David Bowie-portret idola

Wikimedia, fot. David Shankbone

Cesarz mistyfikacji i manipulowania wizerunkiem, to jego należy pociągnąć do odpowiedzialności za Lady Gagę. Zresztą Gaga to tylko miniaturowy dowód jego zasług. David Bowie wymyślił muzykę rozrywkową.
David Bowie stworzył gwiazdę – archetyp idola, mitologię sławy. Jednocześnie do perfekcji doprowadził sztukę kontrolowanej kreacji tego, co publiczne, i radykalnego kamuflażu tego, co prywatne. Może dlatego – o paradoksie popkultury! – tak nie przystaje do współczesnego show-biznesu, w którym prawdziwe gwiazdy zostały wyparte przez sezonowych celebrytów. I gdy kilka miesięcy temu przy okazji 65. urodzin muzyka zagraniczne media podejmowały wyzwanie podsumowania jego dorobku, nikt nie miał wątpliwości, że to idealny, w zasadzie konieczny moment, by udać się na zasłużoną emeryturę. Tym bardziej warto przypomnieć, ile mu zawdzięczamy.

Lata 60.: Bowie nie czuje bluesa

David Robert Jones, syn bileterki w jednym z londyńskich kin i decydenta od awansów w dużej organizacji charytatywnej dbającej o byt i edukację angielskich sierot, oblał egzamin kończący szkołę podstawową, poszedł więc do liceum artystycznego, ale z mundurkami oraz surowym systemem kar i nagród. W podstawówce jego głos uznano za „poprawny”, więc śpiewał w szkolnym chórze; w szkole średniej studiował sztukę, muzykę i design (w tym typografię), a po lekcjach słuchał modern jazzu. To wtedy odkrył pierwszych muzycznych idoli i niemal stracił wzrok, gdy podczas bójki z kolegą o dziewczynę oberwał w oko dłonią uzbrojoną w pierścionek. Czteromiesięczna rekonwalescencja i dożywotnie konsekwencje urazu nie przekreśliły jednak przyjaźni i przeciwnicy w bójce spotkali się nawet w jednym zespole. Mało tego: ten sam George Underwood, który obił mu twarz, zaprojektował okładki pierwszych płyt Bowie’ego.