Jak chronić siebie, swoją energię

fot.123rf

Jeśli energii pozbawia cię obecna praca, zmień ją, jeśli partner chce, żebyś dostosowała się do jego trybu życia, negocjuj – radzi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk, komentując przypadki Basi, Agnieszki i Eweliny.
Zobacz artykuł Utrata Energii – kto lub co cię osłabia?

reklama

Czym właściwie jest energia, jaką mamy w sobie?

Energia to życie. W szerokim tego słowa znaczeniu: fizycznym i emocjonalnym. Optymalny jej poziom daje poczucie dobrostanu. W miarę starzenia się, różnego rodzaju dysfunkcje odbierają nam tę energię życiową i ostatecznie umieramy. Jeżeli dobrze nią gospodarujemy i ją szanujemy, to może się odnawiać. Energia to ruch. Zbyt długi bezruch paradoksalnie nie magazynuje energii, tylko ją wyjaławia. Stąd na przykład osoby, które długo są bezrobotne, mają coraz mniej siły i energii, by znaleźć pracę. Z drugiej strony, nadmierne wydatkowanie energii na ruch czy pracę też może się źle skończyć, i doprowadzić do wyczerpania.

Co pozwala utrzymać energię na stałym poziomie?

Ruch, ten czysto fizyczny, ale też psychiczny, czyli satysfakcjonujące życie emocjonalne, ciągle pracujący mózg, zdrowa dieta plus odpowiednia dawka odpoczynku, w tym snu.

Każdy z nas miewa jednak takie dni, gdy czuje się jak coś, co morze wyrzuciło na brzeg. I to często bez powodu…

Jeśli odczuwamy zmęczenie i ospałość, których źródeł nie potrafimy ustalić, powinniśmy zacząć od podstawowych badań, jak morfologia. Powodem spadku energii może być bowiem anemia lub inna choroba. Kolejny krok to przeanalizowanie swojego trybu życia. Czy jest w nim harmonia, czy z czymś ostatnio nie przesadziliśmy. Jeśli już to ustalimy, należy robić odwrotnie niż do tej pory. Czyli jeśli za dużo pracowaliśmy, pracować mniej, jeśli za dużo odpoczywaliśmy, wziąć się do roboty.

Może się jednak zdarzyć, że wyniki są dobre, tryb życia higieniczny, a czujemy się bezsilni. Wtedy dobrze jest przyjrzeć się swojemu życiu wspólnie z coachem lub terapeutą. Może się okazać, że jesteśmy w głębokim wewnętrznym konflikcie, który jest na tyle destrukcyjny, że pozbawia nas siły, lub żyjemy z osobami, u boku których nie możemy realizować siebie, swoich potrzeb, do których za bardzo się dostrajamy. Może dla bycia w relacji zrezygnowaliśmy z siebie i trwamy w trudnych związkach z obawy przed zmianą.

Drugi obszar to praca zawodowa. Może przez dłuższy czas robimy rzeczy, które nie sprawiają nam radości, a dotychczasowa motywacja, dla której się tego podjęliśmy, jest już niewystarczająca. Wtedy należy dokonać jakichś zmian. Na przykład jeśli robimy coś, co nas nuży, a gratyfikacja finansowa, którą za to otrzymujemy, już nas nie satysfakcjonuje. Może lepiej za mniejsze pieniądze robić coś, co jest bardziej zgodne z naszym charakterem, a mniej frustrujące? Bo jeśli poświęcasz energię czemuś, co cię nie nakręca, to nie dostajesz jej z powrotem. A podstawą jest wymiana energii.

To się przekłada także na relacje. Tu też powinna być wymiana energii między partnerami. Jeśli jedno ciągle bierze, a drugie ciągle daje, powstaje nierównowaga i tak naprawdę energii nie ma ani osoba dająca, bo nie dostaje nic w zamian, ani ta, co bierze, bo ciągle jest jej mało. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy jesteśmy z partnerem, który oczekuje, że będziemy „jacyś”. Tak nam na nim zależy, że dopasowujemy się do jego oczekiwań.

Podobnie wyczerpujące mogą być relacje przyjacielskie. Z drugiej strony, bycie pomocną daje też dużą satysfakcję, trudno zauważyć, że jest się wykorzystywanym.

Tak, i czasem nie obędzie się bez pomocy psychoterapeuty. Bo często jest tak, że inni dookoła to widzą, a nie dostrzega tego sama zainteresowana osoba. To prawie jak uzależnienie. Najczęściej taka podatność na wykorzystywanie ma swoje korzenie we wczesnodziecięcych zachowaniach, kiedy jako maluch musieliśmy się dostosować do potrzeb opiekuna, najczęściej matki, żeby ta była zadowolona. Bo lęk, złość czy smutek matki jest dla dziecka zagrażający. W ten sposób maluch uczy się, że musi być „dla kogoś”, żeby czuć się bezpiecznie. I powtarza to w dorosłym życiu, bo nie wierzy, że będąc sobą, może być kochany i akceptowany. Że odmowa nie będzie oznaczała końca relacji.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »