Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Paweł Słomczyński / Robert Sowa podczas pracy twórzczej
27 grudnia 2010 in Przepisy by Magdalena-Chorebala

Święta Roberta Sowy

Poprzedzające święta dni to czas nieustannej krzątaniny. Jak ryba w wodzie czuje w tym czasie mistrz kulinarny – Robert Sowa. Człowiek o ogromnej energii i ogromnej pasji… smaku.

– Jak wspominasz święta Bożego Narodzenia z czasów dzieciństwa?

– Boże Narodzenie zawsze będzie kojarzyć mi się z rodzinną miejscowością mojej mamy. Paszkówką – to niewielka wieś pomiędzy Skawiną a Wadowicami, w której zawsze spędzaliśmy święta. Związane z nimi wspomnienia to oczywiście choinka, siano pod obrusem, odświętne ubrania, skrzypiący śnieg i pasterka o północy. A także gorąca kuchnia węglowa, na której przyrządzało się wówczas i nadal przyrządza się wiele potraw.

– Czy to były tradycyjne potrawy?

– Świąteczne potrawy mojego dzieciństwa to panierowany karp, najpierw obsmażony, a następnie pieczony z masłem na ziemniakach. Znakomita zupa grzybowa z łazankami. I oczywiście kompot z suszu.

– A zapachy…?

– Do dzisiaj wspominam zapach gotującej się wędzonej szynki, którą jedliśmy w świąteczne dni. A także zapach mandarynek i pomarańczy, które wraz z bananami – jako rzadko dostępne dobra – były sprawiedliwie dzielone pomiędzy wszystkich członków rodziny: mamę, tatę, dziadków oraz moich dwóch braci i mnie.

– Wspominasz to wszystko bardzo ciepło…

– Tak, to wspaniałe, pełne radości wspomnienia. Nie było bardzo wystawnie, ale nigdy niczego nam nie brakowało.

– Święta w Twojej „dorosłej” już rodzinie, dużo się od tamtego czasu zmieniło?

– Mieszkam pod Warszawą, w Zielonce. Las jest tuż obok, śnieg skrzypi podobnie jak przed wielu laty w Paszkówce i jest go ostatnimi laty coraz więcej. Na pewno święta tutaj, w podmiejskiej miejscowości, są inne niż święta w dużym mieście. Dla mnie są bardziej „odświętne”. Ubieramy dwie choinki – jedną w ogrodzie, drugą w domu, w salonie. Ta domowa – to choinka sztuczna, jesteśmy bowiem przeciwni wycinaniu żywych drzew. Żywą choinkę, którą pielęgnujemy przez cały rok, mamy w ogrodzie. Oczywiście na stole położymy biały obrus, a pod nim siano. Będzie również opłatek, którym podzielimy się, składając sobie życzenia. Nie zabraknie też prezentów pod choinką.

– Zdradź nam jednak co pojawi się na stole..! Może zacznijmy od dań wigilijnych.

– Dania, które znajdą się na naszym wigilijnym stole są wynikiem kompromisu pomiędzy upodobaniami i tradycjami moimi a reszty domowników. W moim rodzinnym domu jadało się zupę grzybową z łazankami, o której już wspominałem, zaś moja żona przyzwyczajona jest do barszczu czerwonego z czarnym pieprzem, majerankiem i uszkami z grzybami leśnymi, robionego na zakwasie przygotowywanym przez moją teściową. I taki właśnie przepyszny barszcz – którego mogę wypić nawet kilka filiżanek –  króluje na naszym stole. Z tradycyjnych dań nie może zabraknąć też pierogów z kapustą i z grzybami.

– Na pewno będą podane ryby…

– Oczywiście i to w niejednej odsłonie. Śledź w przyprawach korzennych, którego należy zamarynować na kilka dni przed wigilią, sandacz z bakaliami – ulubione danie mojej żony, łosoś wędzony z cytryną specjalnie dla mojej córki Magdy oraz karp w galarecie. Ów karp to dzieło mojego teścia: oprócz podstawy, czyli karpia w galarecie, teść przygotowuje dodatki – mus z mięsa karpia oraz drożdżową babkę z rodzynkami.

– W Galicji rodzynki dodaje się do karpia w galarecie.

– Dokładnie. Tutaj zaś mamy rodzynki w babce. Można nazwać to mariażem kuchni galicyjskiej z kuchnią kresową. I muszę przyznać, że jest to mariaż udany – dzieło teścia jest wyjątkowo smaczne. Ale karp będzie również w innej wersji – filety z karpia marynowane w oliwie oraz cytrynie z solą i pieprzem. Przyznam, że nie jesteśmy zagorzałymi zwolennikami karpia i nie jemy go zbyt dużo, ale podczas świąt naturalnie nie może go zabraknąć.

– A co planujesz podać w pierwszy i drugi dzień świąt?

– Podczas przygotowań do Wigilii ustąpię pola żonie i teściom, ale za to zamierzam zaszaleć, przyrządzając dania świąteczne.  Na święta nie kupuję żadnych wędlin prócz szynki podkomorzego, więc będzie wielkie pieczenie mięs. Marynuję a następnie piekę karczek, boczek oraz cielęcinę. Po pierwsze są one naprawdę wyśmienite, a po drugie – nic się nie zmarnuje. Jak mawiał bowiem mój przyjacielświętej pamięci Maciej Kuroń – mięso, które upiekło się samemu, a które zostanie ze stołu świątecznego, należy pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć i przełożyć do słoika. Będzie jak znalazł do noworocznego bigosu.

 

Jeśli chodzi o świąteczny obiad – pierwszego dnia planuję podać pieczoną, a następnie duszoną w żurawinie z wódką kaczkę, wraz z marynowanymi rydzami przywiezionymi z Nowego Sącza. Na przystawkę pojawi się wędzony węgorz w galarecie prosto z Mazur.

– Rydze z Nowego Sącza, węgorz z Mazur – rozumiem, że to zdobycze upolowane podczas podróży?

– Dokładnie. Bardzo dużo podróżuję i zawsze staram się znaleźć i przywieźć do domu lokalne specjały. Oczywiście nie dotyczy to tylko podróży zagranicznych, ale również podróży po Polsce. Warto zwracać uwagę na regionalne wyroby i przywozić przeróżne pyszności do domu – zwłaszcza przed świętami.

– Wracając do świątecznych dań…

– Planuję podać jeszcze pieczoną nowozelandzką jagnięcinę…

– Którą oczywiście najpierw zamarynujesz…

– Naturalnie – w oliwie, czosnku, rozmarynie oraz grubo mielonym, czarnym pieprzu. Najpierw obsmażę ją na patelni, a następnie włożę do piekarnika. Delikatne, różowe mięso podane z purée z ziemniaków i chrzanu oraz sosem sporządzonym na bazie sosu pieczeniowego z dodatkiem wina i miodu.  Myślę, że to będzie hit tegorocznych świąt w naszym domu.

– A co ze słodkościami?

– Zawsze przygotowujemy niewielką ilość kutii. Oprócz niej będzie makowiec, sernik, a także deser gruszkowo-czekoladowy. Do śniadania jemy również baby drożdżowe z rodzynkami, które mój teść piecze do swojego popisowego karpia.

– Prawdziwe święta, to święta spędzone w domu z najbliższymi.

– Nie wyobrażam sobie celebrowania świąt w hotelu pośród obcych ludzi. To dla mnie czas wytchnienia i odpoczynku. Na co dzień prowadzę bardzo intensywne życie i potrzebuję w czasie świąt pobyć z najbliższymi i wreszcie nigdzie się nie śpieszyć.

– Wiele osób w tym czasie zaczyna układać plany i czynić postanowienia na nadchodzący rok.

-Ja również. Ale zanim to zrobię, przy kieliszku dobrego wina podsumowuje rok, który właśnie zbliża się ku końcowi. Zastanawiam się, ile z zaplanowanych rzeczy udało mi się zrealizować, a z czego nie jestem do końca zadowolony. Dopiero wtedy robię założenia na rok, który ma nadejść.

– Jaki był dla Ciebie ten mijający 2010?

– Bardzo dobry. Podjąłem dużo odważnych decyzji. Życie pokaże, czy były to decyzje dobre – ale jak na razie wygląda na to, że postąpiłem właściwie.

– Wiem, że Twoją pasją są podróże kulinarne. W tym roku odwiedziłeś miedzy innymi Izrael. Dokąd chciałbyś pojechać w nadchodzącym roku?

– Krajem, który fascynuje mnie pod kątem kuchni  jest Japonia. I nie myślę tutaj o sushi, które w doskonałym wydaniu możemy zjeść w wielu polskich restauracjach. Interesuje mnie niezwykłe bogactwo japońskiej kuchni niemal nieznanej w Polsce. Zwłaszcza dań gorących.

– Życzymy zatem pięknych Świąt i spełnienia marzeń, zarówno tych podróżniczych, jak i wszelkich innych…


Jak utrzymać wakacyjny nastrój przez całe lato?

Okres urlopowy zaczął się na dobre, choć niestety, rzadko spędzamy całe wakacje na wyjeździe. Przez większą część lata chodzimy do pracy próbując poczuć wakacyjny klimat ...

Recepta na lęk? „Pokochaj swoje serce”

„Życie jest zaskakująco proste, gdy przestajemy je komplikować.” mówi Dagmara Skalska w swojej najnowszej książce „Pokochaj swoje serce” i przedstawia sposób na pokonanie lęku.
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI