„Kobieta nie istnieje”


„Kobieta nie istnieje” napisała Julia Kristeva, w pracy zatytułowanej „Woman can never be define” (1984). Co może oznaczać takie radykalne sformułowanie z punktu widzenia zdrowego rozsądku? W jaki sposób kobieta nie istnieje skoro widzimy ją codziennie na ulicach? Owszem widzimy. Ale czy słyszymy?

reklama

Kobieta nie istnieje na swoich własnych prawach, nie wyraża się i nie opisuje w swoich własnych, przez siebie stworzonych terminach, ponieważ nie ma odrębnego języka, który potrzebny jest na wyrażenie tego wszystkiego co odróżnia ją od mężczyzn. Jesteśmy inne i jest to fakt nie tylko biologiczny ale i społeczno – kulturowy. Jednakże bycie kobietą to przecież również kształtowanie siebie samej, przejście z formy pasywnej do aktywnej, mówienie swoim własnym głosem o często nieznanej mężczyznom rzeczywistości, o innych barwach i kolorach, które widzi męskie oko. Bycie kobietą to wyjście z ciszy, napisane za pomocą własnego alfabetu.

Tak bardzo my kobiety różnimy się od siebie, że trudno o jakiś zunifikowany koncept, jedną definicję, która obejmowałaby wszystkie z nas. Jesteśmy czarne, jesteśmy białe, jesteśmy bogate i biedne, zamieszkujemy rożne części globu, jesteśmy wytworami rożnych kultur i tradycji, jesteśmy heteroseksualne i homoseksualne.

O tym jak bardzo my kobiety różnimy się od siebie i co to znaczy nie mieć głosu przekonałam się na lekcjach języka włoskiego, na które zapisałam się podczas mojego pobytu w Palermo, o którym mówi się, że to skrawek Afryki w Europie.

Liczna grupa składała się, obok męskich uczestników, z Hiszpanek, Francuzek, Portugalki, kilku Polek, sycylijskiej nauczycielki oraz kobiety z Bangladeszu. Ćwiczyliśmy bazowe zwroty, jednocześnie przekazując podstawowe informacje na temat tego kim jesteśmy. Pytania z pozoru banalne, ale przecież opisujące naszą tożsamość, która dopiero w tak różnorodnej grupie nabiera znaczenia. Pośród pewnych siebie studentek Erasmusa z Madrytu, siedziała starsza i bogatsza w doświadczenia kobieta Bangladeszu o imieniu Deeba. One z odkrytymi ramionami. Ona z nakryta głową. One czarują swym urokiem. Ona czaruje tajemnicą. One mówią „zobacz jaka jestem piękna”. Ona pogrążona w ciszy. One aktywnie prą do przodu. Ona pasywnie czeka. „Dove lavori”?Gdzie pracujesz?” oczekujemy w napięciu na odpowiedz. Cisza. A scoula? A casa? (w szkole, w domu?) Cisza. Brak odpowiedzi. Tak już pozostanie do końca zajęć. Przy kolejnym ćwiczeniu okazało się, że Deeba jako pierwsza rozwiązała zadane nam pisemne ćwiczenia, wykazując się ogromnym sprytem i determinacją, mówiąca „choćby świat miał się teraz zawalić, muszę dopiąć swego”. Grupę ogarnia zdziwienie „Jak to Deeba pierwsza? przecież ona nie umie mówić???”

Zrozumienie przychodzi powoli, po Deebę do szkoły przychodzi mąż, patrzą na siebie wzrokiem ludzi znających się od podszewki. Ona spuszcza głowę i w pokorze jeden krok za Nim oddala się… Imię Deeba oznacza obowiązek.

Deeba istnieje tylko w sferze prywatnej, w zaciszach domowych pieleszy, zaś w sferze publicznej nie ma głosu. Gdy wbijała swój silny wzrok w tablice, milcząc jak skała, jej żywe oczy mówiły więcej niż usta.

Dlaczego kobiety nie ma w sferze publicznej? Postmodernizująca filozofka feministka Lucy Irygaray, przypomina nam mit o Edypie, który na warsztat wziął zarówno Freud jak i Lacan. Kobiety nie ma w sferze publicznej ponieważ nigdy tam nie dotarła. Edyp by stać się mężczyzną odrywa się od mamy i wchodzi w świat, w porządek symboliczny, czyli naszą przestrzeń publiczną. Mama jednak zostaje w domu. Taka jest mitologiczna historia Kobiety, która nigdy nie otrzymała biletu wstępu do porządku symbolicznego. Zostało to przypieczętowane przez psychoanalizę, gdyż zarówno Freud i Lacan analizują na kozetce siedzącego tam mężczyznę, nadając tym samym fallocentryczny kierunek całej psychoanalizie.

Kobiety funkcjonują w ciszy. Nie mają własnego języka, w którym mogą wyrazić swoją specyficzną naturę, swój związek z ciałem, swój kontakt z emocjami. Jeśli mówią, mówią jak „moje Hiszpanki” w ramach dyskursu stworzonego przez mężczyzn. Są takie jakie Oni chcą żeby były: piękne, kuszące, pewne siebie. Jeśli nikt nie pyta, same wchodzą na scenę. Oto osiągnięcia współczesnego feminizmu, zrównanie w prawach, które w niektórych miejscach na mapie udało się osiągnąć. Ale czy o to nam chodzi? Julia Kristeva mówi, że Kobieta nie istnieje dopóki sama siebie nie stworzy, kobieta nie ma tożsamości, a to co obserwujemy jest nam nadane-zadane przez mężczyzn. Kobiety muszą zacząć mówić własnym głosem, o własnych potrzebach, o własnych pragnieniach i tylko wtedy może zaistnieć równość dyskursów: męskiego i kobiecego. Jeśli jednak będziemy próbowały się wyrazić w języku męskim, potwierdzimy tylko swoją uległość. Bo nie mówić własnym językiem, to nie mieć tożsamości, a więc nie istnieć.

Deeba nie przyszła na żadne kolejne zajęcia z włoskiego. Swoją drogą, Hiszpanki też nie pojawiły się już więcej… z zupełnie innych powodów.