Artur Rojek: Idę na czołowe

Fot. Rafał Masłow

Dziś rusza kolejna edycja OFF Festival. Jego pomysłodawca, Artur Rojek, mówi nam po co, skąd się wziął i dokąd zmierza.
Niedługo na OFF do Katowic zjedzie kilkanaście tysięcy widzów i prawie setka artystów. Ilu ludzi będzie liczyć twoja festiwalowa ekipa?

Przez cały rok pracujemy w cztery do ośmiu osób, ale już w momencie rozpoczęcia festiwalu, razem z wolontariuszami, jest nas grubo ponad setka.

Wybacz, ale trochę trudno jest mi sobie wyobrazić ciebie w roli szefa.

Dlaczego?

Nie widzę cię w roli kogoś, kto wydaje polecenia.

Wydaję polecenia. Bywa też, że się wścieknę.

Czyli Artur Rojek – oaza spokoju, człowiek, który by w życiu na nikogo nie podniósł głosu – to mit?

To, że nie jestem specjalnie ekstrawertyczny, nie znaczy, że się we mnie nie gotuje. Introwertycy też potrafią być niezłymi wulkanami.

Długo nic nie mówisz, a potem wybuchasz?

Wybuchy nie są złe, gorzej, jak się to wszystko odkłada. U mnie sporo się odkłada, co mnie często męczy.

Pamiętam pewną historię, którą mi opowiedziałeś. O blokadzie, która cię dopadła, kiedy trenowałeś w dzieciństwie pływanie. Po wygranych mistrzostwach zacząłeś się nagle na treningach dusić. Po tej rozmowie do redakcji „Zwierciadła” przyszło sporo listów.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »