Język silniejszy niż miecz

fotochannels.com

Ukazało się sporo nowych książek o seksie, ale większość z nich to tylko warianty tego, co było już publikowane. Szokujące nowości już się wyczerpują, przynajmniej na gruncie europejskiej tradycji. Na pewno nowa jest odwaga, z jaką mówi się o formach seksu, które do niedawna uznawano za zboczenie.

Seks oralny był normą w starożytności i w kulturach azjatyckich, co opisuje nowa seria książek o tao, tantrze i Kamasutrze, czyli o lądach dla nas nieznanych. Jeśli ktoś już teraz zaczyna czuć niesmak, niech nie czyta dalej. Czasami jednak warto poczuć niesmak, by odkryć smak nowy i nieznany.

„Jej orgazm najpierw” Iana Kernera to pierwsza książka, jaką do tej pory czytałem, w pełni poświęcona jednej praktyce seksualnej zwanej seksem oralnym. Praktyce omawianej od strony kobiety jako biorcy, a mężczyzny jako dawcy. Mówiąc mechanicznie, to instrukcja obsługi łechtaczki przez język partnera. I pomyśleć, że ten podręcznik ma ponad 200 stron! Hasło książki brzmi: „język silniejszy jest niż miecz”. Główna teza: „Każdy mężczyzna powinien używać swego języka przy zbliżeniu równie biegle, jak wtedy gdy mówi”. Rzecz napisana została ze swadą, gdyż autor lubi metafory i ma soczysty styl. „Podobnie jak podróż Krzysztofa Kolumba w stronę nieznanego twoje spotkanie z łechtaczką doprowadzi cię do odkrycia nowego świata. Tych jednak, którzy nie znają geografii, czeka długa droga”. Książka ma być mapą. Autor wychodzi z założenia, że mężczyźni mniej wiedzą o seksie niż kobiety, nie znają kobiecej anatomii. A czy tak nie jest? Pamiętam, jak przed laty pewna znajoma skarżyła się: „Dlaczego mężczyźni nie wiedzą, gdzie mieszka łechtaczka?”. Odparłem: „Bo nikt ich tego nie uczy”.

U źródeł powstania książki były osobiste doświadczenia autora, który nie radził sobie przy zbliżeniach, miał przedwczesny wytrysk, wpadał z tego powodu w depresję, myślał nawet o samobójstwie. Twierdzi, że życie uratował mu język: „Byłem seksualnym kaleką, a techniki oralne stały się moją jedyną podporą”.

Anatomiczne komplikacje

Kobiecy orgazm jest o wiele bardziej skomplikowany niż męski, jego lont jest długi, ukryty, dlatego potencjał seksualny wielu kobiet zaledwie się tli. Wina leży w nieporadności mężczyzn, którzy często są zainteresowani tylko sobą, ale także w nieśmiałości kobiet, zdarza się, że same nie są świadome możliwości swego ciała. Zresztą wszyscy autorzy przedstawianych książek uczą autoerotyzmu, gdyż aby zbliżyć się do kogoś, najpierw trzeba poznać siebie. (Przy okazji autor „Jej orgazm najpierw” rozprawia się z mitem punktu G, wedle niego to tylko fragment łechtaczki! Podczas gdy autorzy książek „azjatyckich” punkt G traktują nadal osobno i poważnie).

Okazuje się, że penis nie jest wcale potrzebny do stosunku, nawet często przeszkadza kobiecie w doznaniu rozkoszy, jest mniej subtelny, czujący i poręczny niż język, który nie kaprysi, nie więdnie i którego nie dotyczą zgryzoty przedwczesnego wytrysku. A jednak wiele kobiet skarży się, że przy takiej pieszczocie mężczyznom brak konsekwencji, bywają natarczywi, jak szale cy pędzą ku łechtaczce, atakując ją zbyt gwałtownie. I mało komu zdarza się dokończyć, co zaczął. Przy śmiałości i trafności wielu sądów brakuje mi w tej książce słów o roli języka, który nie dotyka, a tylko mówi – np. pozwala szczerze wyrazić swoje potrzeby.

Z anatomicznego punktu widzenia penis jest usytuowany mało fortunnie wobec łechtaczki, dlatego Ian Kerner ośmiela się cytować kogoś, kto jednak zapewne trochę przesadził: „Lepiej, gdy mężczyźni zostawią w spokoju ten niedojrzały organ (penis), a skupią się na języku” oraz „Uprawianie seksu przy użyciu penisa jest podobne do próby kaligrafowania grubym markerem”.

Nie tak dawno, w wieku XIX, zagubiono wiedzę erotyczną oczywistą w starożytności, zdeprecjonowano kobiecy orgazm, uważając, że jest niepotrzebny, nawet niezdrowy. W mrokach niewiedzy pogrążono też łechtaczkę, która nie była tajemnicą dla dawnych epok.

Przeszłość czasami nas zaskakuje. Seksualne podporządkowanie zawsze było oznaką władzy, zdarzało się, że miało charakter publiczny. Chińska cesarzowa Wu Hu w okresie dynastii Tang wymagała, by urzędnicy państwowi oraz przybywający w odwiedziny dygnitarze składali jej hołd pod postacią seksu oralnego. Stare malowidła przedstawiają piękną cesarzową, która unosi swą ozdobną szatę, a klęczący przed nią panowie przybliżają usta do królewskiego wzgórka. (Oto koszmar senny mężczyzn – przyszła wizja świata, gdy kobiety zdobędą władzę, na co chyba się zanosi, jeśli mężczyźni nie zmądrzeją).

Można sądzić, że ta książka jest przede wszystkim poradnikiem dla mężczyzn, ale to cenna lektura dla obu płci. Warto, by kobiety wiedziały, jaki potencjał drzemie w ich ciałach.

Kung fu jajników

Naprawdę nowe zjawisko to książki, które próbują przełożyć seksualne doświadczenia tradycji Wschodu na nasz europejski język. Do przyswojenia zostały jeszcze co najmniej dwie wielkie tradycje – chi ska oraz indyjska.

Chińska praktyka sztuki miłosnej liczy sobie trzy tysiące lat. W tej kulturze seks traktowany jest nie tylko jako prokreacja, rozkosz, ale przede wszystkim jako najlepszy środek na poprawę stanu zdrowia. Techniki miłosne były udoskonalane przez niezliczone pary w laboratorium życia. Współautorem trzech książek: „Sekretów wielokrotnych orgazmów” [razem z Maneewan Chia, Dougla-sem Abramsem i Rachel Abrams], „Miłosnego potencjału mężczyzny” [z Michaelem Winnem] i „Miłosnego potencjału kobiety” [z Maneewan Chia], jest Mantak Chia, wybitny mistrz i praktyk tao. Czwarta książka „Tantra. Sztuka świadomego kochania” Charlesa i Caroline Muir dotyczy indyjskiej ars amandi, której pierwsze ślady pochodzą sprzed pięciu tysięcy lat! Szybko odkrywamy niezwykłe zbieżności w tao i w tantrze.

Czym jest taoizm? Tego nie da się wyjaśnić w kilkunastu zdaniach, to system filozoficzny i wielka ilość praktyk. Wchodzimy na obszar tradycji tak odmiennej, że czytelnik na początku czuje się zagubiony. To niełatwe lektury, ale obiecują tak wiele, że warto wejść w ten świat. Problem w tym, że jak wejdzie się płytko, niewiele się zrozumie, a zgłębić uda się tylko dzięki praktyce. W nagrodę podobno jest raj na ziemi i wyborne zdrowie!

Chociaż jestem sceptykiem i nie wierzę w te wszystkie niezwykłości, podczas lektury miałem czasami poczucie, że coś w tym jest, a wiele intuicji tao ma w sobie genialny pierwiastek.

Tao zakłada, że rodzimy się wyposażeni w obfite pokłady energii, które zapewnią nam zdrowie i długie życie. Energia seksualna jest jedyną, którą można zwielokrotnić i ładować nią nasze akumulatory. Tę energię z czasem tracimy, a seks podobno marnotrawi ją szczególnie. Mężczyzna traci energię przez ejakulację, tak mówi zarówno tao, jak i tantra, wyjątkowo wielkim wydatkiem energii ma być orgazm. Należy więc uczyć się, by bezcenna energia nie uciekała na zewnątrz, a szła do wewnątrz, wzbogacając nasze organy. Dlatego tak ważna jest nauka panowania nad swoim orgazmem. Ćwicząc tao, zwracamy strumień  kreatywnej energii seksualnej ku naszym narządom, służą temu różne formy seksu i ćwiczenia. Nie jest konieczne zaniechanie orgazmu, ale należy nauczyć się nadorgazmu!

Taoistyczne seksualne praktyki kobiece noszą nazwę kung fu jajników. Kung fu to nie tylko sztuka walki, ale też życie, ćwiczenie i droga. Kung fu jajników oznacza naukę władania swym ciałem dzięki różnym formom seksu. Wśród wielu ćwiczeń zaskakiwać może praktyka z użyciem jajeczek wkładanych do pochwy albo unoszenie pochwą ciężarków. Te ćwiczenia do niedawna były tajemnicą chińskich władców, sekrety nie wychodziły poza cesarski pałac. Kamienie i jajeczka wkładane do pochwy uczą panowania nad mięśniami gładkimi tego obszaru ciała, co ma zapobiegać ulatnianiu się energii. Pozycje seksualne wpływają na zaopatrzenie organów w energię, one też były tajemnicą chińskich władców.

W jednym z rozdziałów książki „Miłosny potencjał mężczyzny” znajdziemy praktyczne ćwiczenia. Jest ich wiele, niektóre szokujące, np. na wydłużanie penisa, taoistyczna metoda oddawania moczu, ściskanie pompy odbytowej, także kung-fu języka. W seksie oralnym tao rozróżnia trzy podstawowe techniki: język wężowy, haczykowaty i klepiący. Polecane są treningi z użyciem wiszącej pomarańczy. (Jeśli któraś z was, czytelniczki, podejrzy swego partnera, jak ukryty w toalecie wytrwale strzela językiem w wiszącą poma-rańczę, proszę nie myśleć, że oszalał).

Z kolei w „Miłosnym potencjale kobiety” znajdziemy liczne rady, jak kobiety mogą sprawiać rozkosz swoim partnerom, a przy okazji poprawić stan zdrowia. Dowiadujemy się, że narządy płciowe, podobnie jak stopy, odwzorowują cały ludzki organizm – uciskanie lub dotykanie pewnych ich fragmentów pobudza określone organy, co ilustrują precyzyjne mapy.

Ćwiczenia na świeżym powietrzu

Kamasutrę wydawano u nas już kilka razy, ostatnie przepiękne wydanie Muzy jest jeszcze w sklepach. Około dwóch tysięcy lat temu indyjski poeta Watsjajana w ramach swoich prac religijnych ułożył ten traktat o miłowaniu. W indyjskiej tradycji, podobnie jak w chińskiej, nie oddziela się erotyki od praktyki duchowej. Osobna księga jest dla kobiet i dla mężczyzn, a w każdej znajdziemy po 64 praktyki, czyli pozycje korzystne dla naszej rozkoszy, duszy i zdrowia z komentarzami, poleceniami oraz wyjaśnieniami.

Na tej właśnie bazie powstał wydany niedawno album „Kamasutra w plenerze” pełny pięknych fotografii. Dowiemy się z niego, jak wzorując się na indyjskiej tradycji, uprawiać seks poza domem. Księga tyleż apetyczna i piękna, co ryzykowna, gdyż seks w miejscach publicznych bywa karany.
Sygnalizuję tylko niektóre problemy obecne w tych książkach gęstych od zaskakujących treści, ale napisanych tak prosto i jasno, jak to możliwe. I nawet jeśli po ich lekturze nie staniemy się wyznawcami tao i tantry czy Kamasutry, na pewno odkryjemy zaskakujące rejony erotyki, z pożytkiem dla jakości naszego życia.

Wedle tao i tantry cała nasza cywilizacja jest pozbawiona harmonii, żyjemy w stresie, tracimy wielkie ilości bezcennej energii na głupstwa, kochamy się niefachowo i chaotycznie. Dlatego naszą epokę nazwano erą ciemności. Wiele w niej świateł, więcej niż kiedyś, ale też więcej mrocznego zagubienia. 

Ian Kerner „Jej orgazm najpierw. Poradnik dla myślących mężczyzn”, wyd. I, Jacek Santorski & Co 2004; Mantak Chia i Maneewan Chia  „Miłosny potencjał kobiety”; Mantak Chia i Michael Winn „Miłosny potencjał mężczyzny”; Mantak Chia i Maneewan Chia, Douglas Abrams i Rachel Carlton Abrams „Sekrety wielokrotnych orgazmów”; Charles i Caroline Muir „Tantra. Sztuka świadomego kochania” – wszystkie  Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza 2006; Michelle Pauli „Kamasutra w plenerze”, Muza SA 2006.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »