Las Vegas – miasto grzechu

Magdalena Jurkowska Bogusz / The Strip, główna ulica Las Vegas

Co takiego kryje w sobie to miejsce, że co roku, ponad 30 milionów spragnionych emocji turystów, ściąga tu z całego świata…?
Upał, skwar i suche powietrze. Żar czterdziestostopniowej temperatury daje o sobie znać. Jedyne o czym marzę to butelka zimnej wody i cień. Tak mnie wita miasto rozpusty i hazardu, miejsce ludzkich porażek i uzależnień.

reklama

Szukam odpowiedniego lokum. Nie mogę się zdecydować: czy przez chwilę poczuć się jak księżniczka z bajki i zamieszkać w Hotelu Excalibur, czy może przeżyć niezapomniane chwile we francuskim stylu, w pokoju z widokiem na Wieżę Eiffla. Ostatecznie wybieram Egipt, by w otoczeniu Sfinksów i Faraonów zostać boginią mieszkającą na jedenastym piętrze szklanej piramidy. W środku mojego grobowca znajduje się wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Idealne miejsce dla ludzi leniwych, którzy mając pod ręką kilkadziesiąt restauracji i barów, sklepy i kasyna, nie mają potrzeby wychodzić na zewnątrz. Jednak ze mną było inaczej. Nie mogłam oprzeć się pokusie…

Zabłysnąć w Vegas?

Porażające wielkością hotele i kasyna, między którymi przedzierają się tłumy turystów. Tysiące migoczących neonów, dźwięk trąbiących samochodów i okrzyki młodych panienek zwisających z limuzyn.

Oszołomiona tą ekspansywną i kiczowatą różnorodnością, odwracam głowę w kierunku małej uliczki, skąd słyszę dźwięk gitary i śpiew młodej dziewczyny. Jej smukła sylwetka i delikatny głos nie pasują do tego miejsca. Stoi na rogu ulicy, opierając się o kiosk z gazetami i próbuje zwrócić na siebie uwagę. Jean ma dwadzieścia jeden lat i pochodzi z małego miasta w Południowej Dakocie. – Jestem tu od roku. Nie chcę śpiewać na ulicy do końca życia, ale też nie chcę mieszkać w miejscu, w którym jedyną rozrywką jest zrywanie kukurydzy. Vegas to najlepsze miejsce, żeby się wybić, bo przyjeżdża tu mnóstwo sławnych ludzi i wydawców. Wierzę, że w końcu ktoś mnie zauważy.

A może szybki ślub?

Podążając dalej, widzę młodą parę. Ona w białej sukni, z dekoltem wyciętym po sam pępek, a on w kowbojskim kapeluszu i mokasynach. Stoją przed różowym Cadillaciem i nie przejmując się dziesiątkami wlepionych w nich oczu, okazują sobie czułości. Nagle ktoś krzyczy z tłumu „Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!”. Zakochani ignorują go i dalej zajmują się wyłącznie sobą: – Poznaliśmy się dokładnie rok temu w Las Vegas, dlatego chcieliśmy się tu pobrać. Mamy nadzieję, że nasze małżeństwo będzie równie szalone jak to miasto. Jessica i Brayan powiedzieli sobie „tak” jakieś dwadzieścia minut temu: – Nie chcieliśmy, żeby nasz ślub był poważny i drętwy, dlatego wybraliśmy towarzystwo Elvisa. Wsiedli więc do różowego Cadillaca, którego kierowcą był sobowtór króla rocka i pojechali w siną dal…

Jedyne w swoim rodzaju

Jak na pustynny kurort, którego początki miały miejsce zaledwie sto lat temu, Las Vegas w ekspresowym tempie zyskał sławę światowego centrum rozrywki. Kto by pomyślał, że do miejsca, znajdującego się pośrodku pustyni, pewnego dnia zaczną napływać tłumy z całego globu. Tym bardziej, że przez pierwszych 20 lat panował tu całkowity zakaz uprawiania gier hazardowych. W złotą erę miasto wkroczyło w roku 1931, kiedy ów zakaz zniesiono, a z pobliskiej budowy wielkiej zapory Hoovera, zaczęli przybywać robotnicy chcący rozerwać się w czasie wolnym od ciężkiej pracy. Potem poszło już szybko. Do miasta zaczęły przybywać największe sławy, najbogatsi ludzie, w tym zacięci hazardziści.

Ogromnym krokiem w kierunku stworzenia niepowtarzalnego, wyjątkowego miasta ruletek i pokera było otwarcie hotelu oraz kasyna Flamingo. Tym samym rozpoczęcie The Strip, 7 kilometrowego Las Vegas Boulevard, przy którym znajdują się największe, najciekawsze oraz najbardziej ekstrawaganckie lokale hazardu i rozpusty jakie kiedykolwiek widział świat.

Osoby wrażliwe na piękno i estetykę mogą poczuć się w Vegas lekko zagubione i zarazem zniesmaczone. Jest to bowiem miejsce, gdzie kontekstem architektonicznym jest bałagan i nikt nie przejmuje się tym, co zbudował sąsiad.

Wszystkie atrakcje zapewniają wnętrza hoteli i kasyn. Niektóre, tak jak The Mirage, w swojej ofercie mają gigantyczne akwarium, las tropikalny i albinotyczne tygrysy bengalskie. Jakby komuś było mało, to Bellagio, jeden z drożnych i elegantszych hoteli, zaprasza do ogrodu botanicznego, a co kwadrans, w godzinach wieczornych, na pokaz podświetlanych fontann w towarzystwie muzyki. Zakochani mogą skorzystać z rejsu gondolą po kanale znajdującym się w The Palazzo. Żądnych emocji zaprasza Stratosphere, gdzie mieści się najwyżej położona na świecie karuzela.

Hazardowy raj

Przy wejściu do największego kasyna w hotelu MGM witają mnie białe tygrysy bengalskie, które za grubą szybą, oddzielającą groźnych zabójców od gapiów, spoglądają na mnie jak na potencjalną kolację. Nieopodal kotów pięciu chłopców do słów piosenki „I’m too sexy”, na barze w kształcie koła, prezentuje i wygina swoje wysportowane ciała. Kiedy piosenka się kończy, panowie zakładają uniformy i serwują drinki rozpalonym klientkom.

W końcu jestem w samym kasynie, gdzie ze wszystkich stron dobiega mnie szczęk maszyn i brzęk żetonów. Jest tu głośno i tłoczno. Żądza wygranej omamia zarówno biednych, jak i bogatych. Czas umilają zgrabne, rozebrane panie, prezentujące swoje wdzięki na pokerowych stolikach. Między nimi, żwawym krokiem przemieszczają się kelnerki – one również nadmiarem stroju nie grzeszą. Samantha, pracuje w kasynie od 3 lat: – Największy napiwek jaki kiedykolwiek dostałam, to było 500 dolarów – gość, któremu przyniosłam drinka, właśnie wygrał 10 tysięcy.

Szybko wpadam w szpony ruletki. Stawiam 20 dolarów i wybieram: 2, 12, 20, 22; potem już mocno podekscytowana czekam na swoją wygraną. Po chwili tracę wszystko… Rozczarowana, odchodzę od stolika. Za plecami słyszę na zmianę radosne okrzyki i soczyste przekleństwa. Ktoś na znak zwycięstwa z Jednorękim Bandytą podnosi ręce do góry i podskakuje jak opętany. Komuś innemu niestety nie poszło przy pokerowym stole, więc demonstracyjnie wali pięścią w stół. Ale po chwili wyciąga kolejne tysiąc dolarów i obstawia dalej…

Bawić się i nie wydawać nic. Czy to możliwe?

Ciągle można tu znaleźć niedrogie pokoje i całkiem smaczne jedzenie, chociaż nie jest już tak tanio, jak kilkanaście lat temu. Oferowane atrakcje i rozrywki najczęściej są jednak darmowe, a dodatkowo w niektórych pubach można napić się za free. Wystarczy mieć trochę odwagi, żeby wziąć udział w konkursie tanecznym, zaśpiewać piosenkę lub po prostu ładnie się uśmiechnąć, żeby w nagrodę otrzymać „ciężko” zapracowanego drinka. W ten sposób można bawić się przez całą noc, wędrując od baru do baru i za jedyne kilka minut wstydu napić się darmowego szota…

W drodze powrotnej wchodzę do pobliskiego pubu. Mężczyźni wpatrzeni w zgrabne hostessy tańczące na barze, walczą o wzięcie udziału w kolejnym konkursie. Jest o co walczyć: w nagrodę szczęściarz wypije szota serwowanego między udami jednej z tancerek. Pięciu odważnych musi tylko wykonać swój najbardziej seksowny taniec biodrami. Wszyscy się starają, ale nie każdemu wychodzi. Jeden z nich rusza się jakby był źle zaprogramowanym robotem, a jeszcze inny jakby mu muzyka zupełnie w tańcu nie przeszkadzała. – Jeśli to jest wszystko na co Cię stać, to szczerze współczuję Twojej żonie! – komentuje prowadząca przez trzymany w ręku mikrofon.

Las Vegas nigdy nie zasypia. Z Las Vegas możesz wrócić spłukany i… zaobrączkowany. Las Vegas możesz pokochać od pierwszego spojrzenia i równie szybko je znienawidzić. Zdawać by się mogło, że wszystko, co tylko jesteś w stanie sobie wyobrazić, w tym mieście już po prostu jest… Ale pamiętaj, jak głosi dewiza promowana tu na koszulkach, plakatach oraz banerach reklamowych: „Wszystko, co wydarzy się w Vegas, zostanie w Vegas”.