Spotkania: Rozalia Kierc

fot. Rafał Masłow

Mówi, że uczucia po dobrze zagranym koncercie nie da się porównać do czegokolwiek innego. Moment niesamowitego szczęścia. Kłania się do pustki, nigdy nie patrzy na konkretne twarze na widowni, musi dojść do siebie. Rozalia Kierc. 14-latka. Jedna z najbardziej obiecujących pianistek w naszym kraju.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

Od jej pierwszych występów, pierwszych konkursów, w których brała udział i które wygrywała, robi wrażenie na publiczności, krytykach, innych muzykach swoją naturalnością. Chodzi o muzykę, jej interpretację, ale i o to, jak Rozalia zachowuje się na scenie. W sieci można znaleźć nagrania z jej koncertów: drobna delikatna dziewczynka wychodzi dziarsko w czarnej tunice i spodniach, z jasnym warkoczem do pasa. Jest podekscytowana, uśmiechnięta. Nie potrafi się nie uśmiechać.

Sama opowiada, że kiedy była młodsza, mniej się denerwowała. A teraz? Przed wyjściem na scenę czuje się potwornie. Chwilę wcześniej, jeszcze za kulisami, drżą jej ręce, są zimne, nad tym nie da się zapanować. A potem, na minutę, nawet pół przed zagraniem pierwszego taktu, wszystko się zmienia. To jak potężny ładunek energii, która pozwala wyjść do publiczności i usiąść do fortepianu. Doświadczenie warte wszystkich wysiłków, całej tej ciężkiej pracy.

Prywatny rekord

Rozalia jest laureatką ponad 20 międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów muzycznych, zdobyła kilkanaście pierwszych nagród, nagrody specjalne, grand prix. Ma na koncie m.in. wygraną w konkursie młodych pianistów w Nicei (Concours International de Piano Nice Côte d’Azur Simone Delbert-Février 2012, w kategorii wiekowej do 16. roku życia), w którym nagrodą był koncert na festiwalu noworocznym w szwajcarskim Gstaad. Teraz wraca do Gstaad zagrać Chopina.

Całkiem niedawno, w październiku, pobiła swój prywatny rekord i zagrała pięć koncertów w ciągu dwóch tygodni, w tym cztery – dzień po dniu – z Młodą Polską Filharmonią, jedną z najbardziej znanych orkiestr młodzieżowych w naszym kraju. MPF – najlepsi z najlepszych wybrani ze średnich i wyższych szkół muzycznych w całej Polsce – w swoją jesienną trasę zaprosiła dwóch solistów: Emanuela Salvadora, koncertmistrza Orquestra do Norte (według prestiżowego muzycznego „Strad Magazine” jednego z najwybitniejszych portugalskich skrzypków swojej generacji) i Rozalię.

Prokofiew z iPoda

Zapytana o to, jak wyglada jej przeciętny dzień, odpowiada ze śmiechem: „Każdy mój dzień jest nieprzeciętny”.

Budzi się z trudem i przez jakąś godzinę świat wydaje jej się okropny, za to na lekcjach odzyskuje humor. Mimo że coraz silniej dociera do niej, że uczy się, pisze sprawdziany, zalicza przedmioty zawsze kosztem grania i coraz mniej podoba jej się to, że u nas, inaczej niż w Europie Zachodniej czy Azji, żeby dostać się na akademię muzyczną, trzeba koniecznie skończyć szkołę ogólnokształcącą. Szczęście, że Rozalia lubi swoje gimnazjum, wrocławski ATUT, dwujęzyczną szkołę z poszerzonym angielskim. Język bardzo się przydaje, kiedy spotykasz muzyków z całego świata. Chociaż i tak najłatwiej dogadać się z pianistami z Azji: Chińczycy, Koreańczycy, Wietnamczycy – głównie oni mówią dobrze po angielsku.   

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »