Spotkania: Joanna Kulig

Ekspresyjna, empatyczna, zdolna. Ostatni rok na pewno należał do niej. Filmy, seriale, koncerty. Jak się zresetować po tak intensywnym czasie? Jak nie zwariować?„Wiem, jak ważne są drobiazgi, Pyszne jedzenie, pachnąca świeca, rozmowa z przyjacielem. I pewnie to jest ta moja muszynka We mnie – mała społeczność, Duża tożsamość”
– śmieje się Joanna Kulig.

Jeśli aktorka jest żoną reżysera, to należy jej zazdrościć czy współczuć?

reklama

[Śmiech] Coś ty, mnie taki związek bardzo pomaga.

Ale odmówiłaś głównej roli w „I Love You so Much”.

No, bo być pierwszoplanową aktorką u własnego męża?! Wtedy pomyślałam, że to takie… za proste. Ostatnio zagrałam w jego filmie „Disco polo”, ale mam takie poczucie, że na tym mężu nie należy się aż tak opierać, wiesz? Fajnie jest przyglądać się Maćkowi i widzieć, jak funkcjonuje w tym samym zawodowym świecie co ja, ale jednak z zupełnie inną optyką. Ja działam w tłumie i bardzo to lubię, on pracuje raczej solo. Szuka tematów, pisze scenariusze, a jego kontakt z żywym człowiekiem w pracy to miesiąc na planie. Dla mnie takie podglądanie go od środka jest nie tylko inspiracją, ale też lekcją rozumienia innych reżyserów, którzy mają (a przynajmniej powinni mieć) te kilka cech, których aktor mieć nie musi: twardy charakter czy ogląd wszystkich możliwych warstw produkcji.

Która twoja rola według Maćka jest najlepsza?

Nie wiem… To ciekawe. Może ta pierwsza w „Środa, czwartek rano” Grzegorza Packa? Tak obstawiam.

Więcej w Zwierciadle 10/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »