Kobieta, która zgubiła siebie

… i nagle budzi się obok obcego mężczyzny, w obcym domu. Nie wie kim jest, nie potrafi zrozumieć, co tu robi. Słyszy absurdalne zarzuty, nie wie, czy ma się roześmiać, oburzyć, czy bronić swojego stanowiska. Nie ma siły odgrywać dłużej tych samych ról.
Czuje, że musi zburzyć dotychczasowe życie, że cierpienie spowodowane rezygnacją z siebie, z własnego szczęścia, rozwoju, wyzwoliło w niej niebywałą odwagę, aby porzucić utarte, bezpieczne ścieżki i wyruszyć na poszukiwanie prawdy.

reklama

Taka jest bohaterka Pożegnania z Afryką, sztuki Shirley Valentine (granej od chyba 10 lat przez Krystynę Jandę) czy wspomnień Jedz, módl się i kochaj. Historie kobiet, które po latach błądzenia po obcych lądach nagle wkroczyły na ścieżkę serca. Psychologia procesu przejęła nazwę „ścieżka serca” od kultur pierwotnych. To głęboka metafora życia w zgodzie ze sobą, z własnymi marzeniami. Zaskakujące jest to, że kiedy zaczynamy podążać tą ścieżką, świat zaczyna nas wspierać w naszym sięganiu po marzenia, spotykamy odpowiednie osoby w odpowiednim miejscu, jakby od dawna wszechświat czekał na naszą decyzję, że wreszcie postanowimy być szczęśliwi. Oczywiście, na tej drodze pojawiają się także wyzwania, które sprawdzają naszą odwagę, wierność sobie i naszym marzeniom.

Ale czy wyobrażacie sobie bajkę, w której główny bohater zapomina o swoim najgłębszym pragnieniu, powołaniu i zamiast ratować królestwo od złego smoka, zdobyć szklaną górę czy odnaleźć (choćby w piekle) złote włosy diabła, żeby poślubić piękną królewnę, nie wyrusza w drogę, bo nie wierzy, że mu się uda. I pozostaje na przypiecku i objada się słodyczami albo popija gorzałkę w pobliskiej gospodzie, żeby choć na chwilę poczuć namiastkę wyzwania, którego nie podjął? Kto by chciał czytać takie bajki? Z pewnością nie dzieci.

Kiedyś przyszła do mnie na terapię kobieta, która bardzo martwiła się swoim uzależnieniem od słodyczy. Była tuż przed czterdziestką, odebrała dość solidne wykształcenie, ale bardzo