Koncertowa niespodzianka!

fot. Marta Stejter

Czasami nawet w środku tygodnia należy nam się odpoczynek. Każdy z nas ma inny sposób na spędzenie wolnego czasu. Ja najlepiej relaksuję się na koncertach.
Jest środa, pogoda sprzyja spotkaniom w mieście, toteż w centrum tłoczno. Kilkadziesiąt minut szukamy odpowiedniej miejscówki. O tej porze (po 23) trudno coś znaleźć, szczególnie na Angel – dzielnicy zachwalanej jako miejsce pełne życia. W końcu zmęczeni lądujemy w jakimś pubie. Kilka orzeźwiających łyków i intrygująca dyskusje o Euro ( a właściwie o przystojnych piłkarzach) sprawiają, że szybko wracamy do formy.

Zabawa na całego. Postanawiam dyskretnie wymknąć się do toalety, by poprawić makijaż. Wchodzę, wyciągam pomadkę i zaczynam się malować. Nagle w jednej z kabin wychodzi mężczyzna. Zmieszana przepraszam za pomyłkę, odwracam się na pięcie i wychodzę. Wchodzę do toalety tuż obok i znów podchodzę do lustra. Gdy wyciągam kosmetyki, z jednej z kabin wychodzi para. Kobieta – blondynka, spódniczka mini i stanik; mężczyzna – szatyn, dłuższe włosy à la Johnny Depp, spodnie, rozpięty rozporek. Oboje uśmiechnięci, zaczynają rozmowę. Po krótkiej wymianie poglądów na temat piosenkarza, który daje koncert, wracam do stolika.

Mijają koleje minuty, w głośnikach wspaniałe dźwięki, a ja piję mojito. Pojawia się para z toalety i znów miło mnie zagaduje. Najpierw proponują mi drinka i komplementują mój ubiór. Nie bardzo rozumiem, więc rezygnuję z proponowanego alkoholu i zostaję u boku przyjaciół.

Robi się późno, piosenkarz zapowiada ostatni utwór i powoli zbieramy się do domu. Nowi „znajomi” znowu atakują i tym razem bez ogródek pytają – Masz ochotę zabawić się z nami dzisiaj w trójkącie?

Ach ten Londyn! Nigdy nie wiadomo, co cię czeka, gdy po prostu wychodzisz na koncert w środku tygodnia.