Serce czy rozum: czym się kierować w miłości?

fot.123rf

Przez kolejnych dziesięć lat dawała sobie radę sama. Pracowała fizycznie, dokształcała się, wreszcie założyła mały biznes. Wiedziała już, że za pójście za głosem serca życie może nam wystawić bardzo duży rachunek. Nauczyła się myśleć.

Jej trzeci mężczyzna był spokojny, ciepły, opiekuńczy. Decyzję o małżeństwie podjęła, kierując się rozumem. Kolejne dziecko było nieplanowane, podobnie jak dwójka poprzednich. Ojciec dziecka wprawdzie bardzo się ucieszył, ale… nic poza tym. Alina nadal harowała ponad siły, podczas gdy on „rozglądał się za pracą”. Po trzech latach wyrzuciła go z mieszkania i znowu została samotną matką, wychowującą tym razem już trójkę udanych dzieciaków. Upłynęła kolejna dekada i jej zapasy sił zaczęły się wyczerpywać. Coraz częściej pogrążała się w depresji, z której pomagały jej wychodzić przepisywane przez lekarzy tabletki. Zrozumiała, że to droga donikąd.

Dziś, dobrze już po czterdziestce, wie, że chce żyć dla siebie. Nie dla dzieci – ostatnie z nich, dziś piętnastoletnie, za kilka lat się usamodzielni. Nie dla jakiegoś mężczyzny. Dla siebie! I to przynosi jej ogromną ulgę, napełnia radością. Kompas zmieniła na zintegrowany. – Patrzę sercem, ale decyzje podejmuję głową. Mój nowy partner ma wszystko. Podoba mi się, jest inteligentny i radzi sobie w życiu. A jednocześnie to człowiek dość zwyczajny. Dziś już widzę, że można tak po prostu być razem i wzbogacać swoje życie. Spokojnie, bez dramatu, bez przymusu, bezpiecznie, życzliwie i pięknie. Odkryłam miłość! – mówi.

 

To było silniejsze ode mnie!

Dziś Agata ma – w pewnym sensie – dwóch partnerów. I dwoje dzieci, po jednym z każdym z nich. Żyje z Przemkiem, którego wybrała sercem. Artur odszedł siedem lat temu, spokojnie, z godnością, mimo wielkiego bólu. Odszedł, bo pojawił się Przemek, a Agata zaszła z nim w ciążę.

Dlaczego wdała się w romans, mając ośmioletnią córeczkę, dobre małżeństwo i dom? – To było silniejsze ode mnie – mówi. – Artur to cudowny człowiek. Niezwykle dojrzały duchowo, dobry, wyrozumiały, odpowiedzialny i kochający. Mężczyzna – skarb. A Przemek jest zupełnie inny. Kiedy po raz pierwszy znalazł się fizycznie w pobliżu poczułam jakby magnetyczną siłę przyciągania. Szczęśliwa szczebiotałam, uśmiechałam się do niego i w niego wpatrywałam. Wpadłam w trans. Całe moje ciało było szczęśliwe. To było to, na co czekałam całe życie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »