Dajemy, żeby dostać coś w zamian?

fot.123rf

Popularny podział ludzi na dawców i biorców to tylko półprawda. Wszyscy jesteśmy biorcami: nawet ci, którzy dają i nie chcą nic w zamian. Dlatego nie dawaj za dużo, a zamiast tego dziel się tym, co masz w nadmiarze. Nie tylko na święta.
Jakiś czas temu grałam w piłkę z moim małym wnuczkiem. Kiedy maluch ją rzucał, przebierał z niecierpliwością nóżkami i na jego twarzy pojawiał się radosny uśmiech, a gdy udało mu się złapać – przytulał piłkę do serca, a potem kręcił się w kółko i pokrzykiwał: „Dziękuję ci, babusiu, że tak ładnie mi rzuciłaś”. Jaki to piękny, szczery i pełen miłości akt dawania i przyjmowania! Dlaczego w dorosłym życiu tracimy tę spontaniczną umiejętność?

reklama

Dajemy po to, żeby dostać

Edyta przez lata była „dobrą żoną”: prała i prasowała mężowskie koszule, gotowała obiady z trzech dań, chwaliła pana domu, chroniła przed hałasującymi dziećmi, a on brał garściami i łaskawie przyjmował, w końcu jako mężowi to wszystko mu się należało. Ale pewnego dnia Edyta nie była w stanie rano wstać z łóżka i cały dom się zawalił: dzieci biegały w piżamach po salonie, mąż zły, bo bez śniadania, w koszu na brudną bieliznę szukał czystej koszuli. Po pracy zadzwonił do najlepszej przyjaciółki żony: „Z Edytą coś się dzieję, przyjedź i zrób coś z nią, ja się nie znam na tych babskich fanaberiach”. Przyjaciółka przywiozła Edytę do mnie. – Wie pani, on mi nigdy nie dał kwiatów, nigdy za nic nie podziękował, a ja nie mam już nic do dania, jestem pusta – usłyszałam.

Ania godzinę spóźniła się na nasze babskie spotkanie. – Wiecie, nowa praca, muszę się wykazać, jak szef się na mnie pozna, wyluzuję – tłumaczyła. Nie wyluzowała. Szef się na niej poznał i… wymagał coraz więcej. Niestety, Ania nie wyciągnęła z tego wniosków. Po pół roku odeszła do innej firmy i ponownie wskoczyła w rolę wzorowej uczennicy, która chce wyrobić sobie dobrą opinię, zapracować na uznanie.

Mariolka przyjaźni się z połową świata. W kalendarzu zapisuje daty wszystkich ważnych wydarzeń w życiu swoich przyjaciół. Nigdy nie zapomina o niczyich imieninach, urodzinach, rocznicach ślubu. Kiedy jest w sklepie, kupuje prezenty na zapas. Podczas ostatniej sesji powiedziała ze smutkiem: – Wie pani, kiedy niedawno miałam grypę, nikt mnie nie odwiedził, nie było ani jednego telefonu. Jakby wszyscy moi przyjaciele zniknęli, nikt się nie zainteresował, co się ze mną dzieje. Czy gdybym umarła, nikt by tego nie zauważył?

Otóż prawda jest taka, że nie lubimy być dłużnikami, unikamy nadmiarowych dawców, bo konieczność rewanżu jest obowiązkiem, a nie potrzebą serca. Nie ma sensu dzielić ludzi na dawców i biorców. Wszyscy jesteśmy biorcami. W życiu płodowym dostajemy wszystko, nic nie dając. Z tą tendencją przychodzimy na świat. Dajemy, żeby dostać coś w zamian, a tymczasem…

Wszystkiego w naturze jest 100%

Każda relacja to wymiana: dajesz i dostajesz. Kiedy pomiędzy dawaniem i braniem jest względna równowaga, relację uznajemy za satysfakcjonującą. Gdy dajesz więcej, niż dostajesz, twój zbiorniczek darów nieuchronnie się wyczerpuje, pewnego dnia nie masz już nic do dania. Gdy zaś bierzesz, a właściwie dostajesz nadmiarowo – czujesz przesyt. Twój dług jest nie do spłacenia. Chcesz wiać z relacji, gdzie pieprz rośnie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »