Tata na zakręcie. Jacy są współcześni ojcowie?

123rf.com

Współczesny tata nie siada już po pracy z kawą 
przed telewizorem. Potrafi zmienić pieluchę,

reklama

chętnie opowie bajkę na dobranoc i przytuli. Ale czy zawsze? 
Choć ojciec nieobecny i karcący to

dla współczesnego mężczyzny antywzór, czasem niebezpiecznie się do niego zbliża.
– Na stole kawa, koniecznie w szklance. Stopy oparte na pufie. Resztę ciała zakrywa gazeta – ten obraz maluje przede mną Mariusz, kiedy pytam o jego relacje z ojcem. – Mój tata był jak magik: był i nie był jednocześnie. Fizycznie obecny, ale zatopiony w swoim męskim świecie: w relaksowaniu się po pracy, majsterkowaniu przy samochodzie czy rozmowie z sąsiadem. Dopiero kiedy stałem się nastolatkiem, zaczął mnie dopuszczać do tego świata. A wtedy z kolei ja nie chciałem do niego wchodzić.
Nie, Mariusz nie ma ojcu nic do zarzucenia. Tak jak on wychowywały się wszystkie dzieci z jego osiedla. – Nie chodziło nawet o to, że nasi ojcowie nie mieli dla nas czasu. Oni po prostu uważali, że świat dorosłych i świat dzieci to osobne terytoria i ich mieszkańcy powinni się odwiedzać tylko od wielkiego dzwonu – podsumowuje.
Obraz ojca z gazetą i kawą zalewajką wrócił do niego dwa lata temu, kiedy jego partnerka zaszła w ciążę. – Jasne, że byłem szczęśliwy, długo czekaliśmy, aż na teście pokażą się dwie kreski. Popołudniami wspólnie kompletowaliśmy wyprawkę, nad łóżkiem powiesiliśmy zdjęcie Tymka wykonane podczas USG. Już wtedy wiedziałem, że nie chcę być 
– jak mój ojciec – rodzicem niedostępnym. Marzyłem, że zbuduję dla syna świat, który będzie bezpieczny i pełen wyzwań jednocześnie.
W praktyce Mariusz, który jest dziennikarzem, próbuje łączyć życie rodzinne i zawodowe („wodę z ogniem” – mówi). Opieką nad dzieckiem dzieli się „po połowie” z partnerką, która podobnie jak on pracuje na akord. – Odpisywanie na mejle w czasie, kiedy Tymek je podwieczorek, i próba napisania tekstu w czasie przedpołudniowej drzemki. Do tego pięć kaw na dobę, żeby utrzymać wystarczający poziom koncentracji. I bezustanne poczucie, że ani w życie rodzinne, ani w zawodowe nie wchodzę całym sobą. Bycie ojcem zaangażowanym i dobrym pracownikiem po prostu mnie przerasta – opowiada, próbując dogonić ponadrocznego dziś Tymka.

Ojciec nieobecny
Nie tylko Mariusz nie radzi sobie z ojcowską rzeczywistością. Coraz więcej mężczyzn szuka swojej drogi. Mają tę możliwość, bo ojcostwo bardziej niż kiedykolwiek w historii jest dziś kwestią świadomego wyboru, a nie przymusu kulturowego. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu posiadanie dzieci było oczywistością, dziś jest jedną z opcji, które oferuje nam życie. Decyzja o posiadaniu dzieci bywa poprzedzona lekturami, planowaniem i refleksją oraz… rozliczeniami z własnym dzieciństwem. Mimo starań wielu mężczyzn ma trudności w budowaniu relacji z dziećmi, bo sami nie doświadczyli prawdziwej relacji ze swoim ojcem.

Anthony Giddens, brytyjski socjolog, zauważa, że w kulturze zachodniej do lat 70. XX wieku ojcowie byli w domach nieobecni. W czasie wojny zajęci walką, w czasie pokoju – pracą, dzięki której utrzymywali rodzinę. Nawet jeżeli spędzali czas w domu, nie angażowali się emocjonalnie w sprawy kobiet i dzieci. Rewolucja w sferze ojcostwa do Polski przyszła później niż do Europy Zachodniej, bo dopiero w latach 90. Jesper Juul, duński terapeuta, pedagog i ojciec zaangażowany w tę rewolucję, w książce „Być mężem i ojcem” pisze o niej tak: „My, nowi ojcowie, nie chcieliśmy naśladować naszych ojców. A mimo to nie potrafiliśmy świadomie wypracować własnego wzorca postępowania i roli w rodzinie – ulegliśmy pokusie naśladowania matek. Zaczęliśmy robić to samo co one: kąpać i karmić dzieci, zmieniać im pieluchy, nosić je na rękach i kołysać, bawić się z nimi i chodzić na spacery. A to wszystko pod ścisłą kontrolą matek”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »