Pół żartem, pół serio o terapii: Dopasuj modalność i nie męcz się

123rf.com

reklama

Psychoterapia to bogactwo nurtów. Poszczególne podejścia różnią się od siebie znacząco. Koncentrują się na relacji z pacjentem/klientem i swobodnej rozmowie lub na konkretnych celach uzyskiwanych m.in. przez wykonywanie zadań. Nie każdy, kto poddaje się terapii, poczuje się komfortowo w psychoanalizie czy w Gestalcie. Podobnie jak nie każdy terapeuta będzie w stanie pracować w nurcie behawioralno-poznawczym.


Trzech psychologów pracujących odmiennymi metodami rozmawia o podobnym przypadku. Każdy z nich aktualnie pracuje z klientem cierpiącym z powodu moczenia nocnego. Jeden stosuje terapię behawioralną, drugi psychoanalityczną, a trzeci humanistyczną. Po jakimś czasie spotykają się.

  • „Behawioralny” chwali się, że jego klient już się nie moczy, choć teraz się zanieczyszcza.
  • „Psychoanalityczny” odpowiada: „Mój już wie, dlaczego się moczy”.
  • A mój jest z tego dumny – ripostuje „humanistyczny”.

Każda modalność w psychoterapii ma swoich zwolenników i przeciwników. Każda jest inna, specyficzna. Ma odmienne podłoża teoretyczne, a co za tym idzie różne metody i techniki pracy. I niech tak zostanie. Nie ma najmniejszego sensu łączenie ich czy dyskusja na temat, która metoda jest lepsza. Badania pokazują podobną skuteczność i efektywność wszystkich głównych nurtów psychoterapeutycznych.

Terapeutę, a co za tym idzie modalność psychoterapii, należy wybrać sobie świadomie samemu. Dla przykładu: nie każdy będzie się czuł dobrze w psychoanalizie, zwłaszcza w jej ujęciu klasycznym. Wystarczy wspomnieć, że terapia trwa tu średnio od czterech do siedmiu lat i odbywa się trzy, pięć razy w tygodniu. Dodatkowo pacjent leży na kozetce bez kontaktu wzrokowego z terapeutą. Brak jest bliskiego kontaktu, terapeuta pracuje interpretacjami. Nie udziela informacji osobistych. Nie chodzi tu bynajmniej o bycie tajemniczym czy prowokującym, lecz o to, by efekt czystej karty pozwolił pacjentowi w pełni wyrazić fantazje, lęki czy też przeniesienia. W końcu metoda psychoanalityczna skupia się na manifestacjach nieświadomych poziomów umysłu. Ten rodzaj terapii budzi chyba największe kontrowersje i jest bodajże z największą lubością wyszydzany w branżowych żarcikach, filmach czy stereotypach. Jednak istnieją oczywiście zwolennicy takiej analizy i osoby, którym ona pomaga. To trochę jak z kwestią gustu, o którym się nie dyskutuje.

Osobiście nie wyobrażam sobie pracy jako psychoanalityk. Dla mnie za mało tu kontaktu, bliskiej więzi. Trudno byłoby mi także odnaleźć się w nurcie behawioralno-poznawczym. To terapia zorientowana na cel i ustrukturyzowana w formie (ściśle określony czas trwania i procedury). Skupia się na zadaniach, ćwiczeniach i edukacji, a nie na relacji terapeutycznej i szczerej, otwartej, empatycznej rozmowie. Dążymy w niej do wyznaczonego celu m.in. poprzez określone „zadania domowe”. W przeciwieństwie do innych terapii zajmuje się głównie teraźniejszością a nie przeszłością. Wychodzi się tu z założenia, że każdą bolesną emocję i nieodpowiednie zachowanie da się zmienić, nawet jeżeli trwają już wiele lat i są tym samym mocno utrwalone. Ważne są myśli, przekonania, nad ich zmianą się pracuje.

Krążą tu dowcipy o psie Pawłowa. Pozwolę sobie przypomnieć, że Iwan Pawłow prowadził badania nad warunkowaniem reakcji za pomocą wybranych bodźców. Słynny pies Pawłowa to eksperyment polegający na poprzedzaniu każdej porcji jedzenia, jaką otrzymywał pies, sygnałem dzwonka. Efekty? Początkowo pies ślinił się przy podawaniu posiłku, jednak kiedy każdą kolejną miskę poprzedzał dzwonek, psiakowi zaczynała cieknąć ślina już na sam dźwięk. Niezależnie od tego, czy otrzymywał pełną miskę czy nie. Przeciwnicy opisanej modalności krytykują ją w dużej mierze właśnie za sprowadzanie człowieka do bodźców i reakcji, prostych emocji, zewnętrznych odruchów. Nie posunęłabym się tak daleko, ale przyznam, że nurt ten nie jest mi bliski. Znów brakuje mi relacji, bliskiego kontaktu i więzi z Klientem.

Osobiście wybrałam Gestalt, bo jest jedną z najbardziej kontaktowych modalności, nastawioną na rzeczywiste relacje terapeuta-Klient, na to, co się dzieje w ich wspólnej przestrzeni w danym momencie. Relację tę cechują otwartość, bezpośredniość i autentyczne emocje. Jako terapeuta nie jestem transparentna. Zdradzam na przykład pewne drobne informacje z własnego życia, kiedy mam przeczucie, że posłuży to dobru Klienta. Nie oznacza to oczywiście, że jestem dla Klienta niczym otwarta księga, a sesja przypomina plotkowanie przy kawie. Chodzi o to, by nasza relacja była autentyczna. Gestalt cechują także doświadczenia, eksperymenty, elementy dramy, praca z ciałem. To pozwala nam uaktualniać przeżycia z przeszłości, prowadzić dialog z wybranymi aspektami własnej osoby lub z ważnymi osobami z przeszłości. Jeśli decydujemy się na Gestalt, niczym dziwnym nie będzie wykorzystanie rekwizytów np. pustego krzesła, na którym „posadzimy” swoją zmarłą matkę, by opowiedzieć jej o przeżywanych przez lata emocjach: złości, bólu, żalu etc. Oczywiście część terapeutów prowadzi terapię Gestalt, opierając się stricte na dialogu.

Radzę więc każdemu, kto chce skorzystać z psychoterapii, aby zapoznał się ze wszystkim nurtami. W trakcie terapii może się bowiem okazać, że szczególnie trudno odnaleźć nam się w danym stylu pracy. Czasem problem zniknie wraz ze zmianą terapeuty, ale może okazać się, że po prostu dana modalność nie jest dla nas odpowiednia. Każdy rodzaj terapii działa i daje dobre efekty, ale nie oznacza to, że jest dobry dla każdej osoby. Dlatego warto wybierać świadomie.

źródło: gabinet-psychoterapii.wroclaw.pl