Pisane na lustrze. Blog Anny Janko
-
Świetny zły film Code Blue
Zaraz trzecia, a sen nie nadchodzi. Wstaję więc, mleko (owsiane) piję, w ciemne oko nieba nocnego popatruję. Mrozik się mały zrobił. Ulica pusta, świecąca od deszczu, co się zeszklił. W ostatnią niedzielę popędziłam w natchnieniu jakimś nagłym do kina, by obejrzeć „Code Blue” Urszuli Antoniak. Po jej pierwszym filmie („Nic osobistego”) miała ona wielki kredyt zaufania u mnie. W dawnym Domu Partii otwarto niedawno kino studyjne pod nazwą Kino K.W. Tam właśnie poszłam. Po marmurach się tam stąpa, a dokładnie zstępuje się do salki kinowej z małym ekranem, zwykłymi krzesłami konferencyjnymi zastawionej. Niewygodne siedzenia, a i film – katastrofalnie „niewygodny”. Najkrócej zdefiniowałabym go zdaniem: świetnie zrobiony zły film.
Idealni aktorzy, sterylna sceneria, temat – alienacja totalna. Ta alienacja, pokazana na szkiełku laboranta-reżysera, bez kontekstu, bez genealogii, też jest wyalienowana, wypreparowana. Po prostu ilustracja obrazem (prawie nie ma dialogów) jakie konsekwencje (i patologie) powstają z braku miłości (i z nieumiejętności kochania), z granicznej samotności. Film z elementami porno, z realistycznym gwałtem, nie ucinający kadru, idący kamerą dalej, niż zwykle. Film, a raczej teatr, o nieszczęściu bycia bez czułości na scenie życia. I tylko ów gwałt nie jest laboratoryjnie „czysty”, jest koszmarem, kryminalną sceną. On jeden jest żywy, „krwisty” (różowe pośladki…) , prawdziwy. Dwójka głównych bohaterów „korzysta” z tej sceny, jak z piekielnego afrodyzjaka, który daje napęd ich wspólnej-osobnej, również okrutnej, zimnej, przygodzie seksualnej. Na koniec obowiązkowo samobójstwo (spodziewałam się go już od połowy filmu) w kaflowanej łazience, zasuwką (?) wyrwaną z drzwi. W tle filmowej historii starcy z oddziału paliatywnego doglądani czule przez bohaterkę (która jest pielęgniarką), lecz oglądani w sposób naturalistyczny, nieczułym okiem kamery.
To był oczywiście film artystyczny, symboliczny, sztuczny sztucznością sztuki. Jak rzeźbiony nóż z jakiegoś Muzeum Psychologii Społecznej, sala patologii… Ten nóż zostaje wycelowany w pierś widza i zadaje mu wielki ból. Jednak ból ten odczuwa się jako niesprawiedliwy, bo kto niby winny jest tej tak zobrazowanej samotności i tej bezmiłości: świat? Bóg? Zachód ze swym dobrobytem, co ludzi dzieli, a nie łączy, może matki bohaterów, kiedyś dawno, gdzieś? Nie mam pojęcia. Gdybym miała 16 lat, to ten film wdrukowałby mi się w mózg i bym go miała za dyżurny koszmar przez całe życie, na chwile szczególnej słabości. Jestem jednak już uodporniona, „zaszczepiona”, więc tylko chciało mi się wymiotować i wyszłam jak najszybciej się dało. Czułam się zmanipulowana emocjonalnie. Według mnie takie filmy są niemoralne, jak niemoralna jest np. socjotechnika. Są też w pewnym sensie „łatwe”, bo się tam pokazuje okrucieństwo życia (co jest łatwiejsze do zrobienia w sztuce i działa na widza samo przez się, w przeciwieństwie do dobrostanu, który nudny jest i niefilmowy), pokazuje się je, wywiera się wielkie wrażenie (epatuje), ale się tego myślowo nie podbudowuje. Tak, zabrakło mi myślenia, odniesienia, mianownika, czegoś bardzo ważnego mi zabrakło. (Mądrości reżysera?)
Wyszłam zła, w sensie niedobra i w sensie wściekła. Myślę, że chciałam nawet uderzyć kogoś, kogokolwiek.
Już czwarta rano. Gdyby to było lato, ptaki by dawały na zapowiedzi, słońce by już wschodziło, kwiaty by się otwierały… Tymczasem noc czarna. Nie idźcie na ten film, kochani, idźcie na spacer, nawet jeśli mróz i zimno, a za ptaki tylko same wrony i kawki!.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-01-25 03:27:09 · Wyświetl
współczesny człowiek szuka mocnych wrażeń, złamie wszelkie zasady, konwenanse, przekrocczy wszystkie normy i standardy, aby pozostawić innych z niesmakiem, oburzeniem – grunt, żeby sie mówiło, pisało i miało dużo ” kliknięć” pod swoim nazwiskiem w wyszukiwarce google – oto miara sukcesu XXI wieku. Ja od dawna tęsknię za finezją X muzy – dla przeciwwagii ogromnie polecam oscarowe, nieme kino – film ”The Artist” – http://www.youtube.com/watch?v=zzNhyZlTNAg Pani Anno, pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję za ostrzeżenie. Kocham kino ,ale chcę tam nabrać sił, a nie do końca je stracić. musiało to być dla Pani bardzo silne, przykre przeżycie.. a takich emocji niełatwo się pozbyć. Współczuję tych nieprzespanych nocy! Dobrego dnia zatem!
Słyszałam o tym filmie już wcześniej. Kusiło mnie samobiczowanie ale od lat nie oglądam podobnych filmów, dołują potwornie, uruchamiają u mnie fale pretensji i otwierają skalę porównań. Dlatego na zawsze zostanę wierna kolorom, które mnie wprawiają w cudowny nastrój, a najlepiej pójść Aleją Zakochanych, albo Białą Drogą Rozkoszy, do Jeziora Lśniących Wód mijając po drodze Lasek Duchów i Dolinę Fiołków. Ścieżka Brzóz doprowadza mnie w końcu do Zacisza Słowika i Lasu Szumiących Topoli, stamtąd już blisko do Raju. Spróbuję także owsiane mleko.
Ten sam film, a jakie inne odczucia tu i u T.J. Ja zdecydowanie nie szukam teraz pociemniania ciemnej strony świata. Wczoraj (a w zasadzie dzisiaj) o bezsenność przyprawił mnie stary reportaż, na kanwie którego Krauze zrobił ”dług”. Okropne prawdziwości. Życie jednak silniejsze, może dlatego, że rzeczywiście okrutniejsze niż śmierć? Tu silne w Leosiu, którego mało kręcą moje smutki, mleko musi być. Przytulak musi być. Wczoraj w bibliotece kupiłam ”Anię z Zielonego Wzgórza” po niemiecku – w ramach likwidacji starych zbiorów. 50 centów! Czy to nie cudne? Taka tania wejściówka do starych, dobrych czasów czekania na swojego Gilberta i grubej warstwy idealizmu z naiwnością, jaka dzieliła mnie wtedy od Tej Prawdziwości świata…Myślę, że i jeden (sterylna dosłowność, bezuczuciowość) jak i drugi (romantyczne, ciepłe i miękkie cudności) są kawałkiem tej samej Prawdziwej Rzeczy. Co komu lepiej w duszy gra, to mu się tam pewnie odbija mocniej. A teraz do życia, kuchnie trzeba odgruzować, pranie wstawić, na spacer wyjść, zakupy zrobić….Ogarnąć jakoś te swoje krótkie 5 minut.
Kino KC! Nie KW, oczywiście… Przepraszam za liczne błędy interpunkcyjne, w cieniu nocy pisałam więc mnóstwo niedoróbek. Jednak nie chcę edytować powtórnie, bo się całość rozsypuje, wskakują ukośniki przy cudzysłowach i jest nowa robota. Serdecznie pozdrawiam skoro świt przed południem…
Nie rozdziabia nas kruki ni wrony… Dziekuje za rade – obiecuje nie pójsc!
DziękujęPani Aniu za ostrzeżenie, żeby sobie jeszcze bardziej nie dokładać.. (miało być dopieprzać)
Męczy taki stan: wychodzę z filmu zła, czasem aż duszno, jakaś klaustrofobia, której nie odczuwam poza tym. Wierzę szczerze Pani, że tak właśnie TEN film na nas może działać. Choć pewnie kiedyś, w lepszej formie po niego sięgnę, sama nie wiem. Najbardziej poruszyło mnie zdanie:”Gdybym miała 16 lat..” – jakże trafnie oddające przeczucia! A tak poza filmem: po czasie witam w bezsenności TEJ właśnie, byłej już nocy.