Jak to jest być kobietą we Francji

Nawet gdy jest matką, żoną, kochanką i pracownicą, pozostaje przede wszystkim – kobietą. W tym jej siła.
Pracuje… Chętnie. Panuje przekonanie, że aktywność zawodowa kobiety służy nie tylko jej samej, ale też rodzinie. Aż 91 procent Francuzów uważa, że najbardziej satysfakcjonujące jest małżeństwo, w którym i mąż, i żona realizują się zawodowo.

Zarabia… Mniej niż jej kolega na tym samym stanowisku o 14,8 procent (w Polsce, jak podaje Eurostat, ta różnica wynosi 6,4 procent). Aby ten problem rozwiązać, rząd wprowadził rok temu darmową aplikację mobilną „Leadership pour Elles”. Pozwala ona skonfrontować zarobki z realiami rynkowymi i oferuje użytkowniczce prywatny coaching, zawodowe porady, jak zwiększać swoje szanse na rynku pracy. Tegoroczne dane pokażą, czy pomogło.

Życie rodzinne… Zróżnicowane. We Francji jest jeden z najwyższych na świecie odsetek rozwodów: 55 procent – przy czym w całym kraju proporcje są nierówno rozłożone, najtrwalsze okazują się małżeństwa na prowincji (głównie w Bretanii), a najmniej trwałe – w Paryżu. Romanse  nie dziwią nawet na najwyższych szczeblach. Poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy rozwiódł się ze swoją drugą żoną i wziął ślub z piosenkarką Carlą Bruni w czasie trwania kadencji – i zyskał na popularności. Urzędujący François Hollande w 2010 r. porzucił wieloletnią partnerkę Ségolène Royal, z którą miał czworo dzieci, i ogłosił związek z Valérie Trierweiler, matką trzech synów z drugiego małżeństwa – i wkrótce po tym wygrał wybory. W ubiegłym roku Hollande jednak rozstał się z Trierweiler, przyłapany przez dziennikarzy na romansie z młodszą aktorką. I gdyby nie inne mankamenty prezydenta, mogłoby to jego wizerunkowi tylko pomóc.

Dobrym miernikiem popularności rodzin patchworkowych jest fakt, że dziecko we Francji można urodzić niekoniecznie w małżeństwie i jest to szeroko społecznie akceptowane. Jeszcze w 1994 roku poza małżeństwem rodziło się 275 248 dzieci, a w małżeństwie – 565 526, ale już w 2008 roku proporcje się odwróciły i większość noworodków przyszła na świat w układach pozamałżeńskich: odpowiednio 435 156 i 393 248. Według Elisabeth Badinter, francuskiej socjolożki i badaczki historii macierzyństwa, ta dowolność wyboru modelu życia przyczynia się do wyjątkowo dużej dzietności w tym kraju.

Jako matka… Nie poświęca się. I to od początku: odsetek kobiet karmiących piersią jest tu najniższy w Europie. Po wyjściu ze szpitala piersią karmi niewiele ponad połowa Francuzek; po trzech miesiącach jest to poniżej 20 procent, a po sześciu miesiącach liczba karmiących piersią jest tak niska, że we Francji nie ujmuje się jej w statystykach. To symboliczne: opieką można się w tej sytuacji podzielić, a matka robi swoje. Opieka medyczna dba też, aby położnica pozostała przede wszystkim kobietą. Po porodzie refunduje się nie tylko rehabilitację mięśni brzucha, ale też krocza. Ginekolog rutynowo zleca ją po zadaniu pytania: „Czy monsieur jest zadowolony?”. Bo powinien być: i on, i madame. Urlop macierzyński jest tu stosunkowo krótki: 16 tygodni w pełni płatnych na pierwsze dziecko i 26 na kolejne. Potem kobieta wraca do pracy – i do dawnego życia. Nikt nie uważa jej przez to za gorszą matkę.

Badinter konstatuje: „Im bardziej łagodzi się ciężar odpowiedzialności macierzyńskiej spadający na barki kobiet, tym bardziej są one skłonne spróbować tego doświadczenia lub je ponowić. Wspieranie macierzyństwa w niepełnym wymiarze godzin, którego nikt nie postrzega jako niewystarczającego, jest dziś najlepszym sposobem na zwiększenie liczby urodzeń”.

To może wyjaśniać, dlaczego przyrost naturalny we Francji jest jednym z najwyższych w Europie (i to biorąc pod uwagę rodowite Francuzki). Oscyluje wokół dwójki dzieci na kobietę; jeszcze dwa lata temu wskaźnik ten wynosił 2,03, co czyniło kraj nad Sekwaną najbardziej płodnym miejscem Europy po Irlandii. Dla porównania, w kraju matki Polki to zaledwie 1,26.