Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Minta Eats


21 października 2011 Newsfood
Minta Eats
Kiedy dziennikarka specjalizująca się w temacie nowych technologii zaczyna prowadzić bloga kulinarnego - można spodziewać się czegoś wyjątkowego. Rozmowa z Małgorzatą Mintą, autorką bloga Minta Eats.

Małgosiu Minto – sama o sobie zawsze mówisz skromnie, tymczasem jesz, gotujesz, fotografujesz… Jesz: Jeść lubię, ale tylko gdy jedzenie jest dobre. Szkoda nas na niedobre jedzenie – niedobre, w znaczeniu złej jakości lub takie, które nam nie smakuje albo na które nie mamy ochoty. Gdy byłam mała rodzicie nie zmuszali mnie d jedzenia niczego, dzięki czemu – tak mi się wydaje – nie bałam się kosztować nieznanych składników czy potraw. Najwyżej nie brałam drugiego kęsa. Do dzisiaj lubię odkrywać nowe smaki i kosztować nowych rzeczy. Grasica? Bardzo subtelna, maślana, ale to jednak nie moje smaki. Smażona szarańcza? No cóż, trochę te nóżki wchodzą między zęby. Sól z mango – obłęd. Lubię – jak chyba każdy – jeść rzeczy zrobione przez bliskich mi ludzi. Gdy mam zły dzień i wpadnę do mamy, a ona zrobi mi kakao. Albo gdy odwiedzam przyjaciół a tam właśnie dochodzi moje ulubione risotto , które razem zjemy, by potem spędzić cztery godziny na graniu w scrabble. Gotujesz: Czasem osoby czytające mojego bloga pytają mnie, czy ja jem/gotuję tylko słodkie rzeczy. Wbrew  pozorom – nie.  Jednak gotowanie dla siebie samej mnie w mało dobry nastrój i dlatego tym nie piszę (choć z drugiej strony bardzo lubię samej kontemplować posiłek, nakryć do stołu tylko dla siebie samej i samej, ze swoimi myślami zjeść, to, co zrobię); wolę gotować z innymi i dla innych. Stąd i ciasta – nimi zawsze łatwo się podzielić, z sąsiadami, znajomymi z pracy. Ciasta to dla mnie także sposób na wyciszenie się, skupienie myśli na jednej czynności, odsunięcie na bok tego, czym byliśmy zaabsorbowani cały dzień. Fotografujesz: Staram się. Niestety, jak na razie głównie widzę niedoskonałości w swoich zdjęciach; wiem, że dużo mi brakuje jeśli chodzi o umiejętność komponowania kadrów i stylizacji. Staram się jednak uczyć, podpatrywać, by w przyszłości wypracowywać coś własnego. Mam nadzieję, że wraz z upływem czasu będzie widać tu progres. Blog kulinarny zmotywował mnie do myślenia o tym, jak robię zdjęcie. Do zastanowienia się przez moment, nim nacisnę spust migawki. Niby w dobie cyfrowej fotografii można pstryknąć 1000 zdjęć jednej babeczki, ale czasem i z tych 1000 nic nie będzie naprawdę fajne A do tego jeszcze piszesz – i to nie tylko bloga Od kilku lat pracuję jako dziennikarka specjalizująca się w tematyce nowych technologii. Tak, to dość daleko od jedzenia i gotowania (zwłaszcza, że nie jestem kuchenną gadżeciarą…no, za wyjątkiem szczypiec i białych misek). Pewnego dnia dobry przyjaciel powiedział mi, żebym wreszcie przestała mu ciągle opowiadać o jedzeniu, kulinarnych nowinkach czy ciekawych ludziach związanych z kulinariami i zaczęła o tym pisać – bo on od opowieści się robi głodny, a jak się wypiszę na ten temat, to jest szansa, że będę nieco mniej mu o tym mówić. Chyba nie do końca się udało, bo – gdy teraz się nad tym zastanawiam – i tak nasze rozmowy w którymś momencie schodzą na jedzenie. I tak, zmotywowana przez przyjaciela, zaczęłam pisać bloga, a czas od czasu coś poza niego, do gazet czy magazynów. A pisanie o szarlotkach było ciekawym urozmaiceniem od pisania o produktach Apple’a. Teraz współpracuję z jednym z serwisów kulinarnych. No i jeszcze podróżujesz… Staram się, choć mam poczucie,  że więcej podróżuje po mapie, niż po świecie. Pewnie z wrodzonego tchórzostwa. Ale gdy tylko gdzieś się wybieram, zawczasu staram się namierzyć ciekawe knajpki, targi sklepy i do nich dotrzeć. Moje pamiątki z podróży też są zwykle kulinarne – z kanady przywiozłam…kilka słoiczków musztardy, lokalny icewine, konfitury; z Paryża – oczywiście macarons z Ladure i od Pierre’a Herme oraz przyprawy oraz szafranowe cukierki z małego sklepiku, prowadzonego od kilku pokoleń przez tą samą rodzinę. Gdy teraz o tym mysle, najczęściej przywożę coś w słoiczkach – konfitury, marmolady, galaretki. I wpsomniane miski. To banał, ale jedzenie wydaje mi się chyba najlepszym sposobem poznawania innych kultur czy codzienności innych miejsc. Będąc w supermarkecie w obcym kraju podglądam, co ludzie wkładają do koszyków, co wybierają na targu Na blogu ostatnio pojawiły się twoje sposoby na szare jesienne poranki – zdradź jeszcze parę czytelnikom Zwierciadło.pl Owsianka. Wiele osób jej nie lubi, bo kojarzy się z traumami z dzieciństwa. Jednak dobra, gorąca owsianka to jest comfort food w wersji totalnej. W lecie można do niej dodać borówki amerykańskie lub maliny, w zimie – orzechy podprażone w miodzie  albo uprażone jabłka. Ostatnio w knajpce, która jest dla mnie odkryciem sezonu na śniadanie dostałam owsiankę z gruszkami na maśle – niby nic, a ta owsianka poprawiła mi humor na cały dzień. Polecam też owsiankę z syropem klonowym. Albo z uprażonymi na suchej patelni migdałami. Możliwości jest tyle, ile liści na ścieżce w parku. Już nie na poranek, ale na obiad w szary dzień, taki, gdy najchętniej nie wychodzilibyśmy spod koca i nie rozstawalibyśmy się z książka i kubkiem herbaty polecam dania z dyni, np. placuszki, albo zupę z dyni z mlekiem kokosowym. Albo risotto. Albo po prostu dynie upieczona z tymiankiem, czosnkiem i grubą solą w piekarniku…


POLECANE KSIĄŻKI