Henning Mankell „Powrót nauczyciela tańca”

Materiały prasowe

Przez wielu krytyków i czytelników powieść „Powrót nauczyciela tańca” została uznana za lepszą od cyklu o komisarzu Kurcie Wallanderze. W 2005 r. uhonorowaną ją Gumshoe Award dla Najlepszej Europejskiej Powieści Kryminalnej. Wiedząc o tym, z tym większą ciekawością (i co tu kryć – niepokojem, w sumie chodzi o jednego z moich ulubionych autorów) sięgnęłam po tę książkę.
Herbert Molin, emerytowany policjant, żyje samotnie w domu położonym w lesie. Bezsenne noce spędza na oddawaniu się swoim pasjom – puzzlom i tańcowi. Pewnego dnia Molin zostaje zamordowany w wyjątkowo okrutny sposób. Jedną ze znalezionych na miejscu zbrodni poszlak jest zdumiewająca – krwawe ślady odzwierciedlające kroki tanga. Do śledztwa, prowadzonego przez Giuseppego Larssona włącza się dawny kolega Molina z pracy – Stefan Lindman. Poszukując odpowiedzi na pytanie, kto zamordował Molina, próbuje zapomnieć o ciężkiej chorobie, z którą się zmaga.

reklama

Mankell – podobnie jak w cyklu, którego bohaterem jest Kurt Wallander – złożył powieść z elementów dobrze znanych swoim czytelnikom. Barwnie nakreślone tlo społeczno-obyczajowe, surowy szwedzki klimat i krajobraz oraz wiecznie zmęczeni policjanci, którzy oprócz poszukiwania zbrodniarza zmagają się z prywatnymi problemami. Po przeczytaniu powieści „Chińczyk” z sędzią Brigittą Roslin w roli głównej czułam lekki niedosyt. Po lekturze „Powrotu nauczyciela tańca” ogarnęło mnie rozczarowanie, ale spowodowane czymś innym. Wallander nie okazał się niezastapiony. Choć nadal za nim tęsknię.

W.A.B., przekład Ewa Wojciechowska, mroczna seria, s. 552, maj 2011