Uwolnić emocje…

materiały prasowe

Relacje międzyludzkie to prawdziwy tygiel emocji. Zdecydowanie najwięcej ich między ludźmi, którym na sobie zależy. Dziennikarka Ania Maruszeczko przekonała się o tym, podróżując po Polsce z niebieską kanapą w ramach kampanii „Let it out. Uwolnij emocje”. Na podstawie dziesiątek rozmów i obserwacji powstał e-book o tym samym tytule.

reklama

Tematyką pierwszego rozdziału są emocje w relacjach damsko – męskich. Na kanapie opowiadają o swoich przeżyciach m.in.: małżeństwo z długim stażem, w którym zadomowiła się uczuciowa rutyna; rozwodnik, który nie umie uwolnić się od złości na byłą żonę; świeżo upieczony mąż, który mimo swoich dobrych chęci nie potrafi domyślić się, „co siedzi” w jego żonie, bo ta nie jest w stanie powiedzieć wprost, co czuje czy samotny mężczyzna, który nie potrafi rozmawiać z kobietami.

Jak wyglądają takie spotkania? Oto jeden z „przypadków” opisanych w pierwszym rozdziale „emocjonalnego e-booka”

[…] Mężczyzna w średnim wieku, pracuje za granicą, gdzieś w Anglii. W Gdańsku się wychował, w Gdańsku mieszkają jego dzieci z byłą żoną. Ubolewa nad tym, że rzadko je widuje. Chciałby powiedzieć więcej, ale to kłębowisko uczuć siedzi w nim jak w więzieniu. Nie czuje się komfortowo. O, nie. Za bardzo to pogmatwane, żeby łatwo dać temu wyraz. Jedyne, co może zrobić, to przestać żyć przeszłością i złością.

Są tacy mężczyźni, którzy 10 lat po rozwodzie, będąc już w nowym związku, wściekają się na swoje byłe żony, na los… Ta złość zatruwa im życie i przesłania priorytety. On to wie, ale…

Kolega czy brat odciąga mojego rozmówcę od niebieskiej kanapy: „Daj spokój. Po co o tym opowiadasz?!”. Ale ten podpisuje zgodę na publikację naszej rozmowy. Na odchodne słyszę: „Ciężko jest lekko żyć”. I jeszcze: „A ty masz jakieś problemy?”. „Jakieś mam. Każdy ma“ – mówię.

Zapisane fragmenty rozmów są pretekstem do rozmowy z Lucyną Wieczorek – Tutak, trenerką umiejętności psychospołecznych i interpersonalnych, założycielką ośrodka „Dojrzewalnia Róż”. Ludziom się wydaje, że mówienie o uczuciach to żadna sztuka. Czy to się udaje bez ćwiczeń, bez praktyki?”– pyta Ania. „Historia życia każdego z nas jest inna, w związku z tym jednym wyrażanie uczuć udaje się w sposób naturalny, bo tego się nauczyli w domu i w szkole albo wśród przyjaciół, a inni – niestety, potrzebują dużo ćwiczyć i pracować, aby sobie na swobodne przeżywanie i mówienie wprost o uczuciach pozwolić” – komentuje Lucyna Wieczorek.

A.M.: Na niebieskiej kanapie siadali czasem ludzie, którzy wyraźnie mieli ochotę powiedzieć, co czują, ale wyraźnie nie mogli znaleźć odpowiednich słów. Byli to najczęściej mężczyźni albo nastolatki. Czy to jest jakaś prawidłowość? Jeśli tak, to z czego wynika?

 

L.W.:Cóż, jeśli chodzi młodzież, jest to naturalny etap w rozwoju – są w intensywnym procesie zmiany i potrzebny jest czas, aby uczucia, które tym zmianom towarzyszą, umieć ponazywać. Pomocne bywa empatyczne słuchanie, którego celem jest wsparcie osoby w wyklarowaniu, o co jej chodzi, co jest ważne.

A mężczyźni, jak już wspominałyśmy, są w pewnym sensie „ofiarami” stylu wychowania, który chyba odchodzi do przeszłości, ale na „tu i teraz” dorośli Polacy mają go w swoim doświadczeniu, czyli: „prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze”. To bardzo smutna historia, utrudniająca życie mężczyznom i kobietom. Nadzieję daje fakt, że coraz więcej osób jest świadomych tego, iż przeżywanie uczuć dodaje nam siły, a nie ją odbiera. No i pozwala dzieciom czuć.

A.M.: Co robi z człowiekiem nieposkromiona rozumem złość na kobietę, na los?

L.W.:Złość, która się kłębi, to bardzo toksyczne uczucie. Złość jest sygnałem, że mamy niezaspokojoną, ważną dla nas potrzebę, i to jest bardzo cenny sygnał. Kiedy go otrzymujemy, kolejnym krokiem jest poszukanie innych uczuć, których doświadczamy – bo pod złością zawsze są inne uczucia – oraz ważnych dla nas potrzeb, które w tej chwili są niespełnione. Tkwienie w złości tygodniami, czy wręcz latami gwarantuje, że nasze ważne potrzeby nie zostaną spełnione. To jest cena, którą płacimy za podtrzymywanie przekonania, myśli, która karmi złość. Ta myśl to zwykle coś w stylu: „Ona (lub On) powinna/powinien być inna/inny, inaczej się zachowywać, myśleć. Wtedy byłoby dobrze”, „Ona (lub On) mnie nie szanuje, jest niewdzięczna/niewdzięczny, nie docenia mnie, nie kocha, nie rozumie, a powinna/powinien!”.

Paliwem pozwalającym żyć starej złości jest przekonanie, że ktoś powinien „coś” zrobić, żeby nam było dobrze. Niestety, jest to sposób myślenia, którego jedynym efektem będzie ból i cierpienie większości osób zainteresowanych, co niestety ta historia potwierdza.

Ludzie niczego nie muszą, najwyżej mogą. Często, jeśli ich poprosimy, przychylą się do naszej prośby. Zmuszanie jest rodzajem psychicznej przemocy i nie prowadzi do porozumienia.

Kiedy czuję złość, warto o tym pogadać z przyjacielem czy z pięcioma, jeśli z jednym nie wystarczy. Jeśli z pięcioma nie wystarczy, wtedy warto poprosić o pomoc psychologiczną. Chodzi o to, aby dotrzeć do tego, jakie myśli podsycają naszą złość i czego tak bardzo potrzebujemy, czego spełnienie by nas uspokoiło. Marshall Rosenberg, twórca „Porozumienia bez przemocy” powiedział coś w stylu:

„Jeśli czujesz złość, trzy rzeczy są pewne:

  1. Jest coś, czego bardzo potrzebujesz i nie otrzymujesz.
  2. Myślisz, że ktoś powinien/musi ci to dać.
  3. Właśnie wybrałeś sposób na to, aby tego, na czym ci zależy, nie dostać, albo dostać nie w taki sposób, w jaki byś naprawdę chciał”. […]

Fachowa wiedza eksperta pozwala z dystansem spojrzeć na opisane sytuacje, zrozumieć mechanizmy rządzące naszym życiem wewnętrznym i czasem zaproponować pewne rozwiązania.

Pierwszy rozdział „emocjonalnego e-booka” można pobrać bezpłatnie na stronie www.uwolnijemocje.com.pl.