Skąd się bierze szkolna przemoc?

przemoc_szkolna
123rf.com

Przemoc nie pojawiła się w naszej szkole przypadkiem. Nie przywędrowała wraz z wirusem grypy ani z ospą wietrzną z sąsiedniego miasteczka. Po prostu jest. W mniejszym czy większym stopniu, w różnych odmianach pojawia się w szkole każdego dnia. Zwykle już przed pierwszym dzwonkiem.
Razem z dziećmi, nauczycielami i dyrekcją, a także wraz z nami, rodzicami, którzy z bocznego siedzenia albo miękkiej sofy przed telewizorem, nieświadomie wspierają ją, choć bardzo tego nie chcą. I rośnie… tuczona przez wszechobecną krytykę, kiepsko pojmowaną rywalizację, żywiona pruskim modelem wychowawczym i brakiem współpracy między rodzicami, nauczycielami i dyrekcją szkół.

reklama

Wykluczenie

Krzysio to bardzo dobry uczeń, to niemożliwe żeby robił coś takiego! Znam go od przedszkola. Od początku jest bardzo aktywny, zgłasza się do wielu konkursów. Znam jego rodziców, to bardzo dobra rodzina. Pani musi go z kimś mylić!

Wychowawczyni IV b ostro protestowała, gdy mama Franka poprosiła o wspólną interwencję u rodziców Krzysia. Panią Anię niepokoiły: długotrwały smutek synka przeniesionego właśnie do „lepszej” prywatnej szkoły, uszkodzony kilkakrotnie plecak, podarte koszulki, a ostatnio rozległy siniak w dolnej części pleców Franka. „

Gdy prosiłam o wyjaśnienia Franek zbywał mnie, twierdząc że się potknął. Potem wyrwało mu się niechcący, że on „nie może ich zawieść, bo nigdy go nie przyjmą”. W końcu opowiedział mi, jak wyglądał jego pierwszy miesiąc w nowej szkole. Pomyślałam, że to nie mogło dziać się naprawdę, że wziął to z jakiejś gry komputerowej.

Nazywali się „G4”. W grupie były 3 dziewczyny i Krzysio. O Franku mówili „szmaciarz”, „idiota”, „ten kretyn”. Najlepsi, najbardziej popularni, prymusi z „dobrych rodzin”. Większość klasy grała w te gry co oni, dziewczyny chodziły w podobnych ciuchach. Mieli swoich pomocników albo, jak ich nazywali, „giermków”. Zlecili jednemu z nich, by powiedział temu „szmaciarzowi Frankowi”, żeby trzymał się od nich z daleka. Wyznaczyli odległość 2 m i nie zgadzali się, by niepoproszony przez nich mógł do nich podchodzić. No chyba że chcieli się nim pobawić. W takie dni Franek wracał w podartych koszulkach, z rozwalonym plecakiem, nieszczęśliwy i w euforii zarazem. Ostatnio popadł w jeszcze większą niełaskę, bo nieopatrznie ustawił się w parze z jednym z „giermków” Krzysia – tuż przed jego nosem. I zanim stojąca tyłem nauczycielka otworzyła drzwi klasy, Krzysio, z rozpędu kopnął Franka w plecy. Bo był za blisko.

Jak to jest możliwe że Franek staje się obiektem kpin, bicia, czy przemocy grupowej ze strony osób które podziwia? – smutnym głosem pyta zrozpaczona mama. Dlaczego Franek jest wykluczany? Czy to się kiedyś zmieni?!

Rola dorosłych

Bez pomocy dorosłych trudno będzie to zmienić. I choć odpowiedź na powyższe pytania może nas, rodziców bardzo zaboleć, dzisiaj wiadomo już, że zarówno sprawca, jak i ofiara szkolnej przemocy rodzi się w moim i twoim domu. A potem szkoła, nauczyciele, dyrekcja, dziadkowie, wychowawcy i my wszyscy, łącznie z mediami i politykami, nie mówiąc jasno „STOP”, dokładamy swoją cząstkę do tej rozrastającej się fali. I nawet jeśli mieszanka genów odgrywa tu jakąś rolę, to sposób, w jaki my dorośli rozwiązujemy zagadnienia siły i wrażliwości w sobie oraz miedzy sobą (w naszych rodzinach, w szkołach i w przestrzeni publicznej) jest tu kluczowy. Czasem nie jesteśmy w stanie stanąć po stronie słabszych, bo gardzimy słabością, albo… siłą, Denerwuje nas dzieciak, który, płacząc, nie jest w stanie stanąć za sobą, albo ten pyskaty, którego nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Zbyt często obaj przypominają nam o czymś, o czym nie chcemy myśleć. Dlatego chętnie słuchamy wszystkich tych którzy mówią : „w dzisiejszym świecie trzeba iść do przodu, a nie płakać, bo ktoś ciebie popycha”. Albo tych, którzy nie mając kontaktu ze swoją mocą, nie lubią siły, gloryfikują miłość i pokój bez wymagań, więc nie umieją postawić żadnych granic. Jednostronność nie rozwiąże jednak naszych problemów. Bywa więc tak, że wybieramy „ogarnięte”, zdolne, pewne siebie: młodzież i dzieciaki, które głośno i bardzo wprost, często niepytane, mówią, jaki kto jest.