Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Gdzie zjeść na Podkarpaciu?


Podróże po Polsce. Sytuacja pozornie wymarzona dla osoby ciekawej nowych smaków. Dlaczego pozornie? Bo dotarcie do tego, co gdzie można zjeść dobrego, wcale nie jest łatwe – o czym przekonałam się, jadąc na Podkarpacie.

Dawniej pytało się taksówkarzy albo patrzyło na którym parkingu stoi najwięcej ciężarówek – teraz zagląda się w internet. Kiedy zawiedzie fraza „co dobrego zjeść w …” oraz Gastronauci, trzeba radzić sobie inaczej. Tylko jak? Macie swoje sposoby? Podzielcie się, proszę!

W weekend moja szalona rodzina – mieszkająca i gotująca właściwie w lesie na Podkarpaciu – postanowiła wybrać się w podróż do stolicy regionu. Oczywiście taka podróż zakłada głównie odwiedzanie miejsc, w których można coś zjeść, wypić lub kupić coś do jedzenia, dowiedzieć się czegoś o kuchni etc. etc. Gdybyśmy jechali w Bieszczady – byłoby łatwiej, uwierzcie:  istnieje tam bowiem opracowana mapa szlaku kulinarnego „Smaki Bieszczadów”.

Tymczasem po przeszukaniu Gastronautów (dziękujemy za polecenie pizzerii osiedlowych…) i dobrowolną rezygnację ze skądinąd świetnego menu w Restauracji Dworek w Rzeszowie weszliśmy na ukochaną stronę Podkarpackie Smaki, by ze zdziwieniem odkryć, że nie pomoże ona nam w niczym. Ktoś bowiem tak sprytnie ją wymyślił, żeby było widać dokładnie, że żadnego ze smaków posmakować łatwo nie będzie. Bo przepis na dany produkt regionalny – chleb, wędlinę pierogi, smażony ser lub kapustę – trzyma np. lokalne stowarzyszenie kobiet. Nie wiadomo, gdzie zapukać, do kogo się zwrócić – nie mówiąc już nawet o tym, żeby gdzieś był sklep albo restauracja, gdzie takie cuda można dostać. Użyteczna strona, nie powiem, ekhem. Promocja regionu – jak się patrzy.

Świat jednak czasem odpowiada na nasze kozackie potrzeby: znaleźliśmy w lokalnej gazecie informację o tym, że właśnie w tę sobotę na lokalnym rynku rozłoży się Klub Leniwca. Dla tych, którzy klubu nie znają: to towarzystwo spowalniania czasu, które – związane ze środowiskiem winiarskim – organizuje otwarte dla publiczności kiermasze win, serów, wędlin i wszelkich rzeczy apetycznych.

Czasem wystarczy skręcić w „nieodpowiednią” uliczkę, by po drodze do celu znaleźć dobry obiad – to z cohelizmów kulinarnych. Nam się udało: wykręcająca się głowa kierowcy- smakosza świadczyła o tym, że w drodze do Leniwców wywietrzył obiad. W samym centrum Rzeszowa, na ulicy Sokoła, od razu obok budynku Teatru zagnieździł się bowiem Bar Markowianka, w którym dodatkowo mieści się sklep mięsny z wybornymi wyrobami mięsnymi z Markowej, a do tego można tam kupić pierogi (np. z kaszanką!), lokalne piwa, ser z Markowej, ogórki kiszone i ciasta. W środku miło, przytulnie, ciasno, a gotują panie z Markowej: w pure ziemniaczanym jest śmietana, mielone są takie jak u mojej babci, a w żurku pływa wszystko, co potrzeba. Domowa, regionalna kuchnia na świetnym poziomie. Obiad dla trzech osób z obowiązkowym kompocikiem: 30 zł. Żyć nie umierać, zwłaszcza, że od razu obok mieszczą się kultowe lody z automatu „Myszka 2”, które podają dokładnie takie lody, jak w moim dzieciństwie, nadal nie pachnące przesadnie waniliną, w tej konsystencji, w tym wafelku.

W międzyczasie na Rynku w Rzeszowie w ramach Lata Leniwca rozłożyli się winiarze z węgrzynami, Węgrzy z langosami i kurteskalacsami, o których kiedyś już pisałam, chłopaki z Węgierskich Specjałów z wybornymi kiszonkami (papryka nadziewana kapustą!) salami i kiełbasą (nawet z jelenia), importerzy soku z granatów, tureckich soków z brzozy z miętą, kwasów chlebowych, konfitur z fig. Byli też lokalni producenci sera koziego z Rodzinnego Gospodarstwa Ekologicznego”Figa” Waldemara i Tomasza Maziejuków z Mszany w Beskidzie Niskim – ze świetnym serem z jałowcem. Lokalsi chyba nie byli jednak zainteresowani: wokoło stoisk pałętało się kilkanaście nieśmiałych osób.

Jak znam życie, zupełnie inaczej będzie w Krakowie, gdzie dziś startuje kolejna odsłona Lata Leniwców i potrwa do niedzieli: na placu Szczepańskim staną drewniane budki i namioty. „Sprzedawane będą przede wszystkim wyroby tradycyjne i ekologiczne: mali producenci, dobra jakość, jak najmniej konserwantów i ’polepszaczy smaku‘. Podobnie z winami: niewielkie winiarnie, ciekawostki i staranny dobór. Pojawią się wina z całego świata: argentyńskie, austriackie, bułgarskie, chilijskie, francuskie, gruzińskie, hiszpańskie, niemieckie, polskie, portugalskie, węgierskie, włoskie… Oraz piwa z browaru Koreb, gęsi z Lublina, wędliny, węgierskie salami i kiszonki, hiszpańskie wędliny, oliwki i oliwy, słowackie trdelniki, węgierskie langosze, bułgarskie przetwory, sery kozie z Figi, bardzo smaczne dżemy i konfitury owocowe od jednej pani z okolic m. Warszawa, nalewki i likiery, przyprawy, zioła…” – obiecują Leniwce.

Ja tymczasem jeżdżę po Polsce – dziś jestem w Beskidzie Żywieckim, jutro w Katowicach i nadal nie wiem, jak znaleźć magiczny sposób na to, by wiedzieć, gdzie co zjeść. Podpowiecie?


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI