Asertywność na co dzień: skąd wziąć odwagę do bycia sobą

fot.123rf

Boimy się odmawiać, powiedzieć, co naprawdę czujemy. Nie chcemy urazić innych, zależy nam na akceptacji. Tymczasem okazuje się, że ludzie asertywni są bardziej lubiani niż ci, którzy nie potrafią zadbać o swoje potrzeby. Jak stać się taką właśnie osobą, dowiesz się na treningu asertywności.

fot.123rf

reklama

Może słyszałaś takie stwierdzenie, że – jeśli nie umiesz powiedzieć „nie”, twoje „tak” jest niewiele warte… Treningi asertywności cieszą się coraz większą popularnością. To znaczy, że chcemy mieć poczucie mocy sprawczej. Chcemy czuć się spójni w naszym zachowaniu. Rozwijać komunikację. Ale też szacunek – do siebie i do innych. Taki zresztą tytuł – „Szanuj siebie i innych” – noszą jednodniowe warsztaty prowadzone przez trenerkę i filozofkę Dorotę Szymonik, pracującą też z głosem. Bo – żeby coś dostać, osiągnąć – trzeba to powiedzieć głośno. Kto bierze w nich udział? Osoby, które czują się wykorzystywane w pracy. Takie, które nie potrafią przeciwstawić się roszczeniowemu klientowi. Rodzice, którzy chcą mądrze wychowywać dzieci – bez ciągłego odwoływania się do systemu kar i nagród. Ludzie, którym znudziło się ciągłe wchodzenie w rolę „zadowalacza”. Bo, szukając akceptacji innych, tracą kontakt z tym, co dla nich ważne, zdradzają siebie. Wreszcie ci, którzy, owszem, potrafią postawić na swoim, ale robią to w sposób autorytarny. Być może uciekają się do agresji słownej. Wciąż palą za sobą mosty…

Prawda i odwaga

Na początku prowadząca proponuje stworzenie kontraktu – wewnętrznego kodeksu grupy. W podgrupach wypisujemy zasady, jakie chcemy, by były przestrzegane podczas kilkugodzinnej pracy. Potem konfrontacja dwóch „dekalogów”, dyskusja. Wbrew pozorom nie jest to część stricte organizacyjna. Wypływa to, co ważne dla poszczególnych uczestników. Pojawiają się różnice zdań. Jest okazja, by poćwiczyć umiejętność wyrażania swoich potrzeb. Możesz zastanowić się, dlaczego wolisz, żeby z przekąsek korzystać tylko na przerwie, podczas gdy dla innych nie ma to najmniejszego znaczenia. Co rozumiesz przez szczerość i otwartość, które postulujesz. Dlaczego obawiasz się, że ktoś może zdominować resztę grupy i trzeba będzie przerywać jego nudne wywody?

Umawiamy się na zaangażowanie. Na poufność. Na to, że będziemy empatyczni, uważni na innych. Że nie będziemy oceniać. Jeśli zechcemy odnieść się do czyjegoś przypadku czy problemu, użyjemy tak zwanego komunikatu „ja” – będziemy mówić w pierwszej osobie, co czujemy, jakim doświadczeniem gotowi jesteśmy się podzielić.

Pora ustalić, czym jest dla nas asertywność. Dorota Szymonik pyta, jakie słowa czy pojęcia się z nią kojarzą. Oprócz tak oczywistych, jak: stawianie granic, odmawianie, obrona siebie, relacje, poczucie wartości, komunikacja, samoświadomość – pojawiają się: odpowiedzialność, prawda, wierność sobie, odwaga, równowaga, dystans, przestrzeń, przyjmowanie krytyki, przyjmowanie komplementów, korzyści, ryzyko… Wreszcie powstaje definicja. Naszym zdaniem asertywność to „umiejętność dbania o siebie i swoje granice, rozpoznawania własnych potrzeb i uczuć i komunikowania ich w otwarty, przejrzysty sposób, z szacunkiem do siebie i innych”.

Myśl za myśl

Co powstrzymuje nas przed przyjęciem postawy asertywnej? Lęk przed konfliktem. Przed tym, że ktoś nie zrozumie naszej postawy, preferencji. Naszego komunikatu. Że się obrazi, poczuje zraniony, zareaguje gniewem. – Ja sama do niedawna miałam kłopot z tym, żeby zwrócić uwagę osobom palącym na przystanku – przyznaje Dorota Szymonik. – Bardzo tego nie lubię, a wygląda na to, że mimo obowiązującego prawa norma społeczna jest zupełnie inna. Kiedy więc tylko poczułam zapach dymu nikotynowego, biłam się z myślami: powiedzieć czy nie powiedzieć?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »