Maja Ostaszewska: aktorka, aktywistka

Wrażliwa, odważna, prawdziwa. Taka jest w życiu i na ekranie. Słowo klucz do zrozumienia Mai Ostaszewskiej? Empatia. Niezbędna do wykonywania jej zawodu, do bycia człowiekiem i wygrania plebiscytu na Solidarną Kobietę 2016 roku! Po tym wywiadzie zrozumiecie, dlaczego najwięcej głosów Czytelnicy oddali właśnie na nią.

fot. Rafał Masłow

reklama

To już oficjalne – głosami czytelniczek SENSu zostałaś Solidarną Kobietą 2016 roku. Gratuluję!

Dziękuję, przyjmuję to z wielką wdzięcznością i radością. Grono nominowanych było tak fantastyczne, że samo znalezienie się wśród nich jest wielkim wyróżnieniem. Jestem wielbicielką wielu nominowanych pań i organizacji, które reprezentują, jak chociażby Doroty Warakomskiej, która reprezentuje Kongres Kobiet (podczas ostatniego miałam zaszczyt być jedną z panelistek). To są wspaniałe osoby. Prawdziwie solidarne. Bardzo się cieszę, że jest tak dużo kobiet zaangażowanych w działania na rzecz innych, na przykład z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, z którą związałam się w ubiegłym roku. Jestem świadoma tego, że jako osoba medialna mam dostęp do większej grupy odbiorców, co pewnie wpłynęło na liczbę głosów. Ale też dzięki temu mogę nagłaśniać pewne sprawy, wspierać organizacje. I staram się to robić.

Ostatni rok to był „czas kobiet”?

Zdaję sobie sprawę, że czym innym jest jednorazowe wzięcie udziału w manifestacji, a czym innym praca od podstaw, wspieranie i edukowanie kobiet na terenie całej Polski, jak robi to chociażby Fundacja Centrum Praw Kobiet. Jest wiele stowarzyszeń, które na rzecz kobiet działają od lat, konsekwentnie i z uporem – chylę czoła przed tymi cudownymi kobietami. Ale ten rok naprawdę był przełomowy. Nastąpiło coś w rodzaju przebudzenia. Smutny jest powód tego przebudzenia, czyli silna chęć zawłaszczenia naszych praw i uprzedmiotowienia kobiet – ale efekt jest pozytywny. Zjednoczyłyśmy się, wzięłyśmy sprawy w swoje ręce. Coraz więcej osób ze środowisk, które do tej pory lekceważyły feminizm czy wypaczały jego znaczenie, zmienia swoją postawę. Zaczyna rozumieć, że feminizm chce równouprawnienia, a równouprawnienie to walka o prawa każdego człowieka, czyli każdego z nas, również o prawa mniejszości. Uważam, że będąc inteligentnym człowiekiem o prowolnościowych poglądach, nie można nie być feministą.

Wiecej w Sensie 05/2017. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »