1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

„W wychowaniu stawiam na wiedzę” – mówi Marielle Tourel, znana jako Rozwojowa Mama

Marielle Tourel z rodziną  (Fot. Szymon Szcześniak/Visual Crafters)
Marielle Tourel z rodziną (Fot. Szymon Szcześniak/Visual Crafters)
Po urodzeniu córki irytowało mnie, gdy mąż mówił, że nie ma sił. Przecież to ja jestem wykończona! W końcu uświadomiłam sobie, że jak on mówi, że jest zmęczony, to nie znaczy, że ja nie jestem – mówi Marielle Tourel, mama 4-letniej Layli i rocznego Lenny'ego.

Jestem wychowana w wielojęzycznej i wielokulturowej rodzinie. Mieszkałam w Nowym Jorku, Warszawie, Londynie, Dubaju, Dublinie i Tel Avivie. Wykształcenie ekonomiczne zdobyłam w Imperial College London oraz London School of Economics and Political Science (LSE).
Zawsze wiedziałam, że chcę pracować zawodowo w obszarze związanym z edukacją dzieci, bo dzieci to nasza przyszłość. Wiedziałam, że jeśli będziemy edukowali dzieci i budowali ich wrażliwość na problemy świata, kompetencje do ich rozwiązywania, do myślenia innowacyjnego – to świat będzie lepszy. Od zawsze interesowałam się też pomaganiem dzieciom. Moi rodzice całe życie sponsorowali domy dziecka, oddziały onkologiczne. Prowadzili największy w Warszawie sklep z zabawkami na placu Konstytucji. Wyrosłam w domu, gdzie wszystko kręciło się wokół dzieci, pomagania. Teraz wraz z obserwatorami mojego profilu Rozwojowa Mama pomagamy dzieciom w domu dziecka w Krasnymstawie oraz rodzinom zastępczym.

Naprawa to podstawa

Kiedy zostałam mamą, nie miałam jasno określonej wizji wychowania. Wiedziałam, że nie mogę poprzestać tylko na wzorowaniu się na rodzicach, bo oni korzystali ze swojego doświadczenia i wiedzy, do jakiej mieli wtedy dostęp. A nauka poszła do przodu. Ze względu na moje doświadczenia zawodowe oraz wykształcenie, wchodzę we wszystko, co robię, bez oczekiwań i poglądów. Dzięki temu nie szukam argumentów, które potwierdzają moje teorie, tylko poznaję nowe obszary z ciekawością, bez uprzedzeń.
Tak wchodziłam w macierzyństwo. Jako mama od początku postawiłam na wiedzę. Byłam przekonana, że muszę się edukować, analizować badania wiodących instytucji zajmujących się rozwojem dziecka. Jeszcze zanim urodziłam córkę, dużo na ten temat czytałam. Nie chcę, żeby zabrzmiało, że wychowanie to metodologia, ponieważ każde dziecko jest inne, ma indywidualny temperament.

Wiedza pomaga jednak rodzicom lepiej zrozumieć zachowania i potrzeby dziecka oraz dostosowywać do nich swoje reakcje. Po prostu mając wiedzę, łatwiej jest podejmować codzienne rodzicielskie decyzje.
Na przykład jeśli wiemy, że samoregulacja to umiejętność, która rozwija się w procesie współregulacji poprzez szybką empatyczną reakcję opiekuna na stres dziecka i że w ten sposób buduje się jego poczucie bezpieczeństwa, to wiemy, co robić w sytuacji kryzysowej. Dzięki wiedzy zdajemy sobie sprawę, że poczucie bezpieczeństwa jest kluczowe, że wpływa na wszystkie sfery życia dziecka w dorosłości, czyli na to, jak będzie budowało relacje, rozwiązywało konflikty, rozwijało się zawodowo. Wiedza daje nam narzędzia do szybkiego podejmowania decyzji, z którymi czujemy się komfortowo, które są najlepsze dla naszej rodziny i dla naszego dziecka. Pozwala nam mądrze reagować w różnych sytuacjach.

Nie ma idealnego rodzica, każdy może stracić kontrolę, wybuchnąć, źle zareagować na zachowanie dziecka. To, co wtedy kluczowe, to naprawa. Czyli jeżeli straciliśmy nad sobą kontrolę, dziecko płacze, to trzeba do niego podejść, przeprosić, przytulić je, powiedzieć, że się je kocha. Nie obwiniać go za to, że straciliśmy kontrolę, bo to nie jest jego wina, tylko nasza odpowiedzialność. Taka naprawa naszego zachowania przywraca relację do stanu poczucia bezpieczeństwa. Uczymy wtedy dziecko, że każdy może popełniać błędy, ale trzeba za nie przeprosić, że konflikty się zdarzają i że się je rozwiązuje.
Tymczasem wielu rodziców wtedy się kłóci, wchodzi w konflikt albo przemilcza problem, a potem wraca do funkcjonowania ze swoim „skaleczeniem”. I problem narasta. To, że nauczyłam się z badań, jak ważna jest naprawa, wpłynęło na moje relacje z mężem. Teraz jak się kłócimy, to się też godzimy. Przy czym bardzo ważne, żeby dziecko, które widziało kłótnię rodziców, widziało też naprawę. Jeśli więc kłócimy się przy córce, to też przy niej się godzimy. Badania wykazują, że kłótnia rodziców powoduje stres u dziecka, więc naprawa jest bardzo ważna, żeby poczuło się bezpiecznie.

Akceptujmy emocje

Przed urodzeniem córki robiłam międzynarodową karierę, dużo podróżowałam po świecie, prowadziłam bujne życie towarzyskie. I nagle nie wiedziałam, kim jestem: Marielle, mamą, ekonomistką? Szukałam swojej identyfikacji. Czułam się pogubiona, zastanawiałam się, jak będę się dalej rozwijać. Większość moich przyjaciół nie miała dzieci, więc moje przeżycia były dla nich albo mało interesujące, albo ich nie rozumieli. Dlatego czułam się osamotniona i strasznie zmęczona. Nagle nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Jak nie masz dziecka, to zakładasz kurtkę i wychodzisz z domu, a jak masz dziecko, to musisz przewidzieć wiele sytuacji, co zajmuje czas, więc zaczęliśmy się wszędzie spóźniać (chociaż nie byliśmy wcześniej superpunktualni…). Zaczęliśmy z mężem licytować się, co kto zrobił albo czego nie zrobił, że ja spałam tyle, a on tyle. Trudno było nam na nowo zbudować swoją relację. Dopiero po czasie dowiedziałam się, że zmęczenie obniża samoregulację o 90 procent. Czyli dużo trudniej jest sobie poradzić, kiedy jesteśmy niewyspani. Jeśli rodzice wiedzą, że mogą być poirytowani z powodu osłabionej samoregulacji, to będą na to przygotowani.

Często wchodzimy w rodzicielstwo z bajkową wizją wmówioną im przez marketing: uśmiechnięty malec, zadbana mama, lśniący dom. Ta wizja powoduje, że partner ma pretensje do partnerki, że sobie nie radzi, podczas gdy wszystkie kobiety dają radę. To rodzi frustrację matek, które chciałyby wsparcia partnera. Teraz na szczęście ojcowie są bardzo zaangażowani, ale nadal jest mała wiedza na temat tego, jak zmienia się relacja partnerów po przyjściu na świat dziecka. Mnie nikt nie powiedział, że będziemy zmęczeni, że będziemy się kłócić. Piotrek źle znosił nieprzespane noce, był poirytowany, nie rozumiał, jak ma mi pomagać, skoro nie karmi piersią. Później dowiedziałam się, że nie tylko my tak mamy, że narodziny dziecka wpływają na rodziców i na ich relację, że wiele małżeństw odnotowuje duży spadek satysfakcji małżeńskiej i ten stan utrzymuje się dosyć długo, do trzech lat od urodzenia dziecka. Sporo małżeństw nie przetrwa tego czasu.

Badania pokazują, że parom świadomym tych zagrożeń łatwiej rozwiązywać konflikty, mieć większą na nie tolerancję: „Popatrz, kłócimy się, moja samoregulacja jest osłabiona, bo jestem zmęczona”. My przy drugim dziecku o wiele lepiej umieliśmy sobie radzić z problemami, ponieważ byliśmy na nie przygotowani. Znaleźliśmy sposoby współpracy: jeśli ja mam dyżur w nocy, to mąż zajmuje się dzieckiem rano, a ja odsypiam. Kiedy karmiłam, to oczywiście ja „robiłam” noce. Zrozumieliśmy, że jak jedno z nas mówi, że ma problem, to szukamy rozwiązania. To kluczowe podejście. Pamiętam, jak irytowałam się, gdy mąż mówił, że nie ma sił. Przecież to ja jestem wykończona! W końcu uświadomiłam sobie, że jak on mówi, że jest zmęczony, to nie znaczy, że ja nie jestem! Po prostu jesteśmy razem zmęczeni. Trzeba akceptować emocje drugiej strony i szukać rozwiązań problemów.
To samo dotyczy relacji z dzieckiem. Trzeba pomagać mu rozwijać kluczowe umiejętności, takie jak radzenie sobie ze stresem, frustracją. Ale najpierw potrzebna jest nasza empatyczna reakcja i akceptacja jego emocji. Dopiero wtedy możemy uczyć poprawnych sposobów ich wyrażania i radzenia sobie z nimi.

Spriorytetyzowałam swoje życie

Najważniejszą rolą rodzica jest zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa. Jest bardzo wiele mitów na ten temat, na przykład taki, że poczucie bezpieczeństwa wymaga bezstresowego wychowania. Otóż nie wymaga!
Taki przykład: rozbiła się ukochana różdżka Layli, gwiazdki rozpadły się po podłodze. Jest straszny płacz. Mogłabym zareagować na dwa sposoby – na przykład powiedzieć: „Oj, nie dramatyzuj, to tylko różdżka”. Albo: „Nie martw się, zaraz kupię ci nową”. Mogę też potraktować utratę różdżki jako okazję do nauki radzenia sobie ze stratą.
Co więc zrobiłam? Kucnęłam do jej poziomu, przytuliłam ją, powiedziałam: „Rozumiem, że jest ci przykro, że różdżka się rozbiła, mnie też jest przykro, razem to przeżywamy, jestem przy tobie”. Oczywiście córka płakała dalej, więc dalej z nią rozmawiałam. Kiedy się uspokoiła, zapytałam: „Co możemy teraz zrobić? Jak mogę ci pomóc?”. Odpowiedziała, żebyśmy zebrały wszystkie gwiazdki z podłogi, więc wspólnie je zebrałyśmy, włożyłyśmy do różdżki, okleiłyśmy taśmą. Ona wyszła z tego z poczuciem „Poradziłam sobie z trudną sytuacją i znalazłam rozwiązanie”. Ale nawet gdyby się nie udało naprawić różdżki, to ważne, że ona sama się uspokoiła, poradziła sobie z trudnym przeżyciem i przede wszystkim przekonała się, że jak będzie prosiła o pomoc, to jej pomogę, że zawsze znajdzie u mnie wsparcie. I na tym polega poczucie bezpieczeństwa, a nie na chronieniu przed stresem.

Wszystkie sytuacje, w jakich znajdzie się dziecko, zwłaszcza te trudne, mogą być okazją do nauki. Gdy córka płacze, bo na przykład ma niebieski kubek, a chciała różowy, albo zepsuła się jej zabawka – biorę głęboki oddech i traktuję tę sytuację jako okazję do rozwoju kluczowych umiejętności, które wpłyną na jakość jej życia.

Kiedyś denerwowałam się, że córka długo nie zasypia, a ja muszę przygotować się do konferencji, odpisać na maile. Teraz dzięki wiedzy wiem, że – po pierwsze – najważniejsze miejsce, w którym powinnam być, jest obok mojego dziecka. Po drugie – ta sytuacja to okazja do ćwiczenia cierpliwości i samoregulacji. Po trzecie – zasypianie to umiejętność samoregulacji, którą rozwija się do 25. roku życia. Dziecko potrzebuje czasu, żeby się wyciszyć, w czym pomaga czytanie książek, atmosfera spokoju, ciepła, miłości, łagodna muzyka, słabe oświetlenie. I rutyna, która powoduje przewidywalność. Wcześniej usypiając Laylę, myślałam o kilku rzeczach, które muszę zrobić, teraz wiem, że w tym momencie najważniejsze jest bycie przy niej.

Z drugim dzieckiem jest łatwiej, choć przybywa zadań. Ale niemożliwe, żeby stworzyć identyczne warunki jak przy pierwszym. Jestem bardziej doświadczona, znajduję się na innym etapie życia, relacja między mną a mężem jest inna, w domu jest już dziecko, nie mam tyle czasu dla drugiego, ile miałam dla pierwszego. Ważne, żeby nie porównywać dzieci, to może źle wpłynąć na ich relację.
Empatii i asertywności będę uczyła tak samo syna, jak i córkę. Z Laylą niedawno przećwiczyłyśmy naukę asertywności. Wróciła z przedszkola i opowiada, że pewien chłopczyk wyrwał jej zabawkę. Powiedziałam jej, że jak będzie chciał jej wyrwać zabawkę następnym razem, to ma podnieść palec i stanowczo powiedzieć: „Nie, nie, nie”. Przećwiczyłyśmy scenkę, w której ja byłam tym chłopczykiem. Następnego dnia wróciła podekscytowana, że sposób zadziałał!

Reguły dają przewidywalność

Stosowanie kar i nagród to moim zdaniem ślepa uliczka. Powinniśmy pomóc naszemu dziecku rozwinąć potrzebne umiejętności nie dla nagrody. Layla sprząta zabawki pod koniec dnia. Gdyby miała za to dostawać nagrody, musiałabym je kupować codziennie! Uczyłam ją to robić od początku, najpierw sprzątałyśmy razem, w formie zabawy, na przykład mówiłam: „Ty sprzątasz czerwone klocki, ja niebieskie”, włączałam też jej ulubioną muzykę.
Czasem Layla zrobi bałagan i chce iść na basen. „No dobrze”, mówię, „pójdziesz, ale jak posprzątasz”. Jeśli tego nie zrobi, nie idziemy. Ważne jest stawianie granic i utrzymanie ich, bo to pozwala dziecku zrozumieć, że zachowania niosą konsekwencje. Konsekwencje to nie kara. Karą będzie na przykład powiedzenie: „Jak nie posprzątasz, nie dam ci deseru”. Sprzątanie i deser nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. A konsekwencja ściśle wiąże się z działaniem. Inny przykład: Layla rysuje kredkami po podłodze. Mówię: „Nie wolno rysować po podłodze, rysuje się na papierze. Rysując po podłodze, niszczysz ją”. Ona mimo wyjaśnień nadal to robi. Ostrzegam: „Jeszcze raz to zrobisz, zabiorę ci kredki”. Jeśli nadal to robi, zabieram kredki. Tłumaczę: „Znałaś zasadę, ale ją złamałaś, więc zabrałam ci kredki”. Ona: „Obiecuję, że już nie będę”. Jeśli decyduję się oddać jej kredki (to zależy, ile razy omawiałyśmy tą zasadę), to jasno z nią ustalam zasadę zabawy z kredkami. Gdy ją złamie, od razu zabieram kredki i wtedy jej nie oddaję danego dnia. W taki sposób staję się dla niej przewidywalna i uczę ją dobrych zachowań. Ważne, żeby tłumaczyć granice oraz zasady, w tym przypadku, że niszczy się podłoga. Wszystko to w duchu miłości, atmosfery ciepła. Niektóre dzieci mają większy temperament, potrzebują więc mocnego stawiania granic. Gdy mówimy, że coś się stanie, to się stanie; gdy coś obiecujemy, to dotrzymujemy słowa. Jeśli jesteśmy konsekwentni i wspieramy dziecko w uspokajaniu się, to takie reguły działają.

Jestem bardzo dobrą mamą!

Dużo pracuję, często mam poczucie, że za dużo. Bardzo mi pomogło uświadomienie sobie, że dziecko nie wymaga bezpośredniej opieki matki, że może zbudować relację opartą na poczuciu bezpieczeństwa z wieloma opiekunami: babcią, ciocią, nianią, wychowawczynią w przedszkolu. Wręcz im więcej ludzi, z którymi dziecko czuje się bezpiecznie, tym większa różnorodność jego doświadczenia. Jestem przekonana, że dziecku najlepiej będzie ze mną, ale wiem, że muszę i chcę działać i że robię to też dla moich dzieci.
Uważam, że jestem bardzo dobrą mamą, co nie znaczy, że nie popełniam błędów. Daję dzieciom to, co najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa, wsparcie w nauce kluczowych umiejętności, dom pełen miłości, czas, wspólną zabawę. Stworzyłam gry pomagające dzieciom rozwijać ważne umiejętności, na przykład grę „Memory o emocjach”, rozwijającą pamięć i inteligencję emocjonalną czy gry wspierające samoregulację, na przykład „Gra przeciwieństw” i „Rozwojowy sorterek”, które zostały zaprojektowane na podstawie wyników badań naukowych o wpływie tego typu ćwiczeń na rozwój samoregulacji. Niezwykle ważne są wspólne zabawy, interakcje z dzieckiem.

Dzięki moim dzieciom mam nowe życie, mój świat zrobił się większy. Wcześniej to była planeta Ziemia, a teraz to jest cały Układ Słoneczny.

Napisałam książkę „Twoje dziecko – mądre, zdolne, szczęśliwe”, żeby się tą wiedzą podzielić. To ona spowodowała, że się zmieniłam jako koleżanka, partnerka, że umiem wrażliwie reagować na emocje moich dzieci i je wspierać. I że jako mama jestem o wiele spokojniejsza, niż byłam. Książka prezentuje syntezę i przekłada na zrozumiały język ogromny dorobek naukowy z wielu dziedzin związanych z rozwojem dziecka: od stworzenia solidnych podstaw po wsparcie w rozwijaniu umiejętności, których potrzebuje, żeby odnieść sukces. Cieszę się, że książka stała się bestsellerem (ponad 18 tysięcy sprzedanych egzemplarzy ) i że coraz więcej rodziców korzysta z tej wiedzy. 

Marielle Tourel znana w sieci jako Rozwojowa Mama, autorka książki „Twoje dziecko – mądre, zdolne, szczęśliwe”, ekspertka ds. edukacji rodzicielskiej, propagatorka wiedzy o rozwoju dziecka opartej na badaniach naukowych, twórczyni gier wspomagających kształtowanie kluczowych kompetencji dzieci.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze