Zygmunt Miłoszewski. Nie tylko o Szackim

Zygmunt Miłoszewski C. Tisha Minö/ GWFoksal

Kiedyś przyszły autor patrzył na pustą kartkę, dziś coraz częściej na mrugający na monitorze kursor. Ale prawdopodobnie mózg przewierca mu wciąż to samo pytanie: jak zacząć? Wbrew pozorom odpowiedź wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów. Kolejne są nie mniej istotne i wcale nie ułatwiają życia. Z drugiej strony istnieją takie gatunki literackie, które – można by pomyśleć – prowadzą autora jak po sznurku wprost do spektakularnego rozwiązania. Schematyczność ich budowy przypomina przepis na ciasto. Problem w tym, że z tych samych produktów jeden stworzy coś pysznego, a inny zwycięzcę w konkursie na literacki zakalec roku.
Dziś chciałbym się przyjrzeć trzem książkom z dorobku Zygmunta Miłoszewskiego, napisanych w konwencji: horroru; kryminału i sensacji. Zwierciadlane odbicia pisarstwa Miłoszewskiego przeprowadzam chronologiczne. Dlatego też zacznę od jego debiutanckiej książki pt. „Domofon”.

reklama

Zawiązanie akcji nie wyróżnia się specjalną oryginalnością. Agnieszka i Robert, młode małżeństwo z Mazur, przeprowadzają się do Warszawy. Historia jakich wiele. Każdy mógłby tak zacząć. A jednak… Ciąg dalszy wszystko rekompensuje. Oto para zamieszkuje w jednym z wieżowców na Bródnie. Bloku, który wkrótce stanie się – dosłownie i w przenośni – centralną „postacią” dramatu. Zanim zostaniemy wciągnięci w wir zagęszczającej się akcji, poznajemy kolejnych mieszkańców m.in.: Wiktora, byłego dziennikarza i alkoholika, który kolejny raz obiecuje sobie i otoczeniu, że odbije się od dna i skłóconego z rodzicami maturzystę Kamila. Są też i inni, jednak to Kamil, Wiktor i Agnieszka będą próbowali rozwikłać zagadkę, którą skrywa wielkopłytowa piwnica. Do tego wszystkiego dostajemy tajemniczą postać, która podsłuchuje domofonowe rozmowy prowadzone przez mieszkańców bloku oraz trupa zdekapitowanego przez windę. Tajemnica gotowa.

Konstrukcyjnie, książka zawiera wszystkie elementy, które pozwalają zatrzymać uwagę czytelnika. Miłoszewski doskonale opanował sztukę bezszelestnego wprowadzania odbiorców swych książek w trans lektury. Co jakiś czas walczymy ze sobą, żeby nie przeskoczyć kilku stron dalej i zobaczyć rozwiązania. Fabuła znakomicie trzyma napięcie, a chwilowe rozprężenie pojawia się tylko po to, by osłabić naszą czujność i uderzyć ze zdwojoną siłą. Akcja skonstruowana jest ze statyczno-dynamicznej przeplatanki, która dobrze obudowuje koncept, co jest wielką zaletą książki. Myślę tu także o konkretnych bohaterach, których psychofizyczne cechy gładko wkomponowują się w dynamikę akcji. Czasem „dzianie się” zostaje przekierowane ze świata fizycznego do obszaru psychicznego. Świadomy czytelnik może się spodziewać tego, że autor podstępnie wyprowadzi go na manowce. Niespodzianka jest nie tyle pożądana, ile konieczna. „Domofon” pod tym względem nie zawodzi. Uczucia strachu i niepewności – jak tajemnicza czarna maź – rozchodzą się i snują się po poszczególnych piętrach. Niestety nie ma co liczyć na ratunek z zewnątrz. Mieszkańcy bloku zostają uwięzieni, a wszelkie próby wydostania się spełzają na niczym. Pozytywny finał może mieć swoje zarzewie tylko w myślach i decyzjach człowieka.

Na koniec tej części tekstu krótkie dopowiedzenie. Wielu recenzentów – kierowanych mottem ze Stephena Kinga – przypisuje Miłoszewskiemu duchowe pokrewieństwo i nawiązania do autora „Lśnienia”. Warto przy tej okazji wspomnieć, że pisarz jest dość uważnym czytelnikiem nie tylko Kinga, ale i innych autorów gatunku. Jeśli miałbym podpowiedzieć przyszłemu czytelnikowi jakieś tropy, to wskazałbym na książkę „Odwieczny wróg” Koontza oraz film „Inni” ze znakomitą rolą Nicole Kidman. Na koniec dorzucę też cytat z „Raju utraconego” Miltona:

Bowiem gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie/Gniew nieskończony, nieskończona rozpacz!/ Gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie piekło/ Sam jestem piekłem, a na dnie otchłani/ Głębsza, ziejąca otchłań się otwiera/ Przy której piekło, gdzie cierpię, jest Niebem.*

Kolejny tytuł, któremu chciałbym się bliżej przyjrzeć, to typowa powieść ze szpiegowskim zacięciem. Niektórzy widzą w tej propozycji thriller. W jednym z wywiadów Miłoszewski ujawniał motywacje związane ze zmianą jego literackich konceptów:

KK: Dlaczego porzucił Pan Szackiego i napisał thriller?

Z.M.: A dlaczego nie jemy codziennie kotletów schabowych? Bo to i niezdrowe, i nudne. Napisałem dwie powieści o Szackim i na myśl o trzeciej ogarniała mnie taka fala znużenia, że musiałem odskoczyć w inny temat. Nie lubię serii jako czytelnik, nie lubię też jako pisarz, uważam, że trochę nie fair serwować jest ludziom w kółko tego samego kotleta, tylko raz z ziemniaczkami, a raz z frytkami. (kawiarenkakryminalna.pl)

Cóż więc oderwało Miłoszewskiego od cyklu o prokuratorze Szackim? W 2013 roku ukazała się książka pt. „Bezcenny”. Przekonajmy się czy warto po nią sięgnąć.

Fabuła startuje w 1945 roku. Porażka Niemiec jest nieunikniona. Hans Frank przewidująco ukrywa najcenniejsze łupy – po wojnie mają mu zapewnić nietykalność. Wśród zagrabionych dzieł jest to bezcenne. Rok później do Polski powracają niektóre zrabowane obiekty. Brakuje „Portretu Młodzieńca” Rafaela Santi, który od tej pory pozostaje najcenniejszym zaginionym dziełem sztuki na świecie. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie od ponad półwiecza czeka nań pusta rama.