Władza – co nam daje, co nam odbiera?

123rf.com

Przedmiot pożądania jednostek i całych zbiorowości. Potężna siła, której trudno się oprzeć. Ponoć najlepszy afrodyzjak. W dodatku wszechobecna: działa w społeczeństwie, pracy, szkole, bliskich relacjach. Nęci, kusi, mami. Dlaczego wydaje się nam tak atrakcyjna i pociągająca, a gdy już jej ulegamy – zmienia nas nie do poznania? Co tak naprawdę nam daje? A może także coś odbiera, tylko tego nie widzimy?

Świetlica szkoły podstawowej w jednej z warszawskich szkół. Dorota Wiśniewska-Juszczak, doktor psychologii na Uniwersytecie SWPS, jest świadkiem następującej sceny: Pewna mama przychodzi po swoją sześcioletnią córkę. Właśnie zaczęła się przerwa, więc korytarz jest pełen rodziców i dzieci, a wśród nich owa dziewczynka uśmiechnięta na widok mamy. Opiekunka ze świetlicy krzyczy z daleka: „A córka pochwaliła się już tym, co zrobiła?”. Mamę rozpiera duma, ogarnia podwójna radość, bo mało tego, że widzi rozradowaną córkę, to jeszcze słyszy w słowach pani zapowiedź pochwały. A pani z uśmiechem, przy wszystkich, na cały głos, donosi na dziewczynkę – że była niegrzeczna, że usiłowała ugryźć koleżankę. Na koniec dorzuca: „No, chyba niedługo kupimy jej kaganiec!”.

– Stanęłam jak wryta – opowiada Dorota Wiśniewska-Juszczak. – Byłam tak zszokowana zachowaniem pani nauczycielki, że kompletnie odebrało mi mowę. I dopiero później dotarło do mnie, że oto doświadczyłam czysto władczego zachowania. Od lat naukowo zajmuję się władzą, badam różne jej przejawy, a teraz jestem świadkiem jej działania w najmniej oczekiwanym miejscu. Pani mająca nad ową dziewczynką przewagę, także fizyczną, całym swoim zachowaniem pokazała: „Ty się w ogóle nie liczysz, ja mogę na oczach całego świata, nawet przy twojej mamie, zbesztać cię i pokazać, że jesteś nikim”. Potem dowiedziałam się, że owa mama zainterweniowała u dyrekcji szkoły, co na szczęście przyniosło rezultaty. Ale na początku pani nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Tłumaczyła, że to był żart. Tego, że dziewczynka płakała, że została upokorzona przy mamie i kolegach, pani „trzymająca władzę” w ogóle nie brała pod uwagę. To doświadczenie pokazało mi, badaczce tego tematu, jak wszechobecna może być władza. Bo niezależnie od tego, czy ktoś dzierży ją w relacji z uczniem, czy z partnerem, czy z podwładnym, tak samo może uzurpować sobie prawo do przekraczania norm. Pani przedszkolanka przekroczyła je, oceniając swoją uczennicę publicznie, używając określenia „założymy kaganiec”. Inni „władcy” dają sobie inne prawa, a wszystko tylko dlatego, że uważają: „Nam z racji sprawowanej władzy wolno więcej niż innym”. Czasami robią to bezrefleksyjnie, bez złych intencji, tak było chyba w przypadku pani przedszkolanki, co jednak nie zmienia faktu, że konsekwencje takich zachowań mogą być bardzo negatywne.

Patrzę na ciebie z góry

Zespół badaczy z Uniwersytetu SWPS z dr Aleksandrą Cisłak badał metafory związane z pojęciem władzy. Okazuje się, że wszystkie potoczne określenia na ten temat trafnie oddają, czym ona jest. Bo jak „się patrzy na kogoś z góry”, to nawet fizycznie odczuwa się przewagę nad osobą stojącą niżej. To dlatego zarządy, dyrekcje sytuują swoje gabinety na wyższych piętrach korporacji – nikt w firmie nie powinien mieć wątpliwości, do kogo należy ostatnie zdanie.

Władza kojarzy się przede wszystkim z polityką, życiem społecznym i zawodowym. Psychologowie Annette Y. Lee Chai i John A. Bargh w książce „Władza. Pokusy i zagrożenia” definiują ją jako – z jednej strony – zdolność do wywierania wpływu na innych ludzi, a z drugiej – do opierania się ich oddziaływaniu.

Dorota Wiśniewska-Juszczak: – Według mnie to, czym jest władza, najlepiej oddaje definicja mówiąca, że to asymetria wpływu, czyli taka relacja, w której jedna strona ma wpływ na drugą, podczas gdy ta druga strona nie ma wpływu na tę pierwszą. A dodatkowo jedna ze stron ma dostęp do zasobów, a druga ich nie ma. Te zasoby mogą być różne: polityczne, zawodowe, prywatne, na przykład dostęp do stanowisk, pieniędzy, a w sferze prywatnej – do dzieci, przyjaciół, seksu. Partnerzy rozgrywają tymi zasobami w trakcie rozwodu – mąż chce odciąć żonę od pieniędzy, żona męża od dzieci. Partner o mniejszych zasobach ma, oczywiście, mniejsze szanse w tej próbie sił.

Psycholożka podkreśla, że władza nie istnieje sama dla siebie. Jak wynika z badań, jakie przeprowadziła na Uniwersytecie SWPS razem z Janiną Szwykowską-Ziemniak, władza zawsze występuje w jakiejś relacji. Pokazuje to między innymi eksperyment polegający na tym, że zaproponowano ludziom, żeby wybrali sobie niski lub wysoki fotel. Z wcześniejszych badań wynikało, że wysoki fotel, podobnie jak duży gabinet albo gabinet położony wyżej, aktywizują poczucie władczości. I co się okazało? Że ludzie siedzący na wysokim fotelu przejawiali władczość tylko wtedy, gdy ktoś siedział na niskim fotelu, gdy natomiast ten fotel był pusty, poczucie władczości się nie ujawniało.

Czy to oznacza, że owo poczucie może zrodzić się w każdym z nas bez względu na cechy osobowości, a jedynie w sprzyjających warunkach zewnętrznych?

– Wszystko wskazuje na to, że tak – odpowiada psycholożka. – Badamy nie tylko ludzi, którzy mają władzę, ale także tych, którym stworzy się warunki do jej aktywizowania, i obserwujemy, co się z tymi ludźmi dzieje. Okazuje się, że zdecydowana większość z nich ulega czarowi władzy.

O tym, że to sprzyjające warunki czynią z nas władców, świadczy fakt, że ten sam człowiek może w jednej sytuacji być władczy, a w drugiej podporządkowany.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »