Kubik i french press

Złożyło się tak ostatnio, że znalazłem się na jachcie i to w dodatku na Bałtyku. Nie było ciepło. Właściwie temperatura była całkowitym przeciwieństwem tego, co zwykłem za ciepło uznawać. Gdy budziłem się wcześnie rano, lekko szczekając zębami, pierwsze, o czym myślałem, to była filiżanka ciepłej kawy.

reklama

Niestety, zupełnie nie przemyślawszy tematu, nie wziąłem ze sobą żadnych akcesoriów. Strach zajrzał mi w oczy. Nad głową przeleciało widmo kawy rozpuszczalnej (gorzej) lub operacje polegające na zalewaniu fusów wodą (lepiej – to wbrew pozorom da się zrobić w taki sposób, aby dostać smaczny napar). Trzeba tylko najpierw zaopatrzyć się w świeżą i dobrą kawę – kiedyś opowiem). Okazało się jednak, że na ratunek przyszło mi, i całej ekipie, urządzenie, które dziwnym trafem jest w dużej części domów, tylko rzadko się go używa, w przeświadczeniu, że to dobrej kawy nie robi. Otóż robi. French press, bo o nim mowa, jest bardzo prostym i łatwo dostępnym sposobem na bardzo fajną filiżankę kawy do porannej gazety, bądź raczej – regulowania społecznych relacji na fejsie.

Jeżeli french press wyciągacie z samego dna szafki z porzuconymi przyborami kuchennymi i mozolnie staracie się odlepić od niego pajęczyny i kawałek starej pomarańczy, to nie zapomnijcie go również dokładnie umyć. I nie chodzi tu o oczywistą część szklaną, ale bardziej o sam tłoczek z uszczelką. Musicie całość po prostu rozebrać na części i dokładnie wypłukać, usuwając resztki starej kawy, która popsułaby całą zabawę. Poza french press-em potrzebujecie jeszcze dokładnej wagi, dobrej kawy (u mnie teraz w młynku majstersztyk z otwierającej się właśnie krakowskiej palarni – niedługo więcej informacji. Kenya, w każdym razie), młynka, filtrowanej wody. Przydaje się coś, co odmierza czas. A! I dwie większe łyżeczki – mogą być srebrne.

Kawy potrzebujecie między 60, a 75 gramów na litr. Ja użyłem dla mojego półlitrowego dzbanka 37 gram kawy. Tę ostatnią mielicie dosyć grubo. Grubiej niż do drippa. Gruboziarnista sól może być pewnym odnośnikiem albo grubo zmielony pieprz. W międzyczasie gotujecie wodę (Woda! Nie byle jaka z kranu, która może zapachem umarłego poderwać na nogi. Używajcie filtrowanej lub butelkowanej. Twarda i niesmaczna woda zamieni waszą kawę w coś absolutnie obrzydliwego). Pamiętajcie, aby dokładnie dogrzać french press przed zaparzeniem w nim kawy. Jak już macie wszystko gotowe, to stawiacie dzbanek na wadze, wsypujecie kawę, zerujecie wagę i wlewacie odpowiednią ilość wody (odpowiednia temperatura to 92 – 94 stopnie C). Czekacie 4 minuty, aż kawa się zaparzy. Następnie przy pomocy łyżeczki lekko mieszacie górną warstwę, gdzie będzie pienisty, orzechowy osad, który potem w całości usuwacie, używając do tego zestawu dwóch łyżeczek. Uzyskacie w ten sposób bardziej czystą w smaku kawę, bez nieprzyjemnych nut. Teraz pozostało już tylko dociśnięcie kawy tłokiem i niezwłoczne przelanie do filiżanek. Tłok nie powinien stawiać zbyt dużego oporu – jeżeli tak się dzieje, to prawdopodobnie mielicie kawę zbyt drobno. Ot i cała filozofia. Zupełnie nieskomplikowane, a od ręki macie smaczną kawę na poranny podbój świata.

(Tymczasem będąc na Szpitalnej w Warszawie wpadnijcie do my’o’my. Nie tylko zjecie dobre rzeczy, ale od poniedziałku świeża dostawa singli do drippera. Żal byłoby, żeby ktoś to wszystko wypił przed wami.)