Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

W poszukiwaniu zaginionego smaku, czyli o podróżach kulinarnych

Składniki:

  • mąka pszenna tortowa 1 kg (odebrać 2-3 szklanki i zastąpić mąką orkiszową lub żytnią pełnoziarnistą)
  • pestki słonecznika 3/4 szklanki
  • płatki owsiane 3/4 szklanki
  • otręby 3/4 szklanki
  • siemię lniane 3/4 szklanki
  • pestki dyni 3/4 szklanki
  • cukier 1,5 łyżki
  • sól trzy płaskie łyżeczki
  • zakwas 100 g
  • woda mineralna gazowana 0,5 litra
  • gorąca woda 0,5 litra

Uwielbiam podróże - te bardzo dalekie i te całkiem bliskie. Komunałem jest stwierdzenie, że kształcą. Niby o tym pamiętamy, ale czy na pewno?

W ubiegłym roku, na poznańskim festiwalu Transatlantyk obejrzałam rewelacyjny film „W poszukiwaniu straconego smaku“. To niesamowita opowieść o tym, jak sommelier, pławiący się w światowej sławie, jednego dnia traci swój nieoceniony smak i węch. Traci możliwość rozpoznawania, degustowania i oceniania najlepszych win świata. Nagle przestaje być tym, kim był prze wiele lat. Ba, po chwili przestaje już wiedzieć, KIM jest! To studium przypadku człowieka, który, kreując własny wizerunek, traci swoją tożsamość. Dopiero trudna, długa podróż do korzeni, do świata, który go stworzył, spotkania z najważniejszymi w jego życiu ludźmi pozwala mu na odnalezienie siebie i odzyskanie swoich ponadprzeciętnych umiejętności.

Jakże często zapominamy, co stanowi o tym, kim naprawdę jesteśmy, skąd się wzięliśmy? Dlaczego jesteśmy tacy a nie inni? Co nas ukształtowało – nas pojedyncze osoby, naszą rodzinę, społeczeństwo? Czy podróże mogą nam pomóc w takim odkrywaniu samych siebie?

W swoim podróżowaniu lubię dotykać autentycznych miejsc, spotykać prawdziwych ludzi. Patrzeć na to, jak żyją, co robią. Zdarza mi się usiąść do stołu z nieznajomymi ludźmi i rozmawiać, poznawać ich życie i ich miejsca, nawiązywać dobre znajomości. To lubię najbardziej!

Codzienność to często nasze zabieganie, robienie najróżniejszych – bywa narzuconych nam przez życie – rzeczy. Pracujemy, prowadzimy domy, wychowujemy dzieci, a gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Bywa, że gubimy się tak, jak opisywany na początku bohater filmu. W pędzie zapominamy o rzeczach, które stanowią o naszej odrębności. Dlatego czas od czasu warto wybrać się w podróż, która z jednej strony da nam czas na odnalezienie siebie, a drugiej możliwość spotkania i rozmowy z najróżniejszymi ludźmi. To może być wycieczka całkiem bliska. Ważne, żeby dawała nam chwilę na oddech, który pozwoli poczuć znowu siebie samych.

Zastanówcie się chwilę: może zamiast na zakupy w pobliskim sklepie wybierzcie się do jesiennego starego sadu. Tam kupcie jabłka, śliwki i może zobaczycie, jak wyciska się aromatyczny sok albo smaży tradycyjne powidła. Porozmawiajcie z ludźmi, których życie nieomal fizycznie dotyka przyrody, którzy żyją zgodnie z rytmem pór roku.

W swoich podróżach spotkałam ludzi, którzy rzucili politykę, korporacje czy urzędy, bo odkryli, że się tam duszą. Zaczęli robić sery, cudowne przetwory albo odbudowywać polskie winiarstwo.

Co dzięki temu zyskali oprócz ciężkiej pracy? Walki z przyrodą, urzędami i wszelkimi przeciwnościami losu? Pierwszym skojarzeniem jest wolność i niezależność. Robienie tego, co się lubi, realizowanie pasji. Jeżeli się zastanowimy, to okazuje się, że tak naprawdę odkryli na nowo swoją tożsamość, poczuli kim są. Kontakt z takimi osobami jest bezcenny, inspirujący. Pokazuje, że kompromis ma swoje granice, że nie musimy za wszelką cenę rezygnować z tego, co jest dla nas ważne. Ba, dowiadujemy się co jest dla nas ważne. Dlatego uwielbiam podróże łączące poznawanie smaków i ludzi, przenikanie się najróżniejszych historii i zapachów. Raz poznaję coś całkiem niespotykanego, a czasem wracają do mnie wspomnienia.

Może więc usiąść w jesienny wieczór przy kuchennym stole – samotnie, albo z kimś bliskim – i zaplanować kulinarną wycieczkę? Wybierajmy najróżniejsze klucze. Znajdźmy sobie jakieś prawdziwe gospodarstwo agroturystyczne, gdzie spędzimy weekend, ciesząc się regionalną kuchnią. Może to będzie okolica, z której pochodzą wasi przodkowie? Wyznaczmy sobie marszrutę, w której odwiedzimy dwie-trzy małe, tradycyjne masarnie. A może dobrym rozwiązaniem będzie pobyt w klasztorze i rozkoszowanie się nalewkami zakonników, które robią niezmiennie od kilkuset lat? Pomysłów może być bez liku. A towarzyszyć nam będą nie tylko najróżniejsze smaki, ale też dobre emocje. Może uda nam się lepiej poznać rodzinne, trochę zapomniane tradycje? Korzenie rodziny? Albo zakosztujemy smaków dawnej Polski, ciesząc się kuchnią różnych narodów: Tatarów, Żydów, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Niemców. Nie trzeba jechać do pięknej, ale dalekiej Toskanii, żeby oddać się kulinarnym i kulturalnym rozkoszom.

W wielkiej Europie dobrze, dla poczucia własnej tożsamości właśnie, znać i rozumieć odrębności, które nas ukształtowały na takich a nie innych.

Kosztujmy, uczmy się naszych smaków, ocalmy je od zapomnienia.

Z takich podróży przywozimy nie tylko wspomnienia, ale też wiktuały, przepisy, przyprawy. Dzięki temu możemy eksperymentować, odtwarzać w domu to, czego skosztowaliśmy np. w uporządkowanej Wielkopolsce czy na romantycznym Roztoczu. A może coś najbardziej pierwotnego w naszej kuchni i kulturze, czyli chleb?

Sposób przygotowania:

  1. W misce wymieszać wszystkie suche składniki.

  2. Dodać zakwas i wodę i dokładnie wymieszać.

  3. Dwie keksówki wysmarować masłem i obsypać mąką.

  4. Z przygotowanego ciasta odebrać dwie łyżeczki i włożyć do czystego słoiczka (posłuży do następnego wypieku; zakwas można przechowywać w lodówce do 12 dni).

  5. Pozostałe ciasto przełożyć do obu foremek i odstawić po przykryciem na 12 godzin.

  6. Nagrzać piekarnik do 185 stopni.

  7. Ciasto posmarować na wierzchu roztopionym masłem i piec przez 1 godzinę i 15 minut.

Teraz pozostaje już tylko usiąść z kimś bliskim, zjeść kromkę chleba posmarowaną dobrym masłem i wspominać kulinarną podróż, poznając lepiej siebie samych.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI