Jane Austen: Złośliwa nieznajoma

Wikimedia Commons

Jest prawdą powszechnie znaną, że niewielu z nas przechodzi w tych czasach przez życie bez kontaktu z książkami Jane Austen. Zanim trafiły one do kanonu literatury angielskiej od śmierci ich autorki musiało jednak minąć około 100 lat.
W Anglii początku XIX wieku nie brakowało osób, które – mimo że przeczytały i polubiły „Rozważną i romantyczną” lub „Dumę i uprzedzenie” – nigdy nie usłyszały nazwiska ich autorki. Powieści Austen wydawano bowiem anonimowo, podpisane wyłącznie jako dzieła „pewnej damy”. (Zmieniono to dopiero w wydanym po jej śmierci „Opactwo Northanger”/„Perswazje”). Kim była więc ta nieznajoma, której książki w każdej ze swojej posiadłości trzymał nawet przyszły Król Jerzy IV?

Z kotem w tle

Prawdę mówiąc… nie wiadomo. Jej przypadek przypomina ten Emily Dickinson, ale jeszcze mniejsza ilość zachowanych po Austen listów czyni go bardziej beznadziejnym. Pierwszą biografię angielskiej pisarski stworzył na domiar złego jej bratanek, przedstawiając ją tam jako stereotypową „ciocię Jane” i dbając raczej o dobre imię rodziny niż prawdę. Poza niezbyt wiarygodnym szkicem autorstwa siostry Austen nie wiemy też, jak wyglądała autorka numeru dwa na liście ulubionych książek Anglików (według narodowego plebiscyt BBC z 2002).

Ostatnio sporo dyskutowano co prawda na temat portretu, który – według dr Pauli Byrne – przedstawia Jane. Zdaniem coraz większej liczby ekspertów to jednak mało prawdopodobne, że osoba sportretowana z plikiem kartek w rękach, kotem w tle, w czepku i sukni z długimi rękawami to Austen. Zdradza ją podobno „zbyt długa twarz”, więcej biżuterii niż pisarka kiedykolwiek posiadała, zbyt wytworny strój i nie ten kolor oczu. „Za” przemawia natomiast podobieństwo postaci z portretu do braci pisarki, ze szczególnym naciskiem na charakterystyczne w tej rodzinie nosy.

Małżeństwo z rozsądku

Skoro o nosach i ich właścicielach mowa, Austen miała aż sześciu braci i, co ciekawe, wszyscy zmarli jako kawalerowie. Historie ich nieudanych prób poślubienia tej czy innej młodej damy były zapewne jednym ze źródeł inspiracji dla pisarki. Na szczęście, mimo swojego realizmu, Jane przeważnie lubiła dodawać od siebie szczęśliwe zakończenia. W jej życiu uczuciowym happy endu jednak nie było. Najwięcej, również za sprawą filmu „Zakochana Jane” (który całą sprawę ubarwia), mówi się o jej romansie z Tomem Lefroy’em.

On i Jane mieli po 20 lat, spotkali się na kilku balach z rzędu, ona żartowała w listach do siostry, że oczekuje jego oświadczyn, ale nic z tego nie wyszło. Małżeństwo było niemożliwe ze względów finansowych. Porażka okazała się jednak bardzo inspirująca dla pisarki: niedługo później powstały przecież pierwsze wersje gorzko-słodkich „Rozważnej i romantycznej” i „Dumy i uprzedzenia”.

Mniej znana jest historia jedynych oświadczeń w życiu Jane, które przyjęła tylko po to, żeby już dzień później swoją zgodę anulować. Przyszła pisarka miała zaledwie 17 lat, a jej adorator nie był podobno ani szczególnie przystojny, ani rozmowny. Miał jednak odziedziczyć fortunę, która zapewniłaby spokojną starość jej rodzicom, a jego kontakty pomogłyby karierom jej braci. Pierwszą, pozytywną odpowiedź zapiszmy więc na konto kalkulującej Austen Rozważnej. Zerwanie jednodniowych zaręczyn, na konto tej Romantycznej.

Nawet za pieniądze

Pisanie nie przyniosło jej jednak sławy, nie uczyniło też bogatą, choć pozwoliło na sporą dozę niezależności, a wpływy z książek pomogły podreperować domowy budżet w latach po śmierci ojca Jane. Na wszystkich opublikowanych za życia książkach Austen zarobiła – w przeliczeniu na dzisiejsze realia – około 23 tysięcy funtów (najwięcej na wyprzedanym w 6 miesięcy, „Mansfield Parku”). To niewiele, jeśli porównać tę sumę do dochodu Pana Darcy’ego: wynosiłby on dziś 339 tysięcy funtów rocznie.

Może to i lepiej dla Jane, że za takie pieniądze nie musiała przyglądać się bitwie jej przeciwników i zwolenników w drugiej połowie XIX i pierwszej XX wieku. Przyjemnie pewnie byłoby jej czytać, że Henry James cenił ją na równi z Cervantesem, Fieldingiem i Szekspirem jako „lepszą malarkę życia”, ale jak znosiłaby krytykę Marka Twaina? „Nie znoszę Edgara Allana Poe, ale mógłbym czytać go za pieniądze. Do Austen nie jestem w stanie się zmusić. To wielka szkoda, że [po tym co stworzyła] pozwolono jej umrzeć śmiercią naturalną”pisał w liście do przyjaciela, dodając gdzie indziej: „pusta biblioteka mogłaby zostać uznana za całkiem niezłą z tego tylko powodu, że nie ma w jej niej książek”.

Mało ważna

Jane miała na temat swoich książek jednak nieco lepsze zdanie. O Dumie...”, napisała któregoś dnia pół-żartem, że udała jej się tak dobrze, że chętnie dodałaby tam jakiś długi, niepotrzebny i nudny rozdział („nonsensowne dywagacje na temat niepowiązany z akcją: artykuł krytyczny na temat Waltera Scotta lub biografia Bonapartego – cokolwiek, co wprowadziłoby kontrast”). Była też szczególną fanką swojej Lizzy Bennet, twierdząc, że „to najrozkoszniejsze stworzenie, jakie się kiedykolwiek ukazało drukiem; nie wiem, czy potrafię tolerować ludzi, którym nawet ona się nie spodoba”. Może więc krytyka nie zraniłaby jej aż tak bardzo.

Obecnie wypchnięcie Jane z kanonu zdaje się prawie niemożliwe. Nawet, jeśli nie jest ulubioną pisarką feministek, niektórzy naukowcy udowadniają, że jej książki umacniały kolonializm, a Seth Grahame Greene przerobił ostatnio jej powieść na horror z zombie w roli głównej. Austen ciągle ma się dobrze i rozkochuje w sobie kolejne, nowe pokolenia na całym świecie. Dominującym pozostaje raczej pogląd FR Leavisa z początku XX wieku: „łącząc ironię, realizm i satyrę Fieldinga i Richardsona, Austen stała się autorką lepszą od obu”.

I pomyśleć, że w 1817 roku, rok po jej śmierci, nawet biblioteka Uniwersytetu w Cambridge, w której archiwizowano praktycznie wszystko, co ukazało się w Anglii drukiem, pozbyła się ze swoich zbiorów książek Jane. Uznano je za mało ważne.