Na czym polega prawdziwe przebudzenie?

fot.123rf

– Jesteśmy zaprogramowani na to, żeby przeżyć. Ale mamy też głębszy instynkt w sobie – poddania się temu, co jest. Jest coś większe niż „ja” – mówi Kama Korytowska.
– Kim jesteśmy? Do czego się budzimy?

reklama

– Na co dzień żyjemy w tożsamości, która jest poczuciem „ja”, pewną koncepcją siebie. To jestem ja: tak myślę, tak czuję, mam takie ciało. Ale jest coś w nas, co jest świadome, obecne bez względu, na czym skupiamy uwagę. Gdy budzimy się, otwieramy oczy. W przebudzeniu duchowym, które może wydarzyć się na chwilę, na jeden dzień albo na całe życie, jest tak samo. To otwarcie oczu; a więc nie jestem tylko tym ciałem, uczuciem, myślą. Przypuśćmy, że jestem osobą, która łatwo się niecierpliwi. Mogę zmienić się, i stać kimś bardziej cierpliwym. To także zmiana. Jednak mówimy tutaj o zmianie radykalnej, która obejmuje wszystko, z czym się utożsamiam: z tym, jak wyglądam, gdzie mieszkam, jaka jest moja historia, co się wydarzyło, jakie mam doświadczenia, zainteresowania, zawód, płeć. Inna definicja przebudzenia to… absolutna kooperacja z tym, co nieuniknione.

– Koniec kłótni z rzeczywistością…

– Pierwsza definicja zwraca uwagę na świadomość w stosunku do tego, kim jestem. Druga na relację z tym, co jest. Możemy mieć relację z tym, co jest, która mówi „nie”. Na przykład zdanie „dzisiaj jest brzydka pogoda” mówi o naszej relacji z pogodą. Ale możemy zmienić naszą relację i powiedzieć: „pogoda jest, jaka jest”.

Wydaje się, że naszym najgłębszym instynktem jest instynkt samozachowawczy. Co to jest instynkt? To bardzo głęboki ruch, który jest wpisany w bycie człowiekiem. Jesteśmy zaprogramowani na to, żeby przeżyć. Ale mamy też głębszy instynkt w sobie – poddania się temu, co jest. Gdy w nocy płacze dziecko, ostatnią rzeczą, którą chce się zrobić, jest wstać i zająć się nim. Instynkt samozachowawczy powiedziałby: „zostaję w łóżku, chcę się wyspać”. Instynkt poddania się jest głębszy, mocniejszy. Jest coś większe niż „ja”.

– W życiu doświadczamy poddania się, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy.

– Gdyby zapytać ojca czy matkę, powiedzieliby: „To naturalne, że wstaję do dziecka mimo zmęczenia, po prostu nie mógłbym postąpić inaczej.” Od około czterdziestu lat na planecie zagarnia nas nowa fala duchowości. Starzy mistrzowie mówili o wolności od ograniczenia. My mówimy o wolności w ograniczeniu. O poddaniu. Angielskie słowo na przebudzenie się to wake up. Up, czyli do góry. Obudzić się, żeby wiedzieć, kim jestem. Ale potem jest odwrotny ruch – poddania się. To co Wschód proponował przez ostatnie tysiące lat to transcendencja, wychodzenie z cyklu życia i śmierci: „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”. To powodowało rozszczepienie między duchem a materią, co nie znaczy, że było złe. Jednak to nie koniec ewolucji świadomości. Jesteśmy na początku wielkiej nowej fali ewolucyjnej, która mówi: „nigdzie nie idę, zostaję tu”. To jest ruch poddania się nie tylko absolutowi, istnieniu, ale również poddania się temu, co jest nietrwałe.

Kiedy zaśniemy, żyjemy koncepcją, że jest tylko materia i ruch. Wtedy właśnie szukamy domu w tym, co przemijające, a to właśnie jest źródłem cierpienia. Chcemy zatrzymać to, czego zatrzymać się nie da. Jesteśmy w konflikcie z rzeczywistością. Ponosimy wówczas konsekwencje na każdym poziomie życia, także w skali globalnej. Od poziomu naszej świadomości zależy, jak się kształtuje społeczeństwo, kultura, historia; wszystko może być wyrazem tej pierwszej błędnej koncepcji. Przebudzenie to wgląd: już jestem w domu. Gdy zaczynamy coraz bardziej zamieszkiwać w tym, co stałe, niezmienne, tworzymy inne relacje z tym, co zmienne. Ruch poddania się temu, co przemija może wydarzyć się tylko wtedy, gdy budzimy się do świadomości, że jest w nas coś, co postrzega, obecność.

Dla mnie chwile przebudzenia są najbardziej dostępne wtedy, kiedy uczę. Prowadzę Grupy Przebudzenia. Pytam moich studentów: „Czy w tej chwili zdajesz sobie sprawę, że jesteś?” Odpowiadają: „tak, oczywiście.” Więc „jestem” jest tak oczywiste! Przebudzenie iluminuje wszystkie sfery naszego życia.