Marzenie o domu

Od tego, że pomożesz jednemu psu – cały świat się nie zmieni. Ale zmieni się cały świat tego psa. Jeśli więc chcesz przyjąć stworzenie pod swój dach – uczyń to w grudniu.
Pepe, Gwizdek, Bolek… Ta paczka czworonogów znalazła domy. Mało tego – zwierzaki stały się sławne, może nie aż tak jak ich właściciele, ale mają teraz rozpoznawalne… mordki – jako bohaterowie kalendarza akcji „Wielcy Małym”. Prawdopodobnie na sławie im nie zależy, ale gdyby wiedziały, że przyczyniają się do pomocy swoim braciom, byłyby zadowolone. Bo zwierzęta są dobre. Z ludźmi bywa różnie.

reklama

Nad moim biurkiem długo wisiał pies Pepe z Edytą Jungowską i kot Felek z Małgorzatą Ostrowską-Królikowską. Maj i czerwiec trwały trochę dłużej, a inne miesiące wracały, bo nie liczę dni na tym kalendarzu, za to lubię popatrzeć na radość zwierzaków, które znalazły miłość i dom. Zwłaszcza że tak wiele wciąż szuka, są porzucane, niechciane i zapomniane. „Niechciane i Zapomniane” – tak też nazywa się fundacja organizująca akcję „Wielcy Małym”, w której znane osoby pomagają zdobyć fundusze na rzecz schronisk. Pomysłodawcą jest agencja BKEV Marketing Experts.

– Kochamy zwierzęta i przed świętami chcieliśmy zrobić coś dla schronisk – opowiadają Beata Błasiak i Piotr Piasecki, właściciele BKEV, autorzy akcji.

– Wpadliśmy na pomysł, że skoro jesteśmy specjalistami od postrzegania marek, znamy sporo sławnych osób, to wykorzystamy tę wiedzę i kontakty do projektu użytecznego dla zwierząt. Niechcianych, porzuconych. Poprosiliśmy artystów i aktorów, aby zaangażowali się w ideę pomocy zwierzętom. Nie odmówili. Wisława Szymborska na pierwszą aukcję przysłała swój rękopis, na kolejne – kolaże. Patronat przyjęły pani Ludgarda Buzek i pierwsza dama – Anna Komorowska. Naturalnie przejęła opiekę nad akcją, bowiem w 2009 dzierżyła ją pani prezydentowa Maria Kaczyńska. To jest inicjatywa ponad podziałami. Wzrusza ludzi o różnych poglądach, bo zwierzęta potrafią jednoczyć. W Wigilię o północy podobno same gadają – a na co dzień potrafią sprawić, że to my, ludzie z różnych stron, mówimy jednym głosem…

Historie z kalendarza

Każda karta kalendarza to opowieść o pewnej historii sieroty albo straceńca…

– Tylko Beata Sadowska w zeszłym roku miała psa „nie-znajdę” – opowiada Beata Błasiak. – Obecnie ma już przygarniętą kotkę, która zarządza domem, włącznie z tym dużym psem. Bywało zabawnie: rok temu u Zbyszka Zamachowskiego skoncentrowaliśmy się na psach. On ma gromadę zwierząt i trzeba było coś wybrać. Koty obserwujące sesję poczuły się zazdrosne, przyszły same… i miały zdjęcia na własne żądanie. Zbyszek zresztą powiedział, że przebije wszystkich, bo ma jeszcze żółwie i myszki. Czasem zwierzęta leczą – kiedy państwo Królikowscy (Rafał i Dorota) znaleźli psa porzuconego nad morzem, wiedzieli, że ich synowie są uczuleni na sierść… Ale przygarnęli psiaka. W końcu wyszło im to na dobre, bo obecność Lusi wyleczyła ich rodzinę ze skłonności do alergii.

Piotr Machalica w tym roku pojawi się w kalendarzu z koniem Luckym, którego uratował ze stajni w Prądzewie. Inne konie z Prądzewa – w lepszej formie – znalazły domy adopcyjne dość szybko.
– Lucky to była ostatnia bieda, arab z rodowodem, ale z poranionym pyskiem, kantar wrósł mu w kość, miał chore biodro – nikt go nie chciał – opowiada Beata Błasiak. – Piotr zaadoptował tego konia, dzięki czemu uratował byt stajni na kilka miesięcy. Lucky – nomen omen – okazał się ostatecznie szczęściarzem. Nie wiadomo było, czy koń nie pozostanie na zawsze chory i wyłysiały. Tymczasem Lucky zaczął w oczach zdrowieć. Teraz jest jednym z piękniejszych koni naszej stajni. Pokazywaliśmy go ostatnio w telewizji, szczęśliwego w galopie. Posiwiał z wiekiem, jak to araby.

Dochody z akcji w całości zostaną przekazane schroniskom, ale nieoceniona jest edukacyjna rola kalendarza. Bo kiedy znani ludzie publicznie powiedzą, że kochają zwierzęta, że kundel to naprawdę ktoś ważny, to może inni też w to uwierzą.

Jestem fajny, chociaż ze schroniska

„Przygarnij mnie, nie będziesz żałował! Mówią, że szansę mają piękne psy, więc z moją urodą chyba coś jest nie tak… Pewnie te czarne uszy… albo łapy czy ogon za krótki? Mam do oddania tylko serce, ale za to jakie wierne!” – mnóstwo takich deklaracji można znaleźć na stronach fundacji pomagających zwierzętom. Wielu ludzi może by się skusiło, ale obawiają się psiej przeszłości.

– W przypadku większości psów ze schroniska nie da się ustalić przeszłości – mówi Mariusz Kuzmecki, doświadczony trener psów, psycholog współpracujący z Fundacją „Niechciane i Zapomniane”. – Nikt nie wie, co psiur przeszedł, ludzie boją się, że złe wspomnienia mogą wrócić, że pies stanie się agresywny. Ale myśląc w ten sposób, „uczłowieczamy” psa, sądząc – że tak jak człowiek – pod wpływem wspomnień ujawni złą stronę charakteru. Nie zgodzę się z tym. Pies to nie człowiek, zbyt często przypisujemy mu własne odczucia. Niepotrzebnie użalamy się nad przeszłością. Pies, który ma schronisko za sobą, chce je całkowicie zostawić w przeszłości. Nie chce pamiętać, chce mieć nowy dom. Potrzebuje pewności, że jeśli przeszedł ciężkie chwile, porzucony, przywiązany na mrozie, to jest to już przeszłość. Trzeba potraktować go, jakby narodził się jeszcze raz – jako fajny pies, pewny siebie, stabilny! Z pozytywną energią. A współczucie to coś niestabilnego dla psa. Kiedy człowiek się użala, pies myśli: „Dlaczego jesteś niezadowolony? Przecież wszystko jest OK! Ja wyszedłem ze schroniska, a ty jeszcze w nim tkwisz!”.

Jak im pomóc?

– Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że jedną z głównych przyczyn tak dużej bezdomności zwierząt w Polsce jest ich niekontrolowane rozmnażanie – mówi Kaja Miszczak, prezes Fundacji „Niechciane i Zapomniane”. – Przyczyniają się do niej pseudohodowcy, którzy nadmiernie mnożą zwierzęta dla zysku, a także ludzie, którzy chcą mieć szczeniaczki. Wiele osób liczy na to, że z łatwością znajdzie nowe domy dla szczeniąt, często okazuje się jednak, że znajomi się wycofują. A schroniska pełne są potrzebujących domów psów, często również szczeniąt.

– Punkt pierwszy działań to kontrola urodzeń, sterylizacja zwierząt bezdomnych. Najlepiej na koszt gminy, ale społeczności same mogą inicjować podobne akcje – dodaje Piotr Piasecki. – To najlepsza droga do opanowania sytuacji. Hasło tegorocznej akcji brzmi: „Nie mnóżmy bezdomności” – fundusze przeznaczymy na ten cel. Inne cywilizowane kraje poradziły sobie już z tym problemem.

– W krajach zachodnich jest nawet przegięcie w drugą stronę – dodaje Beata – bo ktoś, kto chce mieć psa, a pracuje – ma obowiązek zapewnienia mu opiekuna, takiego „wyprowadzacza”, a kiedy sąsiedzi zauważą, że tak się nie dzieje – zgłaszają fakt na policję.

Ja cieszę się, kiedy wiem, że pies czeka na swoją rodzinę powracającą z pracy choćby wieczorem – ale z miłością. Nie chciałam opowiadać historii rozdzierających serca. Na stronach fundacji zajmujących się pomocą braciom mniejszym zobaczycie niejedne stęsknione, smutne oczy. Tylko zajrzyjcie: Skarbek wygląda już inaczej niż zagłodzony, przerażony chudziak znaleziony pod Piotrkowem. Czeka. Dropsik, Sonia, Inka, której pracownicy fundacji usunęli sto kleszczy. Marzą o przyjaźni na całe życie, i kto wie? Na Gwiazdkę spełniają się marzenia. Może zechcesz podarować zwierzakowi dom albo zaadoptować go wirtualnie? Daj nam znać. Pokażemy was na www.zwierciadlo.pl

 

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »