Tomek Woźniak: Zjem wszystko

Tomek Woźniak gotuje i dużo podróżuje. Zdarza mu się zjeść bycze penisy, rozgwiazdy, żabie udka a nawet wróbelki!
Pieprzna historia (Wspomnienie smaku z podróży) Dla mnie każda podróż to właściwie podróż kulinarna. Kiedy myślę o różnych miejscach na świecie, przypominam sobie potrawy, które tam jadłem. Nowy Jork to hot dogi, Londyn – fish & chips oraz czekoladowe brownies, a Niemcy – bratwursty polane złocistą musztardą w chrupiącej bagietce. Ostatnio wróciłem ze Styrii, smakowitego regionu Austrii, który przypomina Toskanię czy Prowansję jeszcze sprzed turystycznego zadeptania. Styria słynie z wyjątkowego Sauvignon Blanc, soków jabłkowych Ditricha, syropu z białego bzu, oleju z pestek dyni (podobno ma zbawienny wpływ na męską potencję, podobno, bo akurat w Austrii jest ujemny przyrost naturalny), dojrzewającej szynki ze szczęśliwej świni – mangalicy oraz czekolady pana Zottera, która obudzi zmysły każdego, kto jej spróbuje. Moja ulubiona jest z polentą, skórką cytrynową oraz morelami z doliny Wahau. Jeśli chodzi o bardziej egzotyczne, pieprzne smaki, zapamiętałem chili crab w Singapurze. To niezwykła potrawa łącząca kuchnię chińską z indyjską – jest w niej więc i tikka masala, i jogurt, i pasta kokosowa. Całość podaje się z ciepłymi bułeczkami mantou, które macza się w daniu. Także w Singapurze próbowałem najostrzejszych skrzydełek na świecie! Ręce piekły, z oczu leciały łzy, moje usta po wszystkim przypominały usta Angeliny Jolie, ale warto było to przeżyć! Pamiętam też kukurydzę kupioną u starszej pani z niezwykle promiennym uśmiechem w drodze do świątyni w Tajlandii nieopodal Chiang Mai. Zabrakło mi wtedy benzyny, po wielkich trudach udało mi się ją wreszcie zdobyć… w butelce po whisky. Grillowana kukurydza była wyśmienita. Zerwana parę minut wcześniej, soczysta, aromatyczna, słodka i mięciutka. Wspomnienie na całe życie! Musztarda po obiedzie (Miałem okazję, ale nie spróbowałem) Jem raczej wszystko. Mogę wymienić najdziwniejsze potrawy, jakich próbowałem. Zawsze marzyły mi się insekty. Udało mi się je zjeść w Bangkoku, gdzie właśnie hucznie obchodzono urodziny królowej, m.in. organizując kolorowe uliczne jarmarki (na jednym z nich robiłem sałatkę z zielonej papai w wielkim moździerzu przypominającym afrykański tam tam, kurczaki w trawie cytrynowej oraz herbatę z mlekiem skondensowanym). Na straganie z jedzeniem kupiłem torebkę z przekąskami, taką jaką można zabrać ze sobą np. do kina. Były w niej m.in. karaluchy i skorpiony – prażone i słodkie. Niestety, moje marzenie skończyło się chitynowym rozczarowaniem. Poza chrupiącą skorupką nie było tam nic, po prostu pustka! Dostarczyłem sobie nieco odżywczych składników i tyle! Natomiast na słynnej pekińskiej ulicy Wangfujing skosztowałem byczych penisów, rozgwiazd, fantastycznych żabich udek. Ach, i jeszcze wróbelki! Podają je w słynnej Quan An Ngon w Hanoi. Są tak drobne, że jada się je w całości. Taki obiad należy popić świeżym sokiem z trzciny cukrowej lub lokalnym ważonym niepasteryzowanym piwem Hanoi, codziennie dostarczanym do miejscowych restauracji. Czuję miętę do… (Danie, przysmak, do którego masz prawdziwą słabość) Hummus – nigdy mi się nie znudzi! Ostatnio jadam go z łososiem, szynką dojrzewającą lub soczewicą a nawet młodą marchewką. Zaczął się sezon na szparagi. Uwielbiam je w prostej wersji – lekko zblanszowane, ugotowane zjadam z jajkiem sadzonym, które rozlewa się po zielonych gałązkach. No i rabarbar! Ten, który ostatnio przyrządziłem, zrobił furorę wśród znajomych. Tnę go w kawałki, gotuję i osładzam cukrem trzcinowym (ilość zależy od gustu). Tak powstały mus posypuję wytrawnymi ciasteczkami typu digestive, a na wierzch kładę kleks lodów. Taki deser jest niezwykle prosty i zmysłowy. Do dzieła! Przygotujcie koniecznie duża porcję… Apetyt rośnie w miarę jedzenia (Twoje ulubione restauracje i kawiarnie, do których zawsze wracasz) Dużo podróżuję, więc jeśli nie jem tego, co sam ugotowałem, stołuję się w restauracjach, głównie gdy jestem za granicą. Uwielbiam poznawać nowe miejsca właśnie przez pryzmat kuchni i ludzi, którzy zbierają się przy jednym stole, lub jedząc lokalne uliczne przysmaki. Gdy podróżuję po Polsce, zatrzymuję się czasami, żeby coś zjeść, i smutno mi, kiedy na Mazurach czy w Puszczy Białowieskiej zamiast lokalnych produktów, darów z okolicznych lasów, proponuje się carpaccio albo pizzę. Szkoda! Uwielbiam jeść proste rzeczy – pastę jajeczną z tymiankiem na śniadanie, kanapkę z rostbefem, a także wspomnianą, ale własnoręcznie zrobioną pizzę. Te dania zyskują, kiedy spożywa się je wspólnie z przyjaciółmi. Zachęcam wszystkich do organizowania Foodingów, czyli imprez, które toczą się wokół wspólnego gotowania oraz jedzenia. Warto łączyć te przyjemności! Pamiętajcie – życie ma smak! TOMEK WOŹNIAK Współpracuje z magazynami: „Kuchnia”, „Men’s Health”, „Twój Styl” oraz „Wprost”, gotuje w „Dzień dobry TVN”, prowadzi program na antenie radiowej Czwórki, organizuje cateringi szyte na miarę, ponadto prowadzi stronę pełną prostych przepisów (www.tomekwozniak.com) i kanał wideo na YouTube oraz zaraża gotowaniem w Akademii Dobrego Smaku przy współpracy z marką Miele. Będzie go można zobaczyć na żywo podczas corocznego Wine & Food Noble Day – poprowadzi tam warsztaty kulinarne. Pracuje obecnie nad autorskim projektem telewizyjnym oraz konceptem restauracyjnym.

reklama