Hanna Samson: Wszyscy jesteśmy artystami

123rf.com

Może w twórczości wcale nie chodzi o to, by odnosić sukcesy, ale żeby wyrażać siebie? Mieć ze sobą kontakt, realizować swój potencjał, zbliżać się do tego, kim chcemy być? Jeśli nie dbamy o to, co wyrasta z nas samych, przeżywamy nasze życie obok siebie.
Kamila, lat 38, bardzo się cieszy, że udało jej się umówić na konsultację.

reklama

– W moim życiu wszystko jest dobrze – stwierdza z uśmiechem i mości się wygodnie w fotelu. – Mam dobrą pracę, kochającego męża, udane dziecko, ale ciągle mi czegoś brakuje…

– Czego pani brakuje? – pytam.

– Nie mam pojęcia! I liczę na to, że pani mi powie.

A ja liczę w myślach, że to już siódma. Siódma kobieta, która w ostatnim czasie położyła przede mną swoje poczucie braku i niezadowolenia nie wiadomo z czego. Bo niby wszystko jest dobrze, a nie jest. I oczekuje, że ja coś z tym zrobię, ona w tym czasie posiedzi w fotelu. Nie ma tak łatwo, myślę sobie, choć przeczuwam już, co ją dręczy. W każdym razie mnie kiedyś dręczyło. Wiele lat temu, kiedy w moim życiu wszystko układało się dobrze, nie za bardzo umiałam się tym cieszyć. To znaczy cieszyłam się, jasne, byłam zachwycona, że jest lepiej, niż mogłabym marzyć. A jednak czułam, że coś jest nie tak. „To już wszystko?” – pytałam sama siebie z niedowierzaniem. „Czy to może być wszystko”. Czegoś mi brakowało, ale nie wiedziałam czego. Pracowałam wtedy w wielkiej korporacji, o kryzysie nikt jeszcze nie słyszał, więc co jakiś czas organizowano imprezy dla pracowników. Na którejś z nich jedną z atrakcji była możliwość spotkania z wróżką. Stanęłam w kolejce do jej namiotu, nie bardzo wiedząc, o co właściwie zapytać, ale nie chciałam ominąć okazji. Spotkania trwały tylko kilka minut, to moje chyba jeszcze krócej. Spojrzała na moją rękę.

– Problemy z samorealizacją – powiedziała.

Co ona mówi? Przecież mam świetną pracę, robię wspaniałe rzeczy, czuję, jak się rozwijam, a ta mi tu wyjeżdża z problemami. Już miałam wychodzić, gdy dodała:

– Jest pani artystką. Niech pani nie blokuje swojej potrzeby twórczości, bo nigdy nie poczuje się pani spełniona.

Wzruszyłam ramionami. Co też ona o mnie wie? W życiu tak twórczo nie pracowałam jak teraz. I niby co innego miałabym robić? A jednak słowa wróżki zapadły we mnie. Zaczęłam myśleć o swoich pragnieniach, których nigdy nie potraktowałam serio, bo w życiu nie ma czasu na mrzonki. Pewnie wszyscy chcieliby być artystami i dlaczego akurat mnie miałoby się udać? Przepychałam się trochę ze sobą, aż w końcu zaczęłam pisać.

Niedawno wpadła mi w ręce książka „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę” Julii Cameron wydana w Polsce przez Wydawnictwo Szafa. To światowy bestseller – przetłumaczony na 36 języków sprzedał się w ponad czterech milionach egzemplarzy. „Ta książka może zmienić twoje życie” – czytamy na okładce. Zajrzałam do środka. Styl amerykańskiego poradnika, dużo odwołań do Boga, który tylko czeka, żeby przyjść nam z pomocą, do takich książek podchodzę sceptycznie, a właściwie zaraz je odkładam. Tę też odłożyłam.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »