Poczytaj mi, mamo: dlaczego powinniśmy czytać dzieciom?

54018592 - happy loving family. pretty young mother reading a book to her daughters

Wielu rodziców uważa, że czytanie dziecku to rozrywka. Jednak to przede wszystkim wzajemna bliskość, wprowadzanie w świat języka, wiedzy i wartości, inspirowanie do rozmów o książkach i życiu – przekonuje Irena Koźmińska, prezes Fundacji „ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom”.
Cała Polska już wie, że trzeba czytać dzieciom?

Wiedzą o tym rodzice dziesięciolatków, którzy dzięki naszej kampanii przyjęli przesłanie: „Czytaj dziecku 20 minut dziennie, codziennie”. Młodszym rodzicom trzeba to wciąż przypominać. Są coraz bardziej zajęci robieniem kariery, spłacaniem kredytów, a do dzieci szukają podwykonawców. To, że nie są skłonni do poświęcania im czasu, wynika po części z tego, że sami byli tak wychowywani – że doświadczyli żłobka, niań, samotności z kluczem na szyi. Tymczasem efekty takiego wychowania widać gołym okiem, nie tylko w Polsce. Ogromne problemy emocjonalne dzieci i nastolatków na Zachodzie wyraźnie pokazują, że pewne praktyki są dla nich szkodliwe, a my je bezkrytycznie przyjmujemy.

Jakie na przykład?

Choćby oddawanie maleństw do żłobka, posyłanie dzieci w wieku sześciu lat do szkoły, ciągłe testy, przeciążenie dzieci stresem i zajęciami. Nie chodzi o to, że maluchy nie nadają się do szkoły, ale że nasza szkoła nie nadaje się do opieki nad nimi, głównie z uwagi na brak wiedzy psychologicznej i dotyczącej rozwoju mózgu, hamowanie myślenia i kreatywności dzieci, mentorskie nastawienie wielu nauczycieli, złe programy nauczania. Młody mózg najlepiej uczy się poprzez ruch i własne doświadczenie, a szkoła wymaga siedzenia w ławce i słuchania. To jest dobre dla emerytów, nie dla sześciolatków, dla których bezruch to istna tortura. A stres blokuje możliwość uczenia się. I jak dzieci mają się nauczyć mowy, skoro nawet gdy rozmawiają na temat, natychmiast są uciszane? Sensy i bezsensy edukacji wczesnoszkolnej świetnie opisała prof. Dorota Klus-Stańska w książce o takim tytule.

Mówienia, wychowywania powinni uczyć rodzice.

Jeszcze niedawno, cytując psychologów, mówiłam, że rodziców nikt nigdy nie uczył, jak wychowywać dzieci. Po lekturach takich, jak „Wychowywanie chłopców” Steve’a Biddulpha czy „W głębi kontinuum” Jean Liedloff, uświadomiłam sobie, że to współczesnych rodziców nikt nie uczy! W dawnych wielodzietnych i wielopokoleniowych wspólnotach, zanim młodzi ludzie zostali rodzicami, przechodzili naturalny trening rodzicielskich umiejętności i byli nieźle zorientowani, w jaki sposób obchodzić się z dzieckiem. I mieli ciągłe wsparcie. Wtedy nie byłaby możliwa sytuacja, że matka nie rozmawia ze swoim dwuletnim synkiem lub sześciomiesięczną córeczką, bo czeka, aż on czy ona zaczną mówić! Na niedawnej konferencji w Lipsku eksperci z 36 krajów uznali, że dzisiaj wczesna edukacja językowa jest zagrożona.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »