2013: Michał Woroch – Laureat „Kryształków Zwierciadła”

Michał Woroch nie chce się zastanawiać, co będzie za pięć lat. Po co, skoro i tak widzi, że z roku na rok jest coraz słabszy? Zostaje mu tu i teraz, czasu akurat tyle, żeby zaplanować kolejną daleką podróż.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

Wyobraź sobie: jedziesz autem przez Włochy, upał nie do wytrzymania, za oknami po dwóch stronach bajeczne plaże. Ludzie się kąpią, ale ty przecież nie wjedziesz wózkiem w piach, koła utknęłyby na amen. Umierasz z pragnienia, więc przesądzone, trzeba wysiąść z auta. W specjalnie przystosowanym vanie fotel dla kierowcy kręci się dookoła, musisz obrócić się do wnętrza samochodu, przesiąść na wysokie łóżko zamontowane za tobą. Trzeba rozłożyć wózek, przedostać się na niego, podjechać kawałek i uruchomić windę. Jeśli masz szczęście, uwiniesz się w kilkanaście minut.

Zakupy? W supermarketach i na stacjach benzynowych, bo mają podjazdy, Michał ma też świetny patent z kąpielą. Wystarczy mieć ze sobą wąż prysznicowy i zabrać go do łazienki dla niepełnosprawnych. Spanie? W aucie. Raz, kiedy nocowali w Barcelonie, skończyło się nieprzyjemnie. Michała nad ranem zbudziło trzaśnięcie tylnej klapy. Otworzył oczy, sprawdził, czy wszystko jest na miejscu. Zniknęła torba z aparatem fotograficznym i druga, w której była ładowarka do respiratora. Dobrze, że udało się ją dorobić, inaczej dla niego byłby to koniec podróży.

Zdrowe ręce, zdrowe nogi

Ta ostatnia podróż po Europie była jak dotąd najtrudniejsza. Zaliczyli między innymi najdalej wysunięty na zachód zakątek Portugalii Cabo da Roca. Trzy miesiące, kilkanaście tysięcy kilometrów. Michał wyjeżdżał już na dłużej, był o wiele dalej od domu. Tylko że tym razem jechali tylko we dwóch, „dwóch kulawych na wózkach”. Michał z postępującym zanikiem mięśni i jego przyjaciel Maciek Kawiński po operacji guza kręgosłupa.

Po co w ogóle jechali? Po co tak się męczyli? Bo ten wysiłek zwrócił się po stokroć każdego wieczoru, kiedy wybierali najpiękniejsze miejsca, żeby zaparkować. Wysiadali, gotowali sobie na kuchence pyszną kolację, otwierali wino i gadali do rana. Ważne było każde ciekawe spotkanie, wszystkie przygody, które przeżyli. Po czymś takim przez kilka miesięcy ma się poczucie, że można zrobić absolutnie wszystko. Nawet jeśli wyniki badań są coraz gorsze, nawet jeśli brakuje sił, żeby wstać z łóżka, Michał powtarza sobie w myślach: „Zrobiłeś to, na co nie odważyło się wielu ludzi, którzy mają dwie zdrowe ręce i nogi i których nic nie powstrzymuje”. I nawet jeśli sporo w tym egoizmu, to bardzo przyjemne uczucie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »