuka szczęścia” pisze: „Na świecie żyje pięć miliardów ludzi o różnych umysłowościach, w pewnym sensie potrzebujemy więc pięciu miliardów różnych religii. Wierzę, że każdy człowiek powinien wstąpić na taką ścieżkę duchową, która najlepiej pasuje do jego stanu umysłu, naturalnych skłonności, temperamentu, przekonań, wartości wyniesionych z domu i korzeni kulturowych”.

Szukamy gotowych odpowiedzi, choć powinniśmy pytać

Religijność nie świadczy o inteligencji duchowej, ale głęboka wiara przynosi ludziom wiele korzyści. Badania Instytutu Gallupa wykazały, że wierzący częściej niż niewierzący uważają swoje życie za szczęśliwe. Dowiodły również, że wiara pomaga w osiąganiu sukcesów i radzeniu sobie z kryzysami, traumatycznymi doświadczeniami, starzeniem się. Statystyki pokazują, że w rodzinach o silnych przekonaniach religijnych jest mniej przestępstw, problemów z alkoholizmem, narkomanią. Co więcej – istnieją dowody na to, że wiara może pozytywnie wpływać na zdrowie. Badania Instytutu Medycznego w Pittsburghu wykazały, że głęboko wierzący pacjenci z przeszczepionym sercem szybciej wracają do zdrowia. Z kolei inne badania dowiodły, że po operacji tętnicy wieńcowej lub zastawki prawdopodobieństwo przeżycia jest trzykrotnie większe wśród pacjentów wierzących niż niewierzących.

Każda religia daje poczucie przynależności, akceptacji. Silne przekonania religijne sprawiają, że mamy głęboką świadomość celu, do którego dążymy. Że możemy spojrzeć z dystansu na problemy życia codziennego. Jednak według Dalajlamy ważniejszy jest drugi poziom duchowości, który nazywa podstawowym, bo obejmuje najważniejsze ludzkie wartości, takie jak: dobroć, życzliwość, współczucie, troska. „Bez względu na to, jak wspaniała jest dana religia, przyjmuje ją jedynie ograniczona liczba ludzi – pisze w »Sztuce szczęścia«. – Wszyscy potrzebujemy jednak owych podstawowych wartości duchowych, bez nich życie staje się ciężkie, jałowe, człowiek nie jest szczęśliwy, cierpi rodzina, a w ostatecznym rozrachunku – całe społeczeństwo. Takie wartości jak: współczucie, tolerancja, zdolność wybaczania, opiekuńczość, są najważniejszymi wartościami duchowymi, ponieważ nie mogą współistnieć z negatywnymi stanami umysłu”.

Jak dotrzeć do owego poziomu, czyli inteligencji duchowej? Poprzez pielęgnowanie tego, co dla nas święte. Dobre uczynki. Praktyki duchowe. Te ostatnie nie mogą opierać się jednak tylko na uczestnictwie w religijnych obrzędach, nawet nie tylko na modlitwie. Według Dalajlamy praktyka duchowa to ćwiczenie, np. poprzez medytacje, odpowiedniego stanu umysłu, nastawienia do ludzi, stanu psychicznego i emocjonalnego. Czasami, aby w pełni dotrzeć do inteligencji duchowej, trzeba zaznać rozpaczy, bólu, cierpienia, straty. Wtedy doświadczamy głęboko ukrytej tęsknoty za sensem swojej ludzkiej egzystencji. Pytamy: Po co żyjemy? Dlaczego właśnie tak? Jaki ma sens nasza praca? Jak powiedział żydowski mistyk Abraham Heschel: „Gdy zadajemy pytania, jesteśmy bliżsi Boga niż wtedy, gdy mamy wrażenie, że znamy odpowiedzi”.

Korzystałam z książek: Mircea Eliade „Sacrum – mit – historia”, PIW, Warszawa 1993; Mircea Eliade „Próba labiryntu: rozmowy z Claude Henri Rocquetem”, Sen, Warszawa 1992; Danah Zohar, Ian Marshall, „Inteligencja duchowa”, Rebis, Pozna  2001; Dalajlama „Sztuka szczęścia. Poradnik życia”, Rebis, Pozna  2000; Keith Ward „Bóg”, Rebis, Pozna  2006.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »