Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Kozak tęskni za portugalskimi ciastkami


12 listopada 2012 Ugryzienie Kozak Monika Stachura
Kiedy ziąb i plucha za oknem, wszyscy chcielibyśmy się przeprowadzić „gdzieś na Kajmany czy co”, jak przed chwilą wyszeptała mi do ucha przyjaciółka. Dla foodiesów jest bliższa destynacja: Portugalia, np. jedzeniowy raj w regionie Alentejo. A szczególnie portugalskie słodycze: mieszanka cukru, żółtek i migdałów przyprawiona cukrem to idealne antidotum na listopad.

Było jeszcze lato, a my przez spalone słońcem pola, mijając korkowe drzewa, jechaliśmy z moim przewodnikiem do miasteczka Beja, gdzie – jak nam powiedziano – istnieje jedna z najlepszych portugalskich cukierni, specjalizujących się w tradycyjnych ciastkach z tamtego rejonu. Na środku krętych uliczek starego miasta stał publiczny piec chlebowy: dawniej każdy, kto nie miał w domu miejsca, mógł zrobić ciasto i wypiec je właśnie tu. Za rogiem – latteria – sklep oferujący tylko mleko… Aż w końcu Casa de Chá As Maltesinhas, pastelaria, czyli cukiernia prowadzona przez pasjonatkę starych receptur.

– Zawsze chciałam robić słodycze – oświadcza nam przystojna kobieta, która za chwilę zasłodzi nas do granic możliwości. – Swoją pasję zaczęłam jednak realizować, kiedy trafiłam na stare klasztorne przepisy – podkreśla, opowiadając nam zbereźne historie o mnichach i mniszkach z sąsiednich zakonów, którzy miewali ze sobą romanse dzięki podziemnym tunelom łączącym miejsca ich “odosobnienia”. To dzięki trafiającym do klasztorów córkom z bogatych rodów przepisy na tradycyjne słodycze są tak wyrafinowane. Razem ze sobą, w posagu, przyszłe mniszki brały bowiem to, co uważano za najcenniejsze: kakao, cukier, migdały. Mąkę uważano za podstawę jedzenia dla biedoty, stąd w słodyczach jej właściwie brak… Za ladą cukierni pysznią się więc głównie żółte od żółtek wypieki: przypominające marcepanowe bułeczki, niemożliwie wręcz słodkie i doprawiane cynamonem ciastka. W niektórych znaleźć można mąkę z cieciorki, w niektórych dynię, lecz większość nadziana jest największym frykasem: na wrzący cukrowy syrop wbija się cieniutką warstewkę żółtka – kiedy zetnie się w placuszek, roluje się go w cienkie niteczki i nimi nadziewa ciastko… – To żmudna robota, ale ją uwielbiam – oświadcza właścicielka i pokazuje nam ciasto, które właśnie wyszło spod jej rąk: placek wielkości kapelusza zrobiony został z czterdziestu żółtek.

– Ale jedzcie, jedzcie! – zachęca nas, zapchanych już drugim kęsem ciastka z jajecznym kremem i migdałami, z którym tęsknię, gdy na zewnątrz nieznośny listopad…

Casa de Chá Maltesinhas
Rua dos Açoutados, 12
7800-493 Beja
Tel: 284 321 500

Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI